W poniedziałek Sąd Okręgowy w Warszawie miał zacząć proces o ochronę dóbr osobistych, wytoczony przez Marka P. szefowi CBA (które zatrzymało go w 2010 r.). Wojtunik nie stawił się na rozprawie.

Reklama

W razie nieobecności pozwanego, powiadomionego o terminie, sąd wydaje tzw. wyrok zaoczny. Wyrok taki - bez badania merytorycznego pozwu - uwzględnia jego wszystkie żądania. Jeśli pozwany złoży sprzeciw od takiego wyroku, sąd uchyla go i bada sprawę merytorycznie.

Sędzia Paweł Pyzio powiedział na rozprawie, że wyrok zaoczny zapadnie "prawdopodobnie we wtorek". Nie stawił się nikt ze strony pozwanej. Marka P. reprezentowała aplikantka, która nie wypowiadała się dla PAP.

"Szef CBA jest zaskoczony, tym bardziej, że nie wiedział ani o złożonym pozwie do Sądu Okręgowego w Warszawie, ani o terminie rozprawy" - podał rzecznik CBA Jacek Dobrzyński. Dodał, że "zawsze stawiał się on na wezwania każdego organu wymiaru sprawiedliwości".

Przyczyną pozwu są słowa Wojtunika z wywiadu dla "Rzeczypospolitej" z 2009 r. Pytany przez reportera, czy nie liczy, że Marek P. będzie świadkiem koronnym, szef CBA odparł: "Każdy funkcjonariusz chciałby, aby przestępca zgodził się zostać świadkiem koronnym". Mówił też, że "Marek P. najprawdopodobniej spajał pozornie rozbieżne interesy. Poprzez swoje wpływy przyspieszał i ułatwiał przekazanie majątków, był też sprawny, jeśli chodzi o zbywanie przejętych gruntów". Dodał, że P. "jest osobą zamożną i najprawdopodobniej dużą część swojego majątku zarobił właśnie dzięki działaniom przy Komisji Majątkowej".

P. poczuł się dotknięty tymi słowami i wytoczył Wojtunikowi procesy cywilny i karny (nie wiadomo, na jakim on jest etapie). W poniedziałek miał zacząć się proces cywilny, w którym powód żąda od szefa CBA przeprosin w "Rz" oraz zadośćuczynienia finansowego.

Reklama