Robert Mazurek: Posada brata pomaga?

Reklama

Marcin Szumowski: Jak kula u nogi.

Raczej złota kula – odkąd Łukasz Szumowski wszedł do rządu, dostaliście 74 mln zł z grantów.

A wcześniej 108 mln, z czego za poprzedniej władzy 84 mln! Byliśmy nieporównanie mniejszą firmą i dostawaliśmy każdy grant, o który aplikowaliśmy. To się skończyło za PiS-u.

Wkurza się pan?

Czuję się bezradny. Jestem poważnym, pięćdziesięcioletnim facetem, prezesem sporej firmy giełdowej. W Stanach zaczynałem od zera, tam skończyłem studia, tam zrobiłem doktorat, tam byłem profesorem na dwóch uniwersytetach. Wreszcie, to w Ameryce zrobiłem MBA, w Polsce pracowałem z sukcesami w najlepszym instytucie PAN, a dziś w gazetach funkcjonuję jako „brat ministra”.

Nie brzmi to najlepiej.

Prawda? Taki cwaniaczek, co to przybyszowi z prowincji kolumnę Zygmunta opchnie, a od rządu grant skręci.

Drugi Misiewicz.

I co ja mam z tym zrobić?

Powiedzieć prawdę. Nie widzi pan konfliktu interesów w tym, że wiceministrem nauki zostaje brat, a pan dostaje granty?

To nie on je przyznawał.

Nadzorował to jego kolega wiceminister.

I jak Łukasz był w tym ministerstwie, to dostaliśmy raptem jeden grant na 29,5 mln.

Resztę dostaliście, kiedy był ministrem zdrowia.

Reklama

Powtórzę: dostawaliśmy granty od 2012 r., od początku działalności. Mój brat zostaje wiceministrem w listopadzie 2016 r. i od tego czasu zaczynają się schody.

CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>