- Mój główny konkurent ma pełne wsparcie Hanny Gronkiewicz-Waltz, dysponuje ogromnym zestawem instytucji miejskich i z nich z całą mocą korzysta. Oczywiście przewidywałem nierównowagę, wiedział o niej mój sztab wyborczy. Niektórzy mówią nawet, że Warszawa to teren najtrudniejszy politycznie dla ludzi centroprawicy. Jednak skala tego, co napotkaliśmy nas zaskoczyła - powiedział Patryk Jaki w wywiadzie dla tygodnika.

Jego zdaniem, "obóz III RP przestraszył się, że ewentualna porażka w Warszawie wywróci całą ich konstelację, że tego nie przeżyją, że wszystko im się zawali". - Dlatego rzucili tutaj wszystkie siły, jakimi tylko dysponowali - ocenił polityk.

Pytany, czym to się przejawia, odpowiedział, że "choćby tym, że każdego dnia wypuszczają kilka kłamstw na mój temat". - Gdybym postanowił, że każde będę osobiście prostował, nie miałbym już na nic czasu. Nieprawdopodobna skala kłamstw, manipulacji, półprawd. A kiedy już nie mają do czego się doczepić, to sprawdzają, jakie książki stoją za moimi plecami w wynajętym studiu fotograficznym. Gdybym te zdjęcia zrobił w ministerstwie, padłby zarzut, że wykorzystuję stanowisko, jeśli w domu, że gram rodziną. Nie cofną się przed niczym. Do naszego biura, które się nazywa Jaki Cafe i ma charakter otwartej przestrzeni spotkań, wysyłają za pomocą donosów sanepid, by sprawdził, czy możemy odwiedzającym nas warszawiakom podać kawę i poczęstować ciastkiem - dodał.

- Jestem w polityce już trochę, widziałem różne kampanie, ale z taką skalą kłamstwa i podłości nie spotkałem się nigdy - podkreślił. - To jest przemysł kłamstwa, brutalna machina cynicznie rzucona do walki o głosy. To zaczęło się wtedy, gdy zorientowali się, że kandydat centroprawicy ma w stolicy szansę - zaznaczył.

Mówił też m.in. o brutalnej kampanii w internecie. - Tu nie chodzi o fake newsy, ale o świadomą, gigantyczną inwestycję w kłamstwo. Mamy do czynienia z sponsorowanymi postami, podkreślam: pełnymi świadomie produkowanych kłamstw, które są płatnie promowane na Facebooku i innych platformach społecznościowych. Widzimy skalę tego działania, dokumentujemy je i nie ma wątpliwości, że rzucono przeciw nam nielegalne, ogromne pieniądze, nie wiadomo skąd. Polskie prawo zabrania takich działań. Nie można wziąć rury z brudną kasą, podpiąć pod internet i pompować akcję czarnego PR. A to się dzieje! - podkreślił Jaki.

Poinformował, że odbyło się w tej sprawie spotkanie z przedstawicielami Facebooka. - Mówimy: ktoś wpompował miliony złotych w nielegalną brudna kampanię wyborczą. Odpowiedzieli, że nic nie mogą zrobić. Nie chcą nam też ujawnić danych osób, które założyły te konta. To jest szokujące. Zgłosiliśmy do prokuratury ten proceder, uważamy, że to brudna kampania, niezgodna z prawem - powiedział kandydat Zjednoczonej Prawicy.

Według niego brudna kampania w internecie prowadzona przed wyborami samorządowymi jest testem przed kolejnymi wyborami. - Uważam, że to był rodzaj testu. Jeżeli okaże się, że można uderzyć na Facebooku i w innych mediach społecznościowych kampania kłamstw, wypuszczonych z anonimowych kont, opłacanych milionami niewiadomego pochodzenia, to możemy być pewni, że te narzędzia zostaną użyte w każdej kolejnej wyborczej bitwie - podkreślił Patryk Jaki.