Wyniki tego przeprowadzonego w początkach czerwca sondażu nie powinny dziwić, bo szczury wychodzą z podziemi, biegają po trawnikach, straszą dzieci, zanieczyszczają piwnice. W niektórych dzielnicach próbują z nimi walczyć powoływane specjalnie w tym celu "brygady obywatelskie".

Reklama

Według poniedziałkowego "Le Figaro" gryzonie bynajmniej nie instalują się w dzielnicach biednych. Pełno ich na przykład na Polu Marsowym, czyli pod wieżą Eiffla; nie odstrasza ich 20 milionów turystów przybywających tam co roku. Wręcz przeciwnie, porzucane przez nich odpadki jedzenia zapewniają nieskończone zapasy pożywienia tym rozmnażającym się szybko ssakom.

Według eksperta występującego w stacji BFM TV jedna para szczurów może w ciągu roku rozrosnąć się w stado liczące 10 tys. osobników, a po dwóch latach - 45 tys.

Liczbę szczurów w Paryżu szacuje się na 5 milionów, czyli około dwa razy więcej niż ludzi. Ta proporcja nie zmieniła się podczas epidemii koronawirusa, zmniejszyło się za to tempo reprodukcji gryzoni.

Reklama

A to dlatego, że podczas wielotygodniowej izolacji sanitarnej, wprowadzonej w celu powstrzymania rozwoju epidemii koronawirusa, zamknięte były parki i ogrody, w których bywalcy często zostawiali resztki pożywienia, nieczynne były też bistra i restauracje, a więc ich śmietniki nie dostarczały śmieci – wyliczał na łamach dziennika "Ouest France" dr Philippe Vanhee, weterynarz specjalizujący się w gryzoniach.

Walkę ze szczurami bardzo utrudnia ich "zbiorowa inteligencja" - tłumaczył ekspert.

We wspomnianym reportażu telewizyjnym deratyzator wyjaśniał, że stado wysyła najpierw „chłopca do próbowania”, by sprawdzić, czy żywność jest bezpieczna. Dlatego trucizna, jaką zastawia na szczury, zaczyna działać dopiero po czterech dniach.

- Populacja szczurów w Paryżu przekroczyła próg krytyczny – ocenił cytowany w "Le Figaro" ekspert Pierre Falgayrac. - Kiedy ich liczba zbliża się do dwóch w przeliczeniu na jednego człowieka, zaczynają się problemy – pogryzione kable elektryczne, zapadające się chodniki i jezdnie – dodał.

Reklama

W XVII dzielnicy Paryża, na osiedlu szczególnie nawiedzonym przez szczury, w porozumieniu z merem działa "brygada obywatelska". Jej uczestnicy zabijają gryzonie, zatykając wejścia do ich nor tzw. suchym lodem.

Według Vanhee eksterminacja szczurów prowadzona klasycznymi metodami jest jednak nieskuteczna i niebezpieczna, gdyż zwłoki gryzoni mogą być źródłem zarazków roznoszonych przez muchy i inne owady. Proponuje on walkę przy pomocy środków blokujących rozmnażanie szczurów, podobnie jak w przypadku gołębi.

Przed drugą turą wyborów lokalnych, wyznaczoną na 28 czerwca, walka ze szczurami stała się stawką w walce politycznej – pisze "Le Figaro". Prawicowy mer XVII dzielnicy Geoffroy Boulard, szczyci się przed mieszkańcami akcją odszczurzania i zarzuca merostwu Paryża, że nic nie robi w tej dziedzinie. Socjalistyczne władze miasta odrzucają zarzuty i również chwalą się wzmożoną walką ze szczurami.

A te, nieświadome toczonej w ich sprawie polemiki, nadal przechadzają się po parkach i skwerach Paryża – komentował prezenter BFM TV.