Adama Tarnowskiego, naukowca z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczego, pytano potem, kto na niego naciskał, by rozpoznał głos gen. Błasika na nagraniach.

Reklama

Policja podczas porannej rewizji zabrała mu laptop i przenośne dyski z danymi. "Drugi komputer, którego używał ekspert, funkcjonariusze zabezpieczyli w siedzibie Instytutu w Warszawie. Zabrali też stamtąd dokumenty ze śledztwa smoleńskiego, ekspertyzy czarnych skrzynek i skopiowali pocztę służbową", opisywała też "Gazeta Wyborcza". Rzecz działa się w Krakowie ponad 2 tygodnie temu.

Policja działała na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie – prowadzi dochodzenie ws. przecieku do RMF FM treści ekspertyzy analizującej zapis rozmów z kokpitu tupolewa.

"Z ekspertyzy wynika, że dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik do końca był w kabinie pilotów, a jego zachowanie mogło się przyczynić do katastrofy. Biegli wojskowej prokuratury ocenili, że Błasik był bierny, nie kazał załodze lecieć na lotnisko zapasowe, akceptował schodzenie poniżej minimów w gęstej mgle", przypomina także "Gazeta Wyborcza".

Prokuratura nie chciała komentować całej sprawy.