Marszałek Senatu był pytany w Polsat News jak ocenia zapowiadane wejście prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego do rządu w randze wicepremiera.

Reklama

Według rzecznika rządu Piotra Müllera informacja dotycząca głównej struktury i składu rządu premiera Mateusza Morawieckiego po rekonstrukcji zostanie przedstawiona prawdopodobnie w środę. Wicepremierem w tym rządzie ma zostać prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Zasada w demokracjach dojrzałych jest taka, że lider partii rządzącej jest premierem. Uważam, że będzie to niezręczna sytuacja dla członków Rady Ministrów, kiedy formalnym szefem (rządu) będzie pan premier Mateusz Morawiecki, a tak naprawdę wszyscy będą wiedzieli, że szefem jest wicepremier. To nie jest sytuacja, która jest prawidłowa; ona wieszczy kłopoty - ocenił Grodzki.

Na uwagę, że być może wejście Kaczyńskiego wzmocni rząd, bo ustabilizuje sytuację między Morawieckim, a ministrem sprawiedliwości i zarazem liderem Solidarnej Polski Zbigniewem Ziobrą, marszałek odpowiedział, że nie zna kraju, w którym byłaby taka sytuacja, że szef rządzącej partii jest podwładnym członka tej partii.

Na miejscu pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego zostałbym premierem. Pierwszym wicepremierem z jakimiś upoważnieniami, prerogatywami mógłby być Mateusz Morawiecki - zaznaczył Grodzki. Jego zdaniem byłaby to sytuacja zdecydowanie bardziej klarowna. Według niego "zarządzanie z tylnego siedzenia, czy z drugiego siedzenia nie kończy się dobrze i nie jest sytuacją normalną".

Na pytanie czy opozycja nie boi się "zwartej ekipy", jaką może stanowić rząd z Jarosławem Kaczyńskim w składzie marszałek odparł: Jeżeli rząd ma pilnować się sam w sobie, to nie jest to zwarta ekipa. Jak zaznaczył, nowa struktura rządu stworzy też "trudną sytuację dla prezesa PiS i niezręczną dla premiera Morawieckiego, a jedynym, który może czuć się pilnowanym, to Zbigniew Ziobro, który po tych negocjacjach, którymi zajmował się rząd (...) nie wyglądał na osłabionego, więc trzeba go pilnować".

Marszałek odniósł się też do słów rzecznika prezydenta Błażeja Spychalskiego, że "z uwagi na bardzo napięty kalendarz prezydenta Andrzeja Dudy dokonanie zmian w rządzie w tym tygodniu jest praktycznie niemożliwe". Przypomniał też wcześniejszą wypowiedź szefa Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztofa Sobolewskiego, który pytany, czy sprawa ewentualnego wejścia Kaczyńskiego do rządu była konsultowana z prezydentem Andrzejem Dudą, odpowiedział, że "przy całym szacunku do pana prezydenta, pan prezes nie potrzebuje konsultować takich spraw z panem prezydentem, a w kwestiach powołania premiera czy wicepremierów, może tylko odesłać do konstytucji".

Słyszałem, że pan prezydent ma ten tydzień tak zajęty, że nie ma czasu zaprzysiąc rządu. Myślę, że rządzący powinni zrozumieć, że prezydent Duda ma drugą kadencję i już zdecydowanie mniej musi, a więcej może. I takie okazywanie mu lekceważenie, jakie mu okazał pan Sobolewski, mówiąc, że faktycznie PiS nie musi niczego konsultować z prezydentem - to jest zrozumiałe, że wywołuje pewną reakcję odwrotną - zauważył Grodzki.