- Przed kampanią samorządową ustaliliśmy, że Trzaskowski podpisze deklarację LGBT+ po wyborach. W sytuacji, gdy Kaczyński zaatakował mniejszości seksualne, zaczął straszyć gejami, seksualizacją dzieci, musieliśmy stanąć w obronie mniejszości, bo zawsze będziemy stawać w obroni słabszym - dodaje Grzegorz Schetyna.

Na uwagę, że kiedy rządzili, to nie zalegalizowali związków partnerskich, wskazuje na fakt, że byli w koalicji z PSL ("Polskie Stronnictwo Ludowe nie było za związkami partnerskimi").

- Ale powiem szczerze, ten temat nie był naszym priorytetem. Jednak sprawa wróci po wyborach i jestem przekonany, że jeśli wygramy, to uchwalimy związki partnerskie - deklaruje.

Tłumaczy przy tym, że klimat społeczny się zmienił: - Polska dojrzała do związków partnerskich, społeczeństwo przyzwyczaja się do tego, że to jest coś normalnego.

- PSL z pewnością nie będzie wspierać Grzegorza Schetyny w tej sprawie. Po pierwsze nie ma zgody PSL na związki partnerskie, po drugie nie ma zgody PSL na liberalizację kwestii związanych z aborcją, po trzecie nie ma zgody PSL na wyprowadzanie religii ze szkół i walkę z Kościołem - powiedział PAP Sawicki, pytany o słowa lidera PO.

Zaznaczył, że jeżeli po jesiennych wyborach parlamentarnych PO i PSL będą mogły utworzyć rząd i dojdzie do rozmów koalicyjnych, to sprawy światopoglądowe zostaną "jasno omówione". - Jeśli Grzegorz (Schetyna) będzie chciał je (związki partnerskie - PAP) forsować, to takiej koalicji (z PSL - PAP) nie będzie. Będzie wtedy zawierał koalicję z "Wiosną" Roberta Biedronia, jeśli mu wystarczy posłów - oświadczył Sawicki.

Schetyna: Jak słyszę, że Tusk miał charyzmę, a ja nie mam, to...

Schetyna określił jako "bardzo dobrą rozmowę" z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem pod koniec marca w Brukseli. - Ludzie zatrzymywali mnie na ulicy i mówili, że to świetnie, że znowu jesteśmy razem. Cieszą się, jak widzą, że współpracujemy - mówi Schetyna w tygodniku. Pytany, czy ma kompleks Tuska, odpowiada: nie.

- Tusk przewodził Platformie, wygraliśmy wybory, ale nigdy nie budował szerokiej koalicji, co mi się udało. Jestem innym typem polityka. On mawiał: moja Platforma robiła to i to. Ja tak nie powiem, bo byłem częścią jego Platformy, a teraz Platforma jest nie tylko moja. Tusk jest liderem tworzącym politykę jednoosobowo. Ja wolę pracować zespołowo, korzystać z ludzi, z ich pomysłów - podkreślił Schetyna.

Jak dodał, jego prawdziwym sprawdzianem, "będzie wynik wyborów". - Toczy się walka o wszystko. Albo pójdziemy drogą co najmniej węgierską, jeśli pozwolimy Kaczyńskiemu znowu wygrać, albo wrócimy do Europy i wszyscy będą w Polsce bić brawo tak, jak nam na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej w Helsinkach, gdy przyjechaliśmy po wyborach samorządowych - mówi Schetyna.

Na pytanie, czy boli, kiedy mówią: "Schetyna nie ma charyzmy", przyznaje, że po ludzki to boli. - Nigdy nie jest fajnie, kiedy ktoś cię krytykuje. Ale jak słyszę, że Tusk miał charyzmę, a ja nie mam, to przypominam sobie tych, którzy mówili, że opozycja nigdy się nie zjednoczy, a PO jest skończona, bo przegrała wybory i odebrała ludziom nadzieję. Wszystko zawsze było źle. A gdy wygraliśmy wybory samorządowe w wielkich miastach, zaległa cisza. Nie było ani o mojej charyzmie, ani o rzekomym lenistwie Trzaskowskiego. Ci sami, którzy nas krytykowali, zaczęli nagle mówić, że to była dobra kampania. To dla mnie największa satysfakcja - powiedział szef PO.

Schetyna podkreślił też, że Ruch 4 czerwca nie jest konkurencją dla PO. - Po wyborach samorządowych rozmawialiśmy z Tuskiem, czy Koalicja Obywatelska wystarczy, żeby wygrać z PiS. Uważałem, że trzeba do niej dołożyć środowiska obywatelskie i samorządowe. Gdy na wybory jesienne powstanie szeroka koalicja, a samorządowcy wesprą listę do Senatu, to nie będzie przestrzeni dla nowego projektu - powiedział szef Platformy.

Na pytanie, czy może czas na zmianę pokoleniową i powinno się zrobić miejsce 40-latkowm, takim jak Trzaskowski, lider PO mówi, że nie. - Jeżeli ktoś ma wygrać z Kaczyńskim, to jestem być może ostatnim politykiem czasów Solidarności, stanu wojennego podziemia, który jest w stanie to zrobić. Bo Kaczyński, choć starszy ode mnie i Tuska, to jest podobne pokolenie, które kształtowało polską politykę po 1989 roku - powiedział.

- Wiem, jakie jest moje życiowe zadanie: pokonam Kaczyńskiego, przywrócę w Polsce demokrację, praworządność i dumę Polaków z tego, że tu mieszkają. A potem zostawię tę normalną, osadzoną na Zachodzie Polskę pokoleniu 40-latków, niech oni ją urządzają. Dzisiaj, myślę, ich pokolenie nie jest samo w stanie wygrać z Kaczyńskim. A ja nie chciałbym budować bez nich Polski takiej, w jakiej oni chcieliby żyć. Nowa przestrzeń musi być tworzona przez ludzi urodzonych już w nowej Polsce, tak jak moja córka Natalia. Ale przestrzeń wolności musimy im najpierw wyrąbać my.