Szampan na Łubiance?

Reklama

Jeśli na Łubiance otworzono szampany, gdy w rosyjskie ręce dostał się ogromny zasób maili wszystkich ważniejszych przedstawicieli obozu władzy w III RP, to należałoby wlać go z powrotem do butelek. A to dlatego, że ów gigantyczny przeciek niczego w praktyce nie zmienia.

Fakt - ponad 70 tys. maili o przeróżnej treści dostało się w ręce wrogiego Polsce państwa. Ci, którzy uważnie je przestudiują posiądą możność wyrobienia sobie całościowego spojrzenia na codzienne funkcjonowanie struktur władzy III RP. Być może okaże się ono bardziej dogłębne niż u naszych rządzących, w rodzimych mediach, czy u opinii publicznej. Wspomnianą wiedzę przy odrobinie sprytu można wykorzystać tak, aby to funkcjonowanie skutecznie zakłócać, czy nawet sparaliżować. Po prostu wiadomo w jaki punkt najlepiej uderzyć oraz jak uderzyć. Jednak powiedzmy sobie szczerze, przeciętny Polak trwa od lat w niezmienny przekonaniu, że polskie państwo działa fatalnie. Gdy więc zdarzają się momenty, kiedy ono przestaje funkcjonować, ów przeciętny obywatel zupełnie nie czuje się tym zaskoczony. "O znowu nie działa" – stwierdza z pewnym zadowoleniem, że jak zwykle potwierdziły się jego odczucia. Po czym radzi sobie na własną rękę. Od urodzenia jest bowiem przygotowywany do tego przez starsze pokolenie, iż na własne państwo nie powinien liczyć.

Afera mailowa

Przejęta korespondencja przedstawicieli polskiego rządu i administracji stała się też źródłem informacji mogących wywierać wpływ na życie polityczne w Polsce. Do tego właśnie stara się ją używać strona rosyjska. Komunikator internetowy Telegram publikuje więc wciąż nowe maile. Te są szybko nagłaśniane przez polskie media. Po czym politycy wybierają z nich te smaczki, które najlepiej nadają się do wplecenia w niekończącą się w III RP awanturę o wszystko. Stanowi ona codzienny sposób komunikowania się obozu władzy z opozycją i vice versa.

Jednak od kilkunastu lat system polityczny III RP działa jak wielka sprężarka. Zasysa niczym powietrze każdy powód do konfliktu, dokonuje jego intensyfikacji (sprężenia) i wypycha na zewnątrz w wersji skondensowanej. Dzięki temu w Kraju nad Wisłą osiągnął on już dawno temu stan równowagi. Niezależnie od tego, ile powodów do awantur wrzuca się do systemu, to większego sprężenia już nie potrafi on wygenerować. Puszczenie w obieg 70 tys. mail rządowych przynosi więc efekt, jakby było ich siedemdziesiąt.

Tymczasem i tak za kilka dni ważniejszy od nich okaże się powrót Donalda Tuska. Tą drogą do systemu dodany zostanie nie kolejny powód do awantur, lecz jego ważny filar. Bez niego ostatnimi czasy następowało rozmywanie się dotychczasowej polaryzacji społeczeństwa. Otrzyma ono więc szansę powrotu na sprawdzone tory, niemogącego bez siebie żyć POPiS-u.

Powrót Tuska?

Po tym powrocie największe mocarstwa globu będą mogły sobie jedynie pomarzyć, iż uda im się przedsięwziąć działania za sprawą których Polska stanie się krajem bardziej podzielonym i skłóconym. Wraz z kolejną odsłoną zmagań Tusk kontra Kaczyński owo „bardziej” okaże po prostu nieosiągalne.

