To kolejny dowód na to, że nacisk PiS na jego rezygnację nie słabnie. O tym samym świadczyć może również fakt, że syn Banasia stracił pracę w banku Pekao kontrolowanym przez Skarb Państwa – od kwietnia tego roku był tam pełnomocnikiem zarządu i dyrektorem. DGP poinformował o jego zwolnieniu jako pierwszy.

Politycy obozu rządzącego przyznają, że dymisja szefa NIK "wymknęła im się z rąk". Marian Banaś nieformalnym kanałem przekazał ją marszałek Sejmu Elżbiecie Witek, a ta odesłała oryginał pisma plus projekt nowej rezygnacji do nadawcy. DGP jest w posiadaniu kopii tych dokumentów. Na razie sprawa dymisji jest zawieszona, a prezes NIK normalnie przychodzi do pracy.

PiS nie odpuszcza prezesowi NIK

Politycy partii potwierdzają, że dymisja Mariana Banasia wymknęła im się z rąk. Nacisk na jego rezygnację nie słabnie. Ofiarą walki padł już jego syn, a prokuratura ruszyła ze śledztwem.

We wtorek opisaliśmy w DGP kulisy złożonej przez szefa Najwyższej Izby Kontroli rezygnacji. PiS zabiega o nią od dłuższego czasu. Powodem mają być stwierdzone przez CBA nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych, które Marian Banaś składał jako wiceminister finansów i szef Krajowej Administracji Skarbowej. Nacisk był skuteczny, chociaż jak pokazały późniejsze wydarzenia, PiS spodziewanego efektu ostatecznie nie osiągnął.

"Wobec utraty mandatu, jaki został mi udzielony, a także kierując się Dobrem Polski, Najwyższej Izby Kontroli oraz mojej rodziny składam w dniu dzisiejszym rezygnację ze stanowiska Prezesa Najwyższej Izby Kontroli" – tak brzmi oryginalne pismo, jakie przygotował Marian Banaś i dostarczył marszałek Sejmu Elżbiecie Witek w ostatni piątek, czyli 29 listopada. Potwierdziliśmy autentyczność dokumentu, który został napisany i odręcznie podpisany przez prezesa NIK.

Centrum Informacyjne Sejmu twierdzi, że takie pismo do marszałek nie wpłynęło. Nasi informatorzy podtrzymują jednak, że zostało ono przekazane drogą nieformalną, a pośrednikiem był zaufany kierowca Banasia z NIK.

Gdyby przeszło przez kancelarię, odbiór został pokwitowany, a dokument zarejestrowany, wówczas rezygnacja stałaby się faktem – twierdzi nasze źródło z PiS.

Nasi rozmówcy wskazują, że rezygnacja została Banasiowi odesłana razem z projektem inaczej, bardziej formalnie, zredagowanego pisma. Prezes Izby miał się przy dymisji powołać na art. 17 ustawy o NIK, a następnie wskazać na mocy art. 21 ust. 3 osobę, która będzie go zastępowała. Miał to być powołany dwa dni wcześniej wiceprezes NIK Tadeusz Dziuba.

Wtedy jednak Banaś uznał, że to kolejna próba nacisku na niego, aby zrobił ukłon wobec PiS. Miał w ręku oryginał swojej pierwotnej rezygnacji, jednak mógł się spodziewać, że nawet jak ustąpi, to nadal będzie atakowany, a politycy na przykładzie jego ewentualnych zarzutów prokuratorskich będą pokazywali, że w PiS są wyższe standardy niż były w PO – mówi nam osoba z otoczenia prezesa NIK.

W piątek, kiedy w Sejmie panowało zamieszanie związane z dymisją, Dziuba odwiedził marszałek Witek. Ta stwierdziła wczoraj, że dymisja nie wpłynęła, a spotkanie z wiceprezesem NIK nie miało związku z Marianem Banasiem. Politycy PiS, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzają, że formalnie marszałek ma rację, ale przyznają też, że opisana przez nas historia z tym, że prezes dostarczył jej nieformalną drogą dymisję, jest faktem.

