Politycy PiS oczekują, że Banaś złoży rezygnację z funkcji prezesa NIK. Szef KPRM Michał Dworczyk mówił w poniedziałek w radiowej Jedynce, iż trudno będzie znaleźć inną drogę prawną odwołania prezesa NIK niż zmiana konstytucji (potrzeba do tego 2/3 głosów; PiS sam nie dysponuje taką większością). Według niego można wprowadzić przepis, że szefa NIK odwołuje się większością 2/3 głosów.

Tusk komentując w rozmowie z TVN24 sprawę Banasia, skrytykował jakość kadr PiS. Przypomniał, że do niedawna wiceministrem sprawiedliwości była osoba, która - jak powiedział - "niczym innym się właściwie nie zajmowała, tylko szczuciem na sędziów" (chodzi o b. wiceszefa MS Łukasza Piebiaka). I problemem nie jest to, że został zwolniony (z MS), tak jak problemem nie jest to, czy pan Kaczyński dzisiaj wzywa pana Banasia, żeby ustąpił - problemem jest, że tacy ludzie zostali - ministrem sprawiedliwości czy prezesem NIK - zaznaczył Tusk.

Problemem jest to, że ludzie, którzy są odpowiedzialni za te procedury: władza polityczna, rząd, pani marszałek Sejmu, już nie wspomnę o prezesie Kaczyńskim, bo on i tak ucieka od wszelkiej formy konstytucyjnej odpowiedzialności, ale my obserwujemy nieustanne czasami, aż manifestacyjne, łamanie lub naruszanie prawa - dodał szef EPL.

Wyraził pogląd, że PiS stworzyło mechanizmy, które pozwalają na to, że w Trybunale Konstytucyjnym czy Najwyższej Izbie Kontroli są ludzie, "których miejsce na pewno nie jest w sferze publicznej". To, co jest najgroźniejsze i najdramatyczniejsze, to nie to, że któryś z podopiecznych prezesa Kaczyńskiego chce czy nie chce podać się do dymisji, prowadzi hotel na godziny, czy jest jego właścicielem. Problemem jest to, że zbudowano polityczny system, który stał się taką windą do nieba dla tego typu ludzi. Przecież to jest koszmar - powiedział b. premier.

Jego zdaniem w kontekście sprawy Banasia widać jak "konstytucyjne władze państwa za nic mają prawo i nadal są gotowe to prawo naruszać i łamać". I o tym musimy krzyczeć każdego dnia, a nie, czy pan Banaś jest mniej czy bardziej uczciwy - zaznaczył Tusk.

Skomentował też pomysł PiS zmiany konstytucji, która umożliwiłaby odwołanie prezesa NIK. (O tym jako pierwszy pisał "Dziennik Gazeta Prawna">>>CZYTAJ WIĘCEJ TUTAJ>>> - dop.red.) Gdyby to nie chodziło o Polskę i gdyby to nie chodziło o tak ważne sprawy, jak Najwyższa Izba Kontroli i konstytucja, to powiedziałbym, że to jest groteska. Z tego można by się gorzko śmiać, gdyby nie powaga tej sprawy" - powiedział Tusk. Jeśli za każdym razem PiS będzie prosił opozycję o wspólne zmiany konstytucji, ponieważ mianował kogoś nieprawego na ważne stanowisko, to ten cykl musiałby być tak mniej więcej kwartalny dla zmian w konstytucji - ironizował b. premier.

Podkreślił, iż nie widzi najmniejszego powodu, aby opozycja w jakikolwiek sposób uczestniczyła w "autokompromitacji" obecnej władzy. I to nie chodzi o to, czy pomóc czy nie pomóc PiS-owi. Jeśli dzisiaj Polacy mają poczucie chaosu - prawnego, konstytucyjnego, ale przede wszystkim chaosu moralnego władzy, to mają też prawo wierzyć, że istnieje ktoś poza tą władzą, kto nie będzie w tym totalnym bałaganie uczestniczył, tylko będzie pracował nad wyprowadzeniem Polski z tego zakrętu - dodał.

Zapytany, czy sprawa Banasia może być dla PiS tym, czy dla PO stała się sprawa podsłuchanych rozmów m.in. polityków Platformy w restauracji "Sowa i Przyjaciele", Tusk odpowiedział, że te sprawy nie są porównywalne.

Na uwagę, że to wtedy zaczęło się "tąpnięcie" poparcia dla PO, Tusk stwierdził, że niedługo przed ujawnieniem tych podsłuchów były wybory do PE i "zakończyły się prawie idealnym remisem". Było już wyraźnie widać, że jeśli istnieje jakiś ten fenomen zmęczenia władzą bo siedmiu latach moich rządów, to on się pojawił przed tą sprawą, a nie w związku z tą sprawą - dodał.

We wrześniu TVN w programie "Superwizjer" podał, że Marian Banaś wpisał do oświadczenia majątkowego m.in. kamienicę w Krakowie, gdzie mieścił się pensjonat oferujący pokoje na godziny, i że wynajem kamienicy o powierzchni 400 mkw. i dwóch mniejszych, miał przynosić rocznie 65,7 tys. zł dochodu. Według "Superwizjera" Banaś zaniżył w oświadczeniach dochody z wynajmu kamienicy w Krakowie, mowa była także o powiązaniach ze stręczycielami.

W połowie października CBA poinformowało, że zakończyło trwającą od kwietnia kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia, szczegółów jednak nie ujawniło. 16 października Banaś wrócił do pracy; pod koniec października jego pismo z uwagami do zastrzeżeń CBA po kontroli jego oświadczeń majątkowych trafiło do Biura. W ubiegły piątek CBA skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez szefa NIK. Zawiadomienie jest obecnie w prokuraturze w Białymstoku. Jak informowali w poniedziałek PAP tamtejsi śledczy, decyzji o formalnym wszczęciu śledztwa na razie nie ma, trwa analiza przekazanych prokuraturze dokumentów dotyczących oświadczeń majątkowych obecnego prezesa NIK.

Od ubiegłego tygodnia dymisji od Banasia domagają się prominentni politycy PiS. Premier Mateusz Morawiecki mówił w piątek, że wnioski z raportu CBA powinny skłaniać prezesa NIK do dymisji. Jeśli tak się nie stanie, mamy plan "B" - dodał, ale nie podał szczegółów. W piątek na stronach NIK pojawiło się oświadczenie, że nie zapadła decyzja o tym, by Banaś podał się do dymisji. (