Kampania przedwyborcza była merytoryczna, kiedy chodzi o cele, oraz niemerytoryczna, kiedy chodzi o sposób realizacji celów – nieraz się słyszy. W rzeczywistości partie nie za bardzo czują się zobowiązane do opowiadania „jak”, ale też i my, odbiorcy, wcale nie musimy tego wiedzieć. W 2015 r. PiS często tłumaczył swój plan na zdobycie funduszy, które zamierza wydać. Czy jednak ktoś mu wierzył? Wybrano zestaw obietnic i zestaw składających je ludzi, nie wybrano recept. Właściwie dlaczego ma być inaczej w 2019 r.? Wygrają/przegrają ludzie, nie recepty.

Mało zauważona pozostaje w tym kontekście przykra sprawa – tegoroczne wybory nie przekształciły się w plebiscyt „Kto za PiS? Kto przeciw?”, lecz w narodowe referendum za socjalizmem. W programach (czytaj: zestawie agitacyjnym) wszystkich partii, poza jedną, królują obietnice socjalne, niemal nieodróżnialne od siebie. Gdyby program gospodarczy Zjednoczonej Prawicy wepchnąć do ulotek Koalicji Obywatelskiej, a jej program podarować SLD – mało kto by to zauważył.