"Gazeta Wyborcza" napisała w poniedziałek, że asystent sędziego Jakub Kalus (w listopadzie 2017 r. brał udział w pikiecie narodowców w Katowicach, podczas której powieszono na symbolicznych szubienicach zdjęcia europosłów PO, w tym Róży Thun), udzielał porad prawnych organizatorom "urodzin Hitlera": instruował ich, jak mają się zachowywać podczas śledztw, przygotowywał im pisma procesowe i wezwania do mediów. "GW" przypomniała, że później Kalus został "oddelegowany" do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Rzecznik PO Jan Grabiec nazwał Kalusa "bliskim współpracownikiem" wiceszefa MS Patryka Jakiego. Przypomniał, że Platforma już wcześniej wielokrotnie apelowała do kierownictwa resortu sprawiedliwości i polityków PiS, by "odcięli się od współpracy z osobami sięgającymi po metody polegające na przemocy". - Żadne odcięcie się nie nastąpiło - dodał.

Doniesienia "GW" poseł nazwał "szokującymi". - Jeśli te szokujące fakty są niewystarczające do dymisji, to znaczy, że powinniśmy wzywać do usunięcia z wymiaru sprawiedliwości nie tylko osób niegodnych, ale powinniśmy wzywać do usunięcia z wymiaru sprawiedliwości tych, którzy tych niegodnych ludzi zatrudniają, dają im specjalne zadania i tworzą nad nimi parasol ochronny - dodał Grabiec.

- Nie może być tak, że osoby o faszystowskich poglądach, czy wspierające neofaszystów, pracują w wymiarze sprawiedliwości - zaznaczył rzecznik PO. Według niego odpowiedzialność za to ponoszą Patryk Jaki i szef MS Zbigniew Ziobro.

Róża Thun - jedna z europosłanek, której wizerunek zawieszono na szubienicy - oczekuje, że w tej sprawie zapadnie w końcu wyrok w sądzie (sprawę bada obecnie katowicka prokuratura). Patrykowi Jakiemu zarzuciła, że "zamiast pilnować swojego resortu", od roku "jest w drodze, bo zajmuje się swoimi kampaniami wyborczymi - od Warszawy po Świętokrzyskie i Małopolskę".

Na pytanie, czy w związku z doniesieniami gazety powinny być wyciągnięte jakieś konsekwencje wiceminister Jaki odparł: - To jest decyzja do osoby, która zatrudnia tego pana. Od samego początku to był sąd, no to niech sąd jako pracodawca podejmie decyzję w tym zakresie. Po drugie przypominam: jeżeli chodzi o tzw. urodziny Hitlera, to akurat nasza władza zachowała się najbardziej stanowczo. To my aresztowaliśmy tę grupę, mimo że czasów rządów Platformy działała sobie bardzo swobodnie.

Dopytywany, czy nie powinno być jakiejś sugestii dla pracodawcy Kalusa, by zainteresowali się sprawą, podkreślił, ze "chętnie by taką sugestię skierował". - Ale wielokrotnie media komercyjne pouczały mnie, że nie możemy wydawać nakazów sądom, dlatego postanowiłem się do tego dostosować i nie będę wydawał poleceń sądom - oświadczył wiceminister.

W listopadzie 2017 r. na placu Sejmu Śląskiego w Katowicach, przy pomniku Wojciecha Korfantego, zgromadziło się – według policji - ok. 70 przedstawicieli środowisk narodowych. Zgromadzenie zgłoszono pod nazwą "Stop współczesnej Targowicy". Organizatorzy powiesili na symbolicznych szubienicach zdjęcia europosłów, którzy zagłosowali za rezolucją Parlamentu Europejskiego ws. praworządności w Polsce: Michała Boniego, Danuty Huebner, Danuty Jazłowieckiej, Barbary Kudryckiej, Julii Pitery i Róży Thun. To ich zdjęcia narodowcy zawiesili na szubienicach.

Kilka dni później katowicka prokuratura wszczęła śledztwo pod kątem art. 119 Kodeksu karnego. Stanowi on, że "kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". Na początku marca rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach Marta Zawada-Dybek przekazała, że postępowanie jest przedłużone do maja br.