Kruchy pokój, jaki do niedawna istniał między władzami a społeczeństwem obywatelskim w ostatnich tygodniach diabli wzięli. Na czym polegała ta niestabilna i pod wieloma względami nienaturalna koegzystencja? Władze starają się nadać Moskwie oblicze wygodnej europejskiej metropolii. Społeczeństwo obywatelskie doceniało te wysiłki i cierpliwie czekało na koniec reżimu (Władimira) Putina. Sztuczność tej koegzystencji polegała na tym, że za fasadą pseudoliberalnej "wsi Potiomkinowskiej" kryło się zło dojrzałego autorytaryzmu. A moskiewskie społeczeństwo obywatelskie, które składa się z proeuropejsko nastawionej klasy średniej, inteligencji i młodzieży, sprzeciwia się autorytaryzmowi - pisze Jerofiejew.

Reklama

Zdaniem pisarza, rada miejska Moskwy składa się z oswojonych posłów i pełniła funkcje wyłącznie dekoracyjne. Rozdrobniona dotychczas opozycja antyputinowska zmobilizowała się i postanowiła 8 września wprowadzić tam swoich kandydatów. Żeby to uniemożliwić Kreml wzniósł przeszkodę zdawałoby się nie do pokonania: niezależni kandydaci musieli zebrać w zależności od okręgu wyborczego około 5 tys. podpisów obywateli Moskwy. Opozycja sama nie wierzyła w ten sukces, ale niezbędne podpisy zostały zebrane. Wówczas do gry wkroczyli jednak urzędnicy komisji wyborczej, którym "udało się" znaleźć fałszywe podpisy u wszystkich kandydatów, którzy byli niewygodni dla władzy. Rozwścieczeni ludzie wyszli zatem 27 lipca i 3 sierpnia na ulice.

Jerofiejew przypomina, jak brutalnie zostali potraktowani przez funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.

Połamane ręce i nogi; zmiażdżone, zakrwawione twarze; aresztowani ludzie wleczeni po asfalcie. Nie oszczędzano ani kobiet, ani nastolatków. Kreml jest przerażony perspektywą utraty monopolu władzy w stolicy. Dlatego opozycja, której nie wolno kandydować w wyborach do Dumy Miejskiej jest traktowana z taką nienawiścią i przemocą - wyjaśnia autor takich powieści jak "Rosyjska piękność", czy "Sąd ostateczny".

Tak zaczęła się wojna. Kreml zrozumiał, że może stracić monopol władzy w Moskwie. Rankingi popularności reżimu spadają. Członkowie proputinowskiej partii "Jedna Rosja" zaczynają udawać niezależnych kandydatów i rywalizować ze sobą - to się jeszcze nigdy nie zdarzyło! - analizuje Jerofiejew coraz większą, jego zdaniem, panikę w rosyjskich elitach władzy.

Reklama