"Rosgwardia (Gwardia Narodowa - PAP) i prokuratura żądają zajęcia mojego jedynego mieszkania" - napisał Nawalny w Instagramie.

Pozew związany jest z roszczeniami finansowymi Rosgwardii wobec organizatorów demonstracji, które odbyły się w Moskwie w lipcu i sierpniu, przed wyborami lokalnymi. Nawalnego władze uważają za jednego z organizatorów protestów.

Jak wyjaśnił opozycjonista, prokuratura żąda zajęcia jego 78-metrowego mieszkanie w Marjinie, jako jego "jedynego istotnego majątku", w celu zagwarantowania pokrycia roszczeń finansowych.

Prokuratura Moskwy złożyła pozew sądowy przeciwko Nawalnemu i innym opozycjonistom w związku z demonstracjami z 27 lipca i 3 sierpnia, które odbyły się mimo braku zgody władz stolicy na zgromadzenia. Pozew dotyczy 5 mln rubli (ponad 76 tys. USD).

Według prokuratury taką kwotę musiała wyasygnować Rosgwardia na zapewnienie dodatkowych środków bezpieczeństwa, czyli na zapłacenie funkcjonariuszom skierowanym na demonstracje i na pokrycie kosztów paliwa do pojazdów służbowych.

Z roszczeniami wobec opozycjonistów w związku z falą protestów w Moskwie wystąpiły także przedsiębiorstwa komunalne w stolicy Rosji i firmy prywatne.

Wobec założonej przez Nawalnego Fundacji Walki z Korupcją (FBK) wszczęte zostało w sierpniu śledztwo dotyczące prania pieniędzy. Sama fundacja uznana została w tym tygodniu za organizację pozarządową "pełniącą funkcje zagranicznego agenta".

Ministerstwo sprawiedliwości Rosji oświadczyło, że FBK finansowana jest z zagranicy. Współpracownicy Nawalnego temu zaprzeczają.