Odporność na zewnętrzne zagrożenia przeważnie idzie w parze z szybką utratą zainteresowania dla nich przez ogół społeczeństwa. Niby są, lecz nic bolesnego z nich nie wynika. Tym bardziej wszystko co zmienia się poza granicami Rzeczpospolitej, wzbudza jedynie krótkotrwałe zainteresowanie. Dobrze znany i stale obecny wróg krajowy jest zdecydowanie bardziej interesujący niż ci zewnętrzni. Stanowi to nawiązanie do wielowiekowej tradycji, że najlepszy wróg, to ten nasz „na własnej krwi wyhodowany”. Jej konsekwencją stało się kiedyś staropolskie: „Jedni do Sasa, drudzy do Lasa”, które narodziło się w czasach III wojny północnej.

W jej trakcie na ziemiach polskich uganiały się za sobą wojska: saskie, szwedzkie i rosyjskie, wspomagane czasami przez Prusaków i Duńczyków. Jednakże dla ówczesnej szlachty istotniejsze pozostawało, czy przewagę zdobędzie opowiadająca się po stronie króla Augusta II Mocnego konfederacja sandomierska, czy też popierająca króla Stanisława Leszczyńskiego konfederacja warszawska. W sumie zachowanie to nosiło wiele znamion racjonalności. W przypadku zbrojnego starcia polskich sił z wojskiem: szwedzkim, rosyjskim czy nawet saskim, kończyło się ono szybkim, a zarazem straszliwym łomotem spuszczonym Polakom. Jednakże, kiedy zdarzała potyczka polsko-polska była ona wyrównana i zacięta. Jednym słowem, nie było się czego wstydzić.

To, że w tym samym czasie obce armie panoszące się w Rzeczpospolitej pustoszyły, rabowały, gwałciły zaliczono do kategorii dopustów bożych, czyli rzeczy na które nie posiada się większego wpływu. Natomiast przetrzepanie skóry tym drugim konfederatom zawsze pozostawało w zasięgu ręki.

Jak się przekonywano, agresję zewnętrzną najwygodniej odeprzeć słownie (zawsze też można ponarzekać), natomiast w sferze czynów należy ją ignorować. Jedyną ważną sprawą pozostawało podwórko wewnętrzne i to, kto akurat zdobywa na nim przewagę. System „Jedni do Sasa, drudzy do Lasa” miał się znakomicie nawet długo po tym, jak August II Mocny oraz Stanisław Leszczyński przeprowadzili się w zaświaty.

System polityczny oparty na pogłębianiu polaryzacji

Reklama

We współczesnej Polsce system polityczny oparty na pogłębianiu polaryzacji społeczeństwa ma wszelkie szanse przetrwać swych dwóch ojców założycieli i znakomicie funkcjonować przez kolejne dekady. Skutecznie broni się on przed politykami lub ugrupowaniami ignorującymi regułę nieustannego podsycania wrogości. Kto próbuje być spolegliwy i umiarkowany jak np. w czasie ostatnich wyborów prezydenckich Władysław Kosiniak-Kamysz, ten zbiera tyle głosów, co Kosiniak-Kamysz. Ta bolesna prawidłowość sprawia, że mało który polityk ma ochotę podejmować takie ryzyko.

Jednakże przecież wydawać się mogło, że wieczny bezwład i pogodzenie z bezradnością w polityce zagranicznej Rzeczpospolitej, w końcu zastąpiły próby gorączkowych reform. Wydarzyło się tak, za sprawą wymiany pokoleniowej. To pokolenie, które doszło do politycznej dojrzałości w drugiej połowie XVIII w., w odwrotności do rodziców nie potrafiło się pogodzić z tym, że własny kraj stał się bezwolną igraszką w rękach ościennych mocarstw (zwłaszcza Rosji). Zamiast obojętności nagle obudziło się oburzenie oraz chęć zmiany rzeczywistości. I to tak wielkie, że rzucono się do desperackiej próby stworzenia nowoczesnego państwa. Zupełnie ignorując prawdę, że jest już kilkadziesiąt lat za późno.