Nasza wiedza to efekt analizy kilkudziesięciu wiadomości e-mail wysyłanych przez menedżerów kilku dużych sieci skupiających w swych rękach kilkaset aptek do kierujących poszczególnymi placówkami farmaceutów. Rozsierdzeni praktykami swoich szefów aptekarze postanowili przekazać DGP otrzymywaną korespondencję.

Reklama

Po pierwsze, marża

Największy ciężar gatunkowy ma zalecenie kierownikom, by sprzedawali jak najwięcej leków na receptę farmaceutyczną. Zgodnie z art. 96 ust. 3 ustawy – Prawo farmaceutyczne (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 499 ze zm.) "w przypadku nagłego zagrożenia życia pacjenta farmaceuta posiadający prawo wykonywania zawodu może wydać bez recepty lekarskiej produkt leczniczy zastrzeżony do wydawania na receptę w najmniejszym terapeutycznym opakowaniu, z wyłączeniem środków odurzających, substancji psychotropowych i prekursorów kategorii 1”. Kolejny przepis umożliwia również wystawienie (jeżeli będzie to e-recepta) recepty farmaceutycznej osobom z zagrożeniem tylko zdrowia.

Warunkiem jest jednak – jak stanowi przepis – zagrożenie. Z wiadomości kierowanych do kierowników aptek przez menedżera jednej z sieci wynika, że nie powinni oni zwracać na to uwagi. Liczy się jedynie liczba zrealizowanych recept farmaceutycznych.

Skąd ten pomysł? Ano dlatego, że lek wówczas jest pełnopłatny, więc zarobek jest większy.

Polskie apteki

„Zwróćcie uwagę na obrót i marżę wypracowaną na tych receptach [farmaceutycznych – red.] i zadajcie sobie pytanie, ile moja apteka mogłaby zarobić na wystawianiu takiej recepty?” – czytamy w jednym z e-maili do kierowników. Do wiadomości dołączony jest raport z "realizacji recept farmaceutycznych w 2020 r.” ze wskazaniem, że wyniki są niezadowalające. W przesłanej analizie wymienione są konkretne placówki, a do nich przypisana liczba wystawionych recept farmaceutycznych oraz uzyskana na nich marża. Jest też wskazówka, by maruderzy, którzy sprzedają najmniej, skontaktowali się z jednym z menedżerów w celu ustalenia planu działania, tak aby "nie stracić żadnego klienta oraz zachować dochodowość”.

– To dowód, że prawo dla niektórych w ogóle się nie liczy. Ustawa bardzo precyzyjnie określa, kiedy można wydać lek na receptę farmaceutyczną. Tymczasem część właścicieli aptek sieciowych uznała, że to sposób na biznes – wskazuje Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Zwraca uwagę, że menedżer zachęca kierowników aptek do łamania prawa, skoro uważa, że aptekarze mogliby wystawiać więcej wyjątkowo stosowanych druków.

Po drugie, paragon

Jeszcze kilka tygodni temu zdobycie żelu antybakteryjnego było nie lada wyzwaniem. Kilka aptek sieciowych uznało, że można w związku z tym zrobić dobry biznes.

"Jeżeli do kogoś dojeżdżają żele antybakteryjne, to bardzo proszę robimy zestawy odpornościowe, czyli żel, witamina C XXX [nazwa producenta – red.] i witamina D3 XXX [nazwa producenta – red.]. Dbamy tym samym o odporność pacjentów, cel premiowy i pozycję na paragonie” – wskazuje jeden z menedżerów do kierowników aptek.

"Żele antybakteryjne mamy od dzisiaj tylko w zestawach” – czytamy w innej wiadomości.

Reklama

Innymi słowy, klient apteki, który chciał kupić żel antybakteryjny, musiał jednocześnie zakupić pakiet witamin lub innych suplementów diety.

– Taka praktyka jest nielegalna. Nie wolno uzależniać sprzedaży wyrobu medycznego od zakupu środka spożywczego, jakim są suplementy. A od praktycznej strony w ten sposób można pozbawić wielu ludzi dostępu do potrzebnego im żelu – zauważa prof. Zbigniew Fijałek, kierownik Zakładu Farmacji Kryminalistycznej WUM, a w latach 2005–2015 dyrektor Narodowego Instytutu Leków.

Jego zdaniem nazywanie tworzonych zestawów mianem pakietów odpornościowych, które miałyby uchronić ludzi przed koronawirusem, wprowadza w błąd.

– Dobrej jakości suplementy diety stosowane przez osoby wymagające suplementacji poprawiają odporność organizmu. Ale na pewno nie można na masową skalę sprzedawać środków spożywczych pod hasłem ochrony przed koronawirusem – spostrzega naukowiec.

Dodaje, że kary za tego typu praktyki powinny być na tyle dotkliwe, ażeby przewyższały bezprawnie uzyskane zyski.

– Niestety wiele podmiotów świadomie łamie różne zakazy i nakazy, bo wiedzą, że ewentualna sankcja finansowa jest o wiele niższa od zysku wynikającego z łamania prawa – mówi prof. Fijałek.

Marek Tomków apeluje, by pamiętać, iż za nieprawidłowości na rynku aptecznym odpowiadają pojedyncze podmioty.

– Jako Naczelna Rada Aptekarska od dawna walczymy i nagłaśniamy patologie, których dopuszczają się ludzie traktujący prowadzenie apteki wyłącznie jako biznes i za nic mający dobro pacjentów. Dlatego bardzo proszę wszystkich czytelników, by nie myśleli, iż na takie praktyki jest przyzwolenie w naszym środowisku – zapewnia.

Przedstawiciele sieci aptecznych nie chcieli komentować sprawy. Gdy odezwaliśmy się do jednego z podmiotów, który wysyłał wyżej przytoczone wiadomości, usłyszeliśmy jedynie, że "organy firmy będą rozmawiały na temat przypisywanych wątpliwości wyłącznie z przedstawicielami inspekcji farmaceutycznej”. Z naszych informacji wynika, że do tego typu rozmowy może dojść już niebawem.

Najsurowszą sankcją za nieprawidłowe działania jest cofnięcie zezwolenia na prowadzenie aptek.

Resort zdrowia nie zaostrzy przepisów o recepcie farmaceutycznej

Janusz Cieszyński wiceminister zdrowia:

Do Ministerstwa Zdrowia docierają sygnały o nieprawidłowościach. Ubolewamy, że niektórzy uczestnicy rynku postanowili wykorzystać stan epidemii do mało etycznego, a być może nawet bezprawnego zarabiania pieniędzy.

Wierzę, że inspekcja farmaceutyczna zadziała sprawnie i wyciągnie konsekwencje wobec opisywanych przez DGP podmiotów. Zadanie to powinno być ułatwione, gdyż od pewnego czasu narzędzia informatyczne, którymi dysponuje polskie państwo, ułatwiają tropienie nieprawidłowości na rynku lekowym. Pierwsze działania kontrolne wobec podejrzanych transakcji są już w toku.

Zarazem zapewniam uczciwych przedsiębiorców, że jako Ministerstwo Zdrowia nie planujemy zaostrzać ustawy – nadal farmaceuci będą mogli korzystać z recepty farmaceutycznej wtedy, gdy to konieczne. Błędem byłoby zaostrzanie regulacji tylko dlatego, że niewielki odsetek – bo mówimy przecież o praktykach nielicznych podmiotów – branży nie potrafi działać uczciwie.