Jeden z agentów ochrony osobistej Francoise Hollande'a spakował cały sprzęt i wysłał bagaże do Rio de Janeiro. Gdy jednak agenci chcieli odebrać swą broń osobistą na lotnisku w Brazylii okazało się, że pistoletów... nie ma. Dlatego jak najszybciej załatwili sobie atrapy broni, którymi wypchali kabury - kpi brytyjski "Daily Mail". To pierwszy raz, kiedy takie coś się zdarzyło - tłumaczy jeden z oficerów ochrony i zapewnia, że agenci byli gotowi walczyć z zamachowcami gołymi rękami.

Z błędów ochrony kpi francuska i brytyjska prasa. Jednak agentom jest do śmiechu - wszyscy, którzy odpowiadali za to, że nie wysłano broni do Brazylii zostali wyrzuceni ze służby.