Sobolewski poinformował w środę, że prezes PiS Jarosław Kaczyński jeszcze w poniedziałek, na wniosek pełnomocnika okręgowego partii w okręgu nr 2 - Wałbrzych Michała Dworczyka, podjął decyzję o rozwiązaniu organizacji terenowej PiS mieście Wałbrzych oraz wykluczenie wszystkich członków PiS w tym mieście. Miało to związek z ujawnionym niedawno przez lokalną telewizję Dami nagraniem rozmowy dolnośląskich działaczy PiS, które ukazywało konflikt wewnątrz wałbrzyskich struktur partii.

Reklama

Szef KW PiS w czwartek w rozmowie w Radiu Plus podkreślał, że Kaczyński na zaistniałą sytuacje zareagował "błyskawicznie". Zwrócił jednocześnie uwagę, że po aferze z nagraniami polityka PO Sławomira Neumanna dotyczącymi Tczewa, "pan Neumann nadal jest członkiem Platformy Obywatelskiej. - Po tych "taśmach wałbrzyskich" PiS zareagowało błyskawicznie i panowie, którzy mają błędne pojęcie polityki i służby Polsce już nie są w Prawie i Sprawiedliwości - wskazał Sobolewski.

Odpowiadając na kolejne pytania polityk zaznaczył, że w strukturze partyjnej, która liczy ponad 40 tys. osób, "zawsze zdarzyć się mogą czarne owce". - Kwestią jest, jak zareagują na to władze zwierzchnie - zauważył.

Sobolewski mówił, że obecnie nie ma struktur PiS w Wałbrzychu; są - dodał - w powiecie wałbrzyskim.

Zapowiedział też, że prawdopodobnie będzie powołana specjalna komisja, która będzie badać działalność osób, które pojawiły się w nagraniach. W komisji znajdzie się "ktoś na pewno z Warszawy, z centrali PiS, będą parlamentarzyści z okręgu wałbrzyskiego".

Sobolewski stwierdził też, że część z dotychczasowych działaczy partii z Wałbrzycha na pewno będzie chciała nadal działać w partii, natomiast czy będzie im to umożliwione, to - jak zaznaczył - będzie uzależnione od decyzji tej komisji.

O co chodzi w nowej aferze taśmowej?

Podział w wałbrzyskich strukturach PiS - jak pisze "Gazeta Wyborcza" - zaczął się od dymisji Anny Zalewskiej. Liderem regionu stał się Michał Dworczyk, który wyznaczył byłego wicewojewodę dolnośląskiego, Kamila Zielińskiego, jako swojego przedstawiciela. To nie spodobało się części działaczy, którzy napisali w tej sprawie petycję do prezesa partii, Jarosława Kaczyńskiego. Lokalni politycy PiS - Bartłomiej Grzegorczyk i Janusz Czyż - postanowili więc przekonać jednego z sygnatariuszy tej petycji, Radosława Łozińskiego, by swój podpis wycofał. A on całą rozmowę zarejestrował. Teraz te taśmy wyciekły - opublikowała je lokalna telewizja Dami.

Porażająca rozmowa działaczy

Czego ty człowieku, k…, prowokujesz.Ja doceniam, że jesteś odważny chłop i nie spier… jak reszta, ale nie prowokuj, bo, k…, człowieku, zniszczą cię. Nie działaj przeciwko, stań sobie, k…, grzecznie z boku. Podpisałeś petycję, k…, a po co, do czego, 10 osób was podpisze na 100? (…) i później do kogo się będą przypie… - mówił Czyż Łozińskiemu - pisze "Wyborcza". "Radził" mu też, by zerwał z konserwatywną frakcją, która jest w opozycji do Dworczyka. Chciałbym dlatego, byś się, k…, z boku przetrzymał, przestał z nimi, k…, knuć. Bo to do niczego nie doprowadzi. Nie będzie, k…, takiej szansy. My i tak swoje przeprowadzimy. Tu będzie, k…, prawdziwa organizacja, z rozkazami, k…, z działaniami. Tu nie będzie wolnej amerykanki - dodał Czyż.