12 osób zostało rannych w wyniku ostrzału tureckich miast przy granicy z Syrią - poinformowała w czwartek turecka państwowa agencja Anatolia. Według agencji pociski, które miały być wystrzelone z terenów kontrolowanych przez kurdyjską milicję w Syrii, trafiły w miasta Akcakale, Birecik, Ceylanpinar i Nusaybin.

Dziennikarz agencji Associated Press przekazał, że trafione zostały co najmniej dwa rządowe budynki w Akcakale, a ranne zostały co najmniej dwie osoby. Na miejsce skierowano wiele karetek pogotowia - pisze AP. Według tureckich mediów atak przeprowadzono z miasta Tel Abjad w północno-wschodniej Syrii. AP podaje, że syryjscy Kurdowie trafili z moździerzy co najmniej pięć tureckich miast przy granicy z Syrią od rozpoczęcia w środę tureckiej ofensywy.

Według państwowej agencji, siły syryjskiej zbrojnej opozycji sprzymierzone z Turcją weszły do wsi Jabisa i Tel Fander, położonych niedaleko tureckiej granicy. Syryjscy rebelianci wspierani przez Turcję znajdują się w Jabisie, "pierwszej wsi, którą odzyskała wolność" - przekazał na Twitterze rzecznik rebeliantów Jusef Hamud. Tymczasem Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że w czwartek rano tureckie oddziały weszły do wsi Bejr Aszek, niedaleko miasta Tall Abjad.

Również w czwartek jeden z wysokich rangą przywódców Kurdów w północnej Syrii, Badran Dżia Kurd, powiedział Reuterowi, że z powodu tureckiej ofensywy ograniczono liczbę strażników pilnujących więzień w regionie, w których przetrzymywani są bojownicy dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie (IS). Jak zaznaczył, może to doprowadzić do ucieczki niebezpiecznych radykałów.

Wcześniej w czwartek, arabsko-kurdyjski sojusz Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) podał, że w syryjskich wsiach przy granicy z Turcją toczą się ciężkie walki między siłami tureckimi, a bojownikami SDF. Kurdowie oskarżyli Turcję o ostrzelanie więzienia w mieście Al-Kamiszli w północno-wschodniej Syrii, w którym przebywają bojownicy IS. Ostrzał nazwano "ewidentną próbą" pomocy więźniom w ucieczce. Strona turecka na razie nie odniosła się do sprawy.

"Będziemy teraz dążyć do konieczności nawiązania dialogu pomiędzy Turcją i Syrią. Mamy podstawy, by sądzić, że leży to w interesie obu stron. Jednocześnie będziemy porozumiewać się w kwestii nawiązania mimo wszystko kontaktów pomiędzy Damaszkiem i organizacjami kurdyjskimi, które odrzucają ekstremizm i terrorystyczne metody działalności" - powiedział z kolei minister spraw zagranicznych Rosji, Siergiej Ławrow podczas wizyty w Turkmenistanie, cytowany przez rosyjskie media.

Zapewnił, że władze Syrii i przedstawiciele organizacji kurdyjskich sygnalizowali władzom Rosji, iż są zainteresowani tym, by Moskwa "wykorzystała swoje dobre stosunki ze wszystkimi stronami". Ławrow zapowiedział także, że Rosja "zobaczy, co może zrobić" w tej kwestii.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan ogłosił w środę rozpoczęcie nowej operacji wojskowej w Syrii przeciwko kurdyjskim milicjom o nazwie Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG), które Ankara uważa za terrorystów, ale która jest wspierana przez Zachód. YPG stanowią główny trzon SDF, które odegrały decydującą rolę w pokonaniu IS w Syrii i kontrolują obecnie większość północnych terenów kraju.

Ofensywa ruszyła po ogłoszeniu przez prezydenta USA Donalda Trumpa decyzji o wycofaniu żołnierzy amerykańskich z północnej Syrii. Kurdowie określili ją jako "cios w plecy". Ankara zamierza utworzyć wzdłuż swojej granicy z Syrią "strefę bezpieczeństwa" wolną od bojówek kurdyjskich. Ma ona również być wykorzystana do osiedlenia syryjskich uchodźców przebywających obecnie w Turcji.

Decyzja Turcji o rozpoczęciu ofensywy spotkała się z powszechną krytyką i potępieniem. Unia Europejska wezwała Ankarę do wstrzymania ofensywy, a minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Dominic Raab oświadczył, że grozi ona "destabilizacją całego regionu".