W produktach sprzedawanych w Unii Europejskiej 26 proc. substancji czynnych pochodzi z Indii. Drugim, jeszcze większym dostawcą są Chiny. Ale ich moce produkcyjne są obecnie ograniczone.

Reklama

Indie całkowicie wstrzymały produkcję surowców w fabrykach farmaceutycznych do 14 kwietnia. Najprawdopodobniej okres ten zostanie wydłużony. A nawet jeśli nie − wznowienie produkcji możliwe jest, w optymistycznym wariancie, najwcześniej w maju.

Co to oznacza dla Polski? − Producenci leków przygotowują się na czarny scenariusz. Przedłużenie blokady jest wysoce prawdopodobne − wskazuje Barbara Misiewicz-Jagielak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. Jej zdaniem skutki wyłączenia produkcji w Indiach mogą być poważne. − Trudno jeszcze oszacować ryzyko. Na pewno Indie są głównym dostawcą ibuprofenu do Europy − wyjaśnia.

Część producentów leków poinformowała już niektóre placówki ochrony zdrowia, głównie jednoimienne szpitale zakaźne, że zaleca się oszczędne gospodarowanie wskazanymi produktami leczniczymi.

"Z uwagi na ograniczenia produkcyjne niezależne od producenta apelujemy o używanie leków jedynie w sytuacjach niezbędnych (…). Z przykrością informujemy, że realizacja dostaw jest niepewna i nie można wykluczyć, że pod koniec maja nie będziemy w stanie dostarczać wymienionych produktów leczniczych" – czytamy w piśmie wysłanym przez jednego z polskich producentów.

Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, wskazuje, że hinduskie surowce są powszechnie używane i w produkcji paracetamolu, i ibuprofenu, które są zażywane przez miliony Polaków.

− Pozyskujemy też z Indii surowce do produkcji antybiotyków, które mogą ratować życie. Na przykład sól erytromycyny (do leczenia zakażeń dróg oddechowych, zakażeń skóry, układu moczowego i przy zakażeniach pooperacyjnych), acyklowir (na półpasiec i opryszczkę) − wylicza Tomków. I dalej: amoksycyklina i doksycyklina które mogą ratować życie w przypadku infekcji dróg oddechowych, neomycyna stosowana przy zakażeniach ran oraz ryfampicyna na gruźlicę.

− W tej chwili nie brakuje leków z tymi substancjami. Ważne, by tłumaczyć pacjentom i lekarzom, by nie ulegali presji mediów społecznościowych i nie wypisywali zwiększonych ilości recept na leki, które są zagrożone brakiem dostępności lub wykazują skuteczność w walce z koronawirusem − spostrzega wiceprezes samorządu aptekarskiego.

Profesor Zbigniew Fijałek z WUM, dyrektor Narodowego Instytutu Leków w latach 2005–2015, mówi wprost: konsekwencje długotrwałych przerw w dostawach z Indii mogą być tragiczne. Jesteśmy obecnie całkowicie uzależnieni od dostaw z Azji, głównie Chin i Indii. Rodzima produkcja surowców w żadnym razie nie wystarcza dla zabezpieczenia podstawowych potrzeb zdrowotnych Polaków.

− W efekcie nasze zdrowie w dużym stopniu zależy od polityki państw znajdujących się na drugim końcu globu. Jeśli Chiny i Indie jednocześnie zablokowałyby dostawy, to nasze szpitale mogłyby się zamknąć, bo nie byłoby czym leczyć − uważa prof. Fijałek.

Dodaje, że gdy będzie nam się już wydawało, że zaczynamy wygrywać walkę z koronawirusem, może okazać się, że znajdziemy się w kolejnej kryzysowej sytuacji: braku leków do leczenia bardzo niebezpiecznych chorób.

− Gdy kilka miesięcy temu organizacja Medicines for Europe ostrzegała, jak wielkim problemem jest uzależnienie się od dostaw substancji czynnych z Azji, wszyscy wiedzieliśmy, że to poważna kwestia. Nikt jednak nie spodziewał się, że ten problem stanie się namacalny tak szybko – konkluduje Barbara Misiewicz-Jagielak.

Przed wybuchem epidemii rząd zapowiedział wzmocnienie polskiego sektora farmaceutycznego w celu umożliwienia produkcji surowców do leków i uniezależnienia się od azjatyckiej produkcji. Plan ten jednak nie został jeszcze zrealizowany, a jego realizacja – zdaniem ekspertów – i tak zajęłaby co najmniej trzy lata.

Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi na nasze pytania odpisało, że do resortu nie wpływały sygnały o problemach z produkcją leków w Indiach.

Reklama