Reklama

Po co panu ta polityka?

Po co mi polityka?

Tak, panu, lekarzowi.

To pytanie zmienia postać rzeczy. Nie mam w zwyczaju robienia w życiu czegoś dla siebie, zwłaszcza jeśli chodzi o moją działalność publiczną i zawodową. Może to są duże słowa, ale ja traktuję to, co robię, jako wezwanie do służby. I jako wyzwanie. I również tutaj, do ministerstwa, przyszedłem z tego powodu.

Po pańskiej nominacji odetchnęłam z ulgą, że to nie prof. Chazan został ministrem zdrowia.

Można być ekspertem, krytykiem, doradcą, działać w samorządzie lekarskim, w obszarze ochrony zdrowia, ale jeśli jest możliwość, to trzeba wziąć odpowiedzialność za sprawy publiczne i podejmować decyzje. Tak też zrobiłem.

Słyszę od ludzi z lekarskiego środowiska, że nie spełnił się pan w medycynie, że nie zrobił pan kariery, że doktoryzował się pan dopiero cztery lata temu, że nie został pan profesorem, to poszedł pan w politykę.

Każdy ma prawo do własnej oceny. Na początku mojej drogi zawodowej były pewne kłopoty, które przydarzyły się zupełnie nie z mojej winy, bo to były czasy tuż po stanie wojennym. W czasie studiów byłem jednym z przywódców Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Przez przypadek nie wylądowałem w tzw. internacie, bo po prostu mnie nie złapali. Potem udało mi się wrócić na studia, skończyć je, ale pomimo że byłem jednym z najlepszych studentów, to pracy dla mnie nie było.

Tylko przez politykę czy też przez nazwisko?

Reklama

Nie przez nazwisko, bo to już nie te czasy. Nazwisko to był problem mojego ojca i poprzedniego pokolenia. Przez politykę – jeśli można nazwać to polityką – bo byłem działaczem NZS. Miałem kłopoty z zatrudnieniem, mało brakowało, by mnie wyrzucili z Warszawy. Załapałem się w nowo powstającym Ursynowie do przychodni jako lekarz rejonowy i byłem szczęśliwy, że w ogóle pracę dostałem. Okazało się, że jest to dziedzina, którą później nazwano medycyną rodzinną, w której można się świetnie realizować. Muszę powiedzieć, że byłem bliski płaczu, kiedy w momencie przejścia do Ministerstwa Zdrowia musiałem zrezygnować z praktyki lekarskiej, z prowadzenia swojej przychodni.

>>>Więcej w elektronicznym wydaniu DGP>>>