Wymiatali wszyscy i im głośniej zapowiadali, że z tymi praktykami skończą, tym sprawniej i głębiej sięgała karząca ręka sprawiedliwości dziejowej. Zwalnianie sekretarek to kolejny z setki Rubikonów, ale można być pewnym, że kiedyś do władzy dojdzie Ekipa Nadziei, która rozprawi się z Dyktaturą Miłości jeszcze ostrzej i jeszcze szybciej. Wszelkie lamenty zbywać będzie, wyciągając stare wycinki prasowe. Ekipa Nadziei prawdziwie odpolityczni media publiczne, wprowadzając tam niezależnych fachowców, wyrzuci partyjnych nominatów z państwowych spółek i nie zwiedzie ich łagodne oblicze kierowcy czy stróża. Zrobi to samo, co widzimy teraz, za szalejącej Dyktatury Miłości.

Nowy minister od zwalczania korupcji rozpocznie od apelu. „Trzeba, by wszyscy pracownicy organów państwowych zrozumieli, że korupcja to największe przestępstwo. Walka z korupcją dała w przeszłości pewne wyniki i w tym kierunku należy działać nadal” – powtórzy za przewodniczącym Mao, ale jednocześnie przygotuje na podstawie wycinków prasowych raport o poprzednikach, a jego jawni współpracownicy medialni podzielą się z nim swymi materiałami, krzycząc: „Teraz my!”. Następnie zwolni się szefa Żandarmerii Wojskowej, który ośmielił się podnieść swoje brudne łapska na tych sympatycznych generałów i na wiceministra obrony. Nowy żandarm będzie już dobrze wiedział, że ma siedzieć cicho. Zresztą ten obecny, świeżo mianowany, też już to wie.

Jak widać, tak być musi. Oczywiście, po Ekipie Nadziei przyjdzie jakaś następna Drużyna Normalności i tak to się będzie kręciło. Niejasne jest tylko, kto stworzy Ekipę Nadziei. Największą ochotę mają sieroty po Moralnej Rewolucji, które dokonują teraz cudów ekwilibrystyki, by wytłumaczyć swoim wyznawcom poparcie dla komisji śledczych, które jednak były złe przed wyborami, są nieszczęśliwe przed świętami, nie czas na nie w karnawale, a zawracanie nimi głowy w Wielkim Poście to świętokradztwo, bo o tym, że niepodobna tą materią zajmować się w upały, wszyscy wiemy. Przynajmniej niektórym uda się to wmówić. Cóż, skoro są tacy, którzy chcą wierzyć, że łgarstwa w sprawie spotkań z lobbystami są normą, to we wszystko uwierzą, prawda panie Piecha?

Ale pan się nie martwi, jeszcze pan będzie ministrem. W końcu „panta rei” – jak mawiał pewien zapobiegliwy dżentelmen, zapisując się na kurs pływania.