Wcześniej prokurator generalny William Barr powtórzył na konferencji prasowej wnioski, które przedstawił pod koniec marca po otrzymaniu raportu - że specjalny śledczy Mueller nie znalazł żadnych dowodów, by ktokolwiek ze sztabu Trumpa spiskował z Rosją bądź koordynował z nią swoje działania podczas kampanii prezydenckiej w 2016 r. oraz że podczas śledztwa nie znaleziono dowodów, by prezydent je utrudniał.

Raport wylicza jednak przypadki kontaktów członków sztabu Trumpa z przedstawicielami Rosji.

"Wyniki śledztwa to całkowite zwycięstwo prezydenta. (...) Jest jasne, że nie było żadnego nadużycia o charakterze karnym" - napisali w oświadczeniu prawnicy Trumpa: Rudy Giuliani, Jay Sekulow, Jane Raskin i Martin Raskin. Podkreślili również, że raport dowodzi, iż Trump działał właściwie, zwalniając ze stanowiska dyrektora FBI Jamesa Comeya.

W raporcie napisano jednak, że istnieje "solidny dowód", iż prezydent Donald Trump zwolnił dyrektora FBI Jamesa Comeya, ponieważ ten nie chciał publicznie oświadczyć, że Trump nie jest osobiście objęty śledztwem ws. ingerencji Rosji w wybory w USA.

Raport Roberta Muellera stwierdza też , że śledczy nie ustalili związku między ujawnieniem informacji przez Paula Manaforda, byłego szefa kampanii Donalda Trumpa, a rosyjskimi próbami zakłócenia wyborów prezydenckich z 2016 r. W raporcie napisane jest, że Manaford ujawniał partyjne sondaże, a także strategię na wygraną w stanach Środkowego Zachodu swojemu ukraińskiemu sojusznikowi Konstantinowi Kilimnikowi. Manaford miał także kilka razy rozmawiać z nim na temat utworzenia na wschodzie Ukrainy autonomicznych, przyjaznych wobec Rosji władz. Manaford miał się dzielić informacjami z kampanii w ramach prób odzyskania długów od ukraińskiego oligarchy Olega Deripaski.

Celem śledztwa prowadzonego przez Muellera było ustalenie, czy Rosja próbowała ingerować w wybory prezydenckie w USA w 2016 i czy członkowie sztabu Trumpa spiskowali z nią w celu pomocy mu w odniesieniu zwycięstwa