Czterdziestu trzech zabitych to oficjalna liczba, wiele osób zaginęło i oczekuje się, że ofiar śmiertelnych będzie znacznie więcej - powiedziała Erica Wells Cox amerykańskiej stacji NBC News.

Większość ofiar to ludzie zabici na wyspie Wielka Bahama oraz na wyspie Wielkie Abaco, włączając w to osoby, które zmarły w wyniku odniesionych ran już po przewiezieniu ich do szpitali na wyspie New Providence.

O możliwości znacznego wzrostu liczby ofiar śmiertelnych mówił w środę także zastępca sekretarza generalnego ONZ ds. humanitarnych Mark Lowcock, który podkreślił, że ogrom zniszczeń, widoczny na zdjęciach satelitarnych zdewastowanych terenów, może sugerować, iż wkrótce odnajdywane będą kolejne ciała, a także szef rządu Bahamów premier Hubert Minnis, który we wtorek podzielił się z dziennikarzami wrażeniami po obejrzeniu z pokładu śmigłowca skali zniszczeń na wyspach.

- Mamy do czynienia z jednym z największych kryzysów narodowych w historii naszego kraju - potwierdził premier Minnis na konferencji prasowej. - Możemy spodziewać się większej liczby zgonów. Na razie mamy tylko wstępne informacje - dodał.

Dorian dotarł na Bahamy z niedzielę i zatrzymał się tam na półtora dnia. Ciągły wiatr przekraczał prędkość 290 km/godz., a w porywach - nawet 350 km/godz. Fale sztormowe osiągały wysokość ponad 7 metrów. Żywioł spowodował gigantyczne powodzie. Uszkodzonych lub całkowicie zniszczonych zostało około 13 tysięcy domów.

Amerykańskie Krajowe Centrum ds. Huraganów poinformowało w środę, że Dorian ma kategorię drugą w pięciostopniowej skali Saffira-Simpsona i porusza się równolegle do południowo-wschodniego wybrzeża stanu Georgia i z szybkością 13 km/godz. Kieruje się na północny-zachód.

W zagrożonych amerykańskich stanach kilka dni temu zarządzono ewakuację. Według Amerykańskiego Czerwonego Krzyża efekty Doriana może odczuć nawet 19 milionów osób.