Autorzy stanowiska podkreślają, że będą strzec prawa do wychowywania dzieci "zgodnego z przekonaniami rodziców i do poszanowania osobistej sfery intymności każdego ucznia". Zrobią wszystko, by do szkół "nie miały wstępu osoby i organizacje zainteresowane wczesną seksualizacją polskich dzieci".

- Nic nie wiedziałam o tym stanowisku - przyznaje w rozmowie z TOK FM radna PO Anna Ryfka. - Jeśli radni PiS chcą wojny ideologicznej, to będą ją mieć. Zawsze uważałam, że na poziomie rady nie powinno być polityki i ideologii. Złożę wniosek o stanowisko, by Lublin był miastem wolnym od kretynizmu i głupoty.

"Będziemy chronili uczniów, dbając o to, aby rodzicom i wychowawcom nie zabrano możliwości przekazywania idei piękna ludzkiej miłości" - napisali dalej radni PiS. - "Nie pozwolimy wywierać administracyjnej presji na rzecz stosowania poprawności politycznej (słusznie zwanej homopropagandą) w wybranych zawodach. Będziemy chronili nauczycieli i przedsiębiorców przed narzucaniem im nieprofesjonalnych kryteriów np. w pracy wychowawczej, przy doborze pracowników czy kontrahentów".

- Jestem za tym, by to rodzice wychowywali swoje dzieci i przekazywali im wiedzę o seksualności człowieka. Na pewnym etapie włącza się w to oczywiście również szkoła. Ale nie rozumiem, o co chodzi autorom tego stanowiska? - zastanawia się Jadwiga Mach, przewodnicząca Komisji Oświaty i Wychowania w lubelskiej radzie.

- Po pierwsze, w Lublinie nigdy nie było żadnych zapowiedzi, dyskusji na temat wprowadzenia karty LGBT. Po drugie, słowa, które padają w tym stanowisku, w ogóle nie powinny mieć miejsca, choćby o dyskryminacji części rodziców - dodaje radna.

Radni PiS w swoim stanowisku nawiązali do historii Polski: "Pamiętając o 1053 latach od Chrztu Polski, 100 latach od odzyskania Niepodległości Polski i 29 latach od odzyskania Samorządności Polek i Polaków, Rada Miasta Lublin z całą odpowiedzialnością deklaruje, że Miasto Lublin w realizacji swoich publicznych zadań będzie wierne tradycji narodowej i państwowej".