Święto to upamiętnia wyzwolenie miast na północy Włoch spod niemieckiej okupacji w 1945 roku oraz zwycięstwo nad nazizmem i faszyzmem. Od dekad obchody te upływają w klimacie politycznych polemik na tle oceny włoskiego faszyzmu i roli antyfaszystowskiej partyzantki.

W przemówieniu wygłoszonym podczas uroczystości w Vittorio Veneto na północy kraju prezydent odniósł się do lat włoskiego faszyzmu mówiąc, że "nie można było mieć samodzielnej myśli, trzeba było tylko wierzyć; wierzyć w sposób bezkrytyczny i absolutny w hasła reżimu, w kłamstwa, w jego perwersyjną propagandę".

- Trzeba było być posłusznym, również wobec najbardziej bezmyślnych i okrutnych rozkazów. Te rozkazy nakazywały nienawidzić Żydów, dysydentów, obce państwa- oświadczył Mattarella. Postawę tę nazwał "obsesją na punkcie wroga zawsze i wszędzie". - To było głupie przeświadczenie, że wszystko można rozwiązać przemocą - dodał szef państwa.

- W wielu Włochach dojrzała świadomość, że narodowe wyzwolenie możliwe będzie na drodze stanowczego i dumnego buntu, przede wszystkim moralnego, wobec nazizmu i faszyzmu. W ten sposób narodził się we Włoszech ruch oporu - podkreślił Mattarella.

Następnie oświadczył, że "świętowanie 25 kwietnia oznacza świętowanie powrotu Włoch na drogę wolności i demokracji, po dwudziestoleciu dyktatury, pozbawienia podstawowych praw, ucisku i prześladowań. To oznacza wspominanie końca niesprawiedliwej wojny, tragicznie prowadzonej u boku Hitlera; wojny rozpętanej, by potwierdzić tyranię, wolę dominacji, wyższości rasy, systematycznej eksterminacji".

W latach 20. ubiegłego wieku - jak zaznaczył Mattarella przywołując okres dyktatury Benito Mussoliniego - "nie było wolności opinii, słowa, myśli; zawieszono wybory, zamknięto gazety, zakazano działalności partii opozycyjnych".

- Przeciwnicy byli bici, więzieni, zmuszani do emigracji albo zabijani - przypomniał prezydent Włoch.

- A przede wszystkim należało walczyć; nie po to, by się bronić, ale by atakować. Walczyć i zabijać, by zdobywać i podbijać. Całe pokolenia młodych Włochów były wysyłane na śmierć, źle uzbrojone i źle wyposażone; do Grecji, Albanii, Rosji, Afryki, by zaspokoić delirium panowania i potęgi, w sojuszu z jednym z najbardziej okrutnych reżimów, jakie zna historia - powiedział Mattarella.

Prezydent położył też nacisk na to, że wielu Włochów - rolników, robotników, intelektualistów, studentów, żołnierzy i kapłanów - przystąpiło do ruchu oporu. Byli wśród nich zarówno socjaliści, komuniści, katolicy, monarchiści, jak też rozczarowani faszyści - dodał Mattarella.