Opublikowany w środę dokument wskazuje, że rosyjska dezinformacja jest systematyczna i tworzona na inną skalę niż w pozostałych krajach. "Pod względem koordynacji, poziomów ukierunkowania i strategicznych implikacji rosyjska dezinformacja stanowi część szerszego zagrożenia hybrydowego, wykorzystując szereg narzędzi (...) i także podmiotów niepaństwowych" - czytamy w dokumencie.

Autorzy raportu uważają, że kampanie dezinformacyjne przeciwko Unii, jej instytucjom i polityce, prawdopodobnie nasilą się w okresie poprzedzającym wybory do Parlamentu Europejskiego, które są zaplanowane na maj 2019 r. To - ich zdaniem - wymaga pilnych i natychmiastowych działań w celu ochrony UE, jej instytucji i jej obywateli. Podkreślają, że kampanie dezinformacyjne, w szczególności prowadzone przez państwa trzecie, są często częścią wojny hybrydowej, obejmującej cyberataki i włamania do systemów informatycznych.

Dokument wskazuje, że dezinformacja tworzona i rozpowszechniana przez rosyjskie źródła pojawia się właśnie m.in. w kontekście wyborów i referendów organizowanych w UE. "Kampania dezinformacji w sprawie wojny w Syrii, zestrzelenia samolotu MH17 nad wschodnią Ukrainą i użycia broni chemicznej w Salisbury jest bardzo dobrze udokumentowana" – czytamy.

W tej sprawie KE zorganizowała w środę konferencję prasową. - Musimy połączyć siły, aby chronić nasze demokracje przed dezinformacją. Widzieliśmy próby ingerencji w wybory i referenda, z dowodami wskazującymi na Rosję jako główne źródło tych kampanii - powiedział na niej wiceprzewodniczący KE odpowiedzialny za jednolity rynek cyfrowy Andrus Ansip. Jak dodał, dezinformacja jest częścią rosyjskiej doktryny wojennej i strategii nakierowanej na osłabienie Zachodu.

W raporcie zawarto rekomendacje i propozycje, które mają spowodować, że UE będzie skuteczniej walczyć z dezinformacją i propagandą. Wśród propozycji jest ta zakładająca zwiększenia finansowania dla specjalnej grupy w UE, która walczy z rosyjską propagandą.

Ta specjalna grupa - tzw. East Strategic Communication Task Force - zajmuje się głównie propagandą i dezinformacją w krajach sąsiadujących z UE na wschodzie oraz w mediach rosyjskich, zarówno krajowych, jak i międzynarodowych. Grupa zidentyfikowała jak dotąd 4,5 tys. przypadków dezinformacji. KE zakłada, że w przyszłym roku środki na ten cel wyniosą 5 mln euro. W tym roku było to 1,9 mln euro.

Wiceprzewodniczący Ansip na środowej konferencji prasowej powiedział, że zdaje sobie sprawę, że 5 mln euro to ciągle niewystarczające środki. Jak podkreślił, KE ma świadomość, że Rosja inwestuje ogromne pieniądze we wsparcie prokremlowskiej propagandy. Dodał, że KE ma jednocześnie świadomość istnienia "fabryki trolli" w Petersburgu, która zatrudnia 1 tys. pracowników. Zaznaczył, że UE nie chce jednak stworzyć machiny propagandowej, takiej jak rosyjska, która powstawała być może jeszcze w czasach KGB.

- Nie stworzymy jakiejś maszyny propagandowej we UE. Chcielibyśmy wykrywać dezinformację i dowiedzieć się, skąd mogą pochodzić zagrożenia, kto za dezinformacją stoi - wskazał.

Zdaniem autorów raportu należy rozważyć powołanie dwóch podobnych grup do East Strategic Communication Task Force. Jedna miałaby się zajmować propagandą i dezinformacją na Bałkanach Zachodnich, a druga - w Europie Południowej.

KE proponuje też ustanowienie systemu szybkiego ostrzegania o kampaniach dezinformacyjnych w czasie rzeczywistym. Państwa członkowskie miałaby wyznaczyć w tej kwestii krajowe punkty kontaktowe i wymieniać się informacjami. System miałby być ustanowiony w marcu 2019 roku.

Komisja jest zdania, że należy również więcej zainwestować w narzędzia cyfrowe, analizę danych i wyspecjalizowany personel w instytucjach UE oraz w państwach członkowskich. Chce też zmobilizowania do walki z dezinformacją sektora prywatnego, w tym dużych firm internetowych jak Google, Facebook czy Twitter. Jej zdaniem potrzebne jest też podnoszenie świadomości społecznej w tym zakresie, a temu mają służyć specjalne kampanie informacyjne.