Sabina i Mała na wybiegu przy alei "Solidarności" miały dożyć sędziwego wieku i - jak wyjaśnia ZOO - zakończyć historię niedźwiedzi w tym miejscu Warszawy. Ich przedwczesne przenosiny sprowokował jednak incydent, do którego doszło w ubiegły czwartek. Ogród chce uniknąć chociażby naśladowcy nietrzeźwego sprawcy zajścia.

Reklama

23-latek usłyszał zarzuty znęcania się nad niedźwiedzicą Sabiną oraz zakłócenia miru. Mężczyzna przyznał się do winy, wyraził skruchę i wolę dobrowolnego poddania się karze zaproponowanej przez prokuratora w wymiarze dwóch lat ograniczenia wolności poprzez wykonywanie prac społecznych, orzeczenia nawiązki w wysokości 5 tysięcy złotych na cel związany z ochroną zwierząt, a także powstrzymywania się od nadużywania alkoholu.

Warszawskie ZOO na temat sprawcy wypowiedziało się we wtorkowym komunikacie. Jak podkreśliło, jego wniosek o dobrowolne poddanie się karze nie kończy tej sprawy.

ZOO może zgłosić uwagi do tego wniosku i z tego skorzysta. Ponadto warszawskie ZOO wysłało pismo do prokuratury, w którymi wyraziło zamiar działania w sprawie w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Oczywiście ostateczną decyzję o wymiarze kary podejmie sąd - oświadczono w komunikacie.

Niedźwiedzie zostały wprowadzone w narkozę i z wybiegu przetransportowano je samochodem na teren ZOO. Przy okazji wykonano im podstawowe badania. Sabina i Mała dołączyły do Tatry, która na teren ZOO z wybiegu od strony miasta trafiła jesienią 2019 roku.

Wybieg, na który misie trafiły interwencyjnie, będzie jednak dla nich tymczasowy. - Dostosujemy go, by był dla nich jak najwygodniejszy – m.in. wyposażymy w basen i deszczownię na upały, poprawimy gawry, ale docelowo dostaną nowy wybieg, specjalnie dla nich. Na to potrzeba jednak czasu i funduszy. Zbiórkę już organizuje Fundacja PANDA - zapowiedział ogród.

Do incydentu na wybiegu dla niedźwiedzi przy Al. Solidarności doszło w ubiegłym tygodniu. Mężczyzna prawdopodobnie przeskoczył barierki od strony ulicy; wpadł do fosy i w pewnym momencie próbował podtopić pływającą w wodzie niedźwiedzicę. Później ratował się ucieczką na skałę, skąd ewakuowała go straż pożarna.

Mężczyznę - zaraz po wydostaniu z wybiegu - zatrzymała policja. Badanie alkomatem wykazało, że miał w wydychanym powietrzu 1,5 promila alkoholu. Został przewieziony do szpitala, gdzie okazało się, że ma jedynie kilka otarć naskórka. Po badaniach 23-latek trafił na komendę, gdzie po wytrzeźwieniu przedstawiono mu zarzuty znęcania się nad niedźwiedzicą oraz zakłócenia miru. Mężczyzna wyraził wolę dobrowolnego poddania się karze m.in. dwóch lat prac społecznych i 5 tys. zł na rzecz ochrony zwierząt.

Po incydencie ogród zoologiczny wydał oświadczenie, z którego wynika, że 37-letnia niedźwiedzica wyszła z ataku bez szwanku, ale była mocno zestresowana.