Szkoda, że marszałek nie pokazała pisma dziennikarzom od razu. Mogła powiedzieć, że dymisja została przyjęta, ale prezes NIK musi jednak ją uzupełnić o wskazanie osoby pełniącej jego obowiązki – mówi nam ważny polityk PiS.

NIK nie zdementował naszych ustaleń, chociaż wcześniej na wszystkie podawane w mediach sugestie o dymisji prezes reagował szybko, wskazując, że są nieprawdziwe. Tak było w październiku, kiedy pojawiły się pierwsze plotki o rezygnacji, oraz w ostatni piątek, gdy "Gazeta Wyborcza" podała, że Banaś zamierza taki ruch jednak wykonać.

Nasi rozmówcy liczą się z tym, że obecnie skłonienie prezesa NIK będzie bardzo trudne.

Tym bardziej że złożone zostało już w jego sprawie zawiadomienie do prokuratury, więc trudno będzie o deeskalację sporu na linii PiS – Banaś. Zaledwie po dwóch dniach od złożenia zawiadomienia przez CBA Prokuratura Regionalna w Białymstoku podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa. Informację taką podało radio RMF, wskazując, że postępowanie jest także efektem zawiadomienia, jakie złożyli generalny inspektor informacji finansowej z resortu finansów i posłowie PO. Banaś nie przyznaje się i liczy, że prokuratura i ewentualnie niezawisły sąd wyjaśnią wszystkie wątpliwości. Tych zaś nie brakuje wokół oświadczeń majątkowych, nieruchomości czy przelewów na kontach, które wzięło pod lupę CBA.

W tle sprawy Banasia jest także utrata pracy w Banku Pekao przez jego syna Jakuba, który od kwietnia był tam dyrektorem i pełnomocnikiem zarządu. O tym, że Banaś junior odszedł z banku, informowaliśmy w poniedziałek po południu jako pierwsi. Wydarzenie to zostało – według naszych rozmówców z PiS – odebrane jako zemsta na prezesie NIK i kolejny element wywierania na niego presji. Bank odmówił nam komentarza do faktu odejścia z pracy Jakuba Banasia, zasłaniając się przepisami o RODO oraz tajemnicą przedsiębiorstwa.

Sytuacja jest dynamiczna, nie można wykluczyć, że dojdzie do jakiejś formy porozumienia pomiędzy PiS i prezesem NIK, jednak po ostatnich wydarzeniach z CBA i synem ciężko liczyć, że Banaś odpuści i odejdzie ze stanowiska. Na razie temat rezygnacji jest zamknięty – mówi nasz informator z PiS.

PiS liczył się z takim scenariuszem, dlatego w partii myśli się o zmianie konstytucji, która pozwoli łatwiej usuwać prezesa NIK. Duża część opozycji mówi jednak "nie" takiemu scenariuszowi. Dlaczego? Jak mówią jej politycy, nie chcą pomagać rządzącym rozwiązywać problemu z ciążącym wizerunkowo szefem izby, wobec którego służby formułują ciężkie podejrzenia o podawanie nieprawdy w oświadczeniach majątkowych czy ukrywanie źródeł dochodu. Chociaż pojawiają się też głosy, że opozycja może pójść na układ z PiS i rozmawiać o zmianie ustawy zasadniczej, o ile to ona wskaże następcę Banasia w fotelu prezesa izby. To jednak wydaje się być trudne do akceptacji w samym PiS.

Coraz mniej prawdopodobna staje się także opcja zmiany ustawy o NIK z otwarciem furtki do odwołania prezesa, ale bez zmiany ustawy zasadniczej. Dlatego PiS bierze także pod uwagę wariant, w którym prezes NIK nie ustąpi i dalej będzie szefował izbie.