Żeby rozumieć istotę filozofii Donalda Trumpa w wydatkach na obronność i zapewnianie Ameryce bezpieczeństwa, trzeba pamiętać o sprawie muru na południowej granicy USA. Prezydent potrzebuje w sumie blisko 13 mld dol. na bieżący i przyszły rok fiskalny, i to w ramach uproszczonej procedury alokacji środków, bo cały czas obowiązuje wprowadzony w lutym stan wyjątkowy. Obie izby Kongresu zagłosowały za jego zakończeniem, ale prezydent zgłosił weto.

W poniedziałek Pentagon wysłał ustawodawcom długą listę niezbędnych, zdaniem resortu i Białego Domu, pozycji, których finansowanie zostanie zablokowane w związku z przesunięciem środków na budowę infrastruktury na pograniczu z Meksykiem. Lista obejmuje wyłącznie inwestycje, na które wyasygnowano w budżecie środki, ale którym według stanu na 31 grudnia 2018 r. nie przyznano jeszcze kontraktów na realizację. Dodatkowo wyłączono z niej koszary i mieszkania wojskowe. W liczącym 20 stron wykazie znajduje się kilkaset obiektów, w większości na terenie USA, o łącznej wartości 12,9 mld dol. Chodzi o pozycje, które nie są kluczowe z obronnościowego punktu widzenia, takie jak budowa czy renowacja hangarów, składów amunicji, pasów startowych czy oczyszczalni ścieków w bazach wojskowych. Jest na niej też np. cmentarz w akademii wojskowej w Nowym Jorku.

W przypadku Polski chodzi o pięć inwestycji w ramach Europejskiej Inicjatywy Odstraszania (EDI): przedłużenie linii kolejowej i budowę kolejowego składu przeładunkowego oraz budowę magazynu paliwa w bazie lotniczej w Powidzu, a także niesprecyzowane, jeśli chodzi o lokalizację, przedłużenie linii kolejowej i budowę kolejowego składu przeładunkowego, magazynu amunicji oraz punktów zbornych. Łączna wartość tych inwestycji to 144,4 mln dol. Trzeba przypomnieć, że Pentagon cały czas zwleka z raportem, którym ma rekomendować Kongresowi, co dalej z Fortem Trump. Baza w Powidzu, wedle amerykańskich ekspertów, powinna zostać poddana modernizacji, jeżeli Amerykanie chcieliby zwiększyć swoją obecność w Polsce.

Lista wysłana przez Pentagon to policzek dla władzy ustawodawczej i amerykańskiego wojska. Donald Trump podejmuje wielkie ryzyko. Pod znakiem zapytania jest wiele naprawdę ważnych projektów obronnych w stanach, jak Ameryka długa i szeroka. To są inwestycje realne, dobrze przygotowane, w przeciwieństwie do wirtualnego muru prezydenta, który jest tylko emanacją jego próżności – powiedział w poniedziałek senator Jack Reed, najwyższy rangą demokrata z komisji obrony narodowej.

Pełniący obowiązki ministra obrony Pat Shanahan uspokajał senatorów z obydwu partii, że budowa muru nie odbędzie się kosztem innych obszarów bezpieczeństwa w kraju i za granicą. Ale Kongresu, który chce anulowania stanu wyjątkowego, to nie przekonuje. Jego członkowie z obu izb uważają, że Biały Dom zamierza wykluczyć ustawodawcę z decydowania o budżecie na obronność i tym samym łamie konstytucję. Przeciwko prezydentowi występuje też wielu republikanów, szczególnie w senacie, gdzie stronnictwo Trumpa ma większość.

Prezydent ma kolejny kłopot. Między nim a dyrektorem wywiadu narodowego Danem Coatsem, który nadzoruje wszystkie służby, jest cichy konflikt o budżet. Coats na przyszły rok fiskalny (zaczyna się 1 października) chce 86 mld dol., głównie na operacje skupione na Chinach i Rosji. To 6-proc. wzrost w stosunku do bieżącego roku. Ujawniony mediom we wtorek szkic wydatków przewiduje zakup nowych satelitów szpiegowskich, systemów zabezpieczających przed cyberterroryzmem oraz finansowanie siatki zagranicznych współpracowników i informatorów CIA. To tego dochodzi jeszcze black budget, czyli pieniądze na najbardziej tajne projekty. Trump uważa, że szacunki są zawyżone, a Coatsa publicznie postponuje. Kiedy dyrektor w styczniu oświadczył, że nie do końca zgadza się z trumpowską wizją w sprawie Korei Północnej i Iranu, ten kazał mu "wrócić z powrotem do szkoły".

Cały projekt budżetu Trumpa, który został ogłoszony przed tygodniem, przewiduje 5-proc. cięcia na wydatki niezwiązane z obronnością. Oszczędności mają dotyczyć redukcji nakładów na osłony socjalne, naukę, ochronę zdrowia, dotacje dla rolników, ministerstwa pracy i transportu, pomoc zagraniczną, a przede wszystkim na Departament Stanu (o 23 proc.) i agencję ochrony środowiska (aż o 31 proc.). Rząd USA zakłada szybki wzrost gospodarczy, który w 2019 r. miałby wynieść 3,2 proc., a w 2020 r. 3,1 proc. To jednak najprawdopodobniej nadmiernie optymistyczne założenie. Fed, czyli amerykański system banków centralnych, ocenia, że gospodarka spowolni, a wzrost wyniesie 2,3 proc. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że będzie on na poziomie 2,5 proc.