Będzie to też wielka polityczna batalia o to, kto ma ponieść koszty walki o powstrzymanie zmian klimatu, bo na szczycie pojawią się przedstawiciele Chin, Indii oraz Brazylii, a te kraje stały się w ostatnich latach jednymi z największych trucicieli.

Reklama

Prognozy Międzyrządowego Panelu ONZ ds. Zmian Klimatu (IPCC) nie pozostawiają wątpliwości: klimat Ziemi się ociepla, przyczynia się do tego głównie człowiek, a zjawisko nabrało tempa, odkąd Chiny i Indie dołączyły do grona przemysłowych potęg. Skutki zmian będą katastrofalne, m.in. wzrost poziomu oceanów doprowadzi do zalania miast na wybrzeżach, dotkną nas powodzie, susze i cyklony. Aby powstrzymać klimatyczny Armagedon, Japonia, gospodarz szczytu G8, zaproponowała państwom członkowskim ograniczenie o połowę emisji gazów cieplarnianych do 2050 r.

Oczy wszystkich zwróciły się na USA, które wciąż odmawiają ratyfikowania ekologicznego protokołu z Kioto. Prezydent George W. Bush szybko rozwiał nadzieje na to, że może zmienić zdanie. Ogłosił, że nie zgodzi się na tak wielkie ograniczenie emisji CO2. "Nasza gospodarka straciłaby na tym 6 bln dol. Czy my jedyni mamy ponosić koszty"? - pytał. A wczoraj dodał, że nie podpisze żadnej klimatycznej umowy, dopóki w walkę z globalnym ociepleniem nie włączą się rozwijające się gospodarki świata, m.in. Chiny, Indie oraz Brazylia, które z roku na rok emitują coraz więcej gazów cieplarnianych, ale na razie są traktowane ulgowo.

Choć na głowę Busha z całego świata od razu posypały się gromy, w jego argumentach jest sporo racji. Według Holenderskiej Agencji Monitoringu Środowiska (PBL), Państwo Środka już w ubiegłym roku przegoniło USA pod względem ilości C02 emitowanego do atmosfery i stało się największym trucicielem planety. Z raportu PBL wynika, że Chiny wyprodukowały ponad 8 mld ton dwutlenku węgla, a Ameryka o 2 mld ton mniej. "Walka z globalnym ociepleniem, w którą nie zaangażuje się Pekin, mija się z celem" - mówi DZIENNIKOWI Michael Danelzen z PBL. Inni naukowcy potwierdzają te słowa: to gospodarcze tygrysy są dziś największym zagrożeniem dla klimatu naszej planety. Bo o ile stare potęgi pod naciskiem społeczeństw wprowadzają zielone technologie, o tyle rywalizujące z nimi kraje dawnego Trzeciego Świata w swojej pogoni za dobrobytem nie przywiązują prawie żadnej wagi do ochrony środowiska.

A na dodatek widzą w ekologii kaganiec, który Zachód próbuje im założyć tylko po to, by zachować swój dotychczasowy wpływ na świat. "To państwa uprzemysłowione, w tym USA, truły planetę przez ostatnie kilkadziesiąt lat, dzięki czemu osiągnęły wysoki poziom rozwoju. Narzucenie znacznej redukcji emisji CO2 oznacza odmówienie Indiom prawa do zrównania się z nimi" - mówi nam były indyjski minister ochrony środowiska Prodipto Ghosh. A inni eksperci z Indii czy Chin uważają globalne ocieplenie za mit lub podkreślają, że nikt jeszcze nie wykazał przekonująco, że zjawisko to spowodowała działalność człowieka.

Otwarta niechęć rozwijających się państw do współfinansowania walki o powstrzymanie globalnego ocieplenia, za którą kryje sie polityczna rozgrywka o wpływy między nowymi a starymi potęgami, powoduje, że na szczycie G8 w japońskim Toyako najprawdopodobniej nie zapadną przełomowe decyzje. Ekolodzy oraz naukowcy bezradnie rozkładają ręce: krytykują zarówno nieugiętą postawę Stanów Zjednoczonych, jak i egoistyczną politykę gospodarczych tygrysów XXI wieku. I dodają, że już niedługo Chiny, Indie czy Brazylia będą musiały zmierzyć się z efektami własnych decyzji, bo to w nie najmocniej uderzą żywioły wywołane przez klimatyczne zmiany.

p

KATARZYNA TEKIEŃ: Ceny żywności i baryłki ropy naftowej nieustannie rosną, a pojawiają się głosy, że nałożenie tak ostrych limitów emisji dwutlenku węgla jeszcze nakręci tę spiralę. Jak przekonać nasze społeczeństwa do konieczności walki z globalnym ociepleniem?
MASAHIKO KOUMURA*: Wystarczy rozejrzeć się wokoło. Zjawisko globalnego ocieplenia już daje o sobie znać - to klęski żywiołowe występujące na niespotykaną dotychczas skalę, to podnoszący się poziom oceanów, który stawia kraje wyspiarskie przed groźbą zalania. To także wzrost temperatury, który niszczy całe ekosystemy. Globalne ocieplenie ma wpływ na nasze życie i na nasze gospodarki. Właśnie dlatego uważam, że szczyt G8 w Toyako ma niezwykle ważne znaczenie - stwarza okazję, by dobitnie uświadomić sobie, iż rozwiązanie problemów związanych ze zmianami klimatu jest kwestią niecierpiącą zwłoki.

Japonia zaproponowała, by ograniczyć emisję dwutlenku węgla o połowę do 2050 r. Czy realne jest zawarcie takiego porozumienia na szczycie w Toyako?
Problemów dotyczących zmian klimatu nie da się rozwiązać bez międzynarodowego porozumienia. Muszą się pod nim podpisać i państwa uprzemysłowione, i te rozwijające się. Po prostu ważne jest, by społeczność międzynarodowa określiła w końcu długoterminowe cele, do których będzie dążyć.

My zaś jako gospodarz szczytu chcemy tak prowadzić debatę, by zakończyła się ona konkretnymi ustaleniami. Chcemy też zaapelować do społeczności międzynarodowej o większe zaangażowanie w walkę z globalnym ociepleniem.

Czyli do Chin, Indii i Brazylii, których przedstawciele także wezmą udział w obradach szczytu G8. Ale jak przekonać te kraje do włączenia się w walkę z globalnym ociepleniem? Twierdzą one, że to Zachód powinien ponosić główne koszty batalii o powstrzymanie zmian klimatu, bo to on truł przez ostatnie dwa wieki. Uważają również, że bogaty Zachód tak dużo mówi o ekologii, by powstrzymać ich rozwój, który zagraża ustalonemu porządkowi świata.
To prawda, że bez współdziałania ze wschodzącymi gospodarkami redukcja emisji CO2 w skali ogólnoświatowej będzie trudna do zrealizowania. Aby rozwiązać ten problem, musimy podejmować wysiłki w formie współpracy międzynarodowej w oparciu o zasadę wspólnej, ale zróżnicowanej odpowiedzialności, odpowiedniej do możliwości poszczególnych krajów. Uważamy, że rozwój gospodarczy może iść w parze z ograniczaniem emisji gazów cieplarnianych. Kluczem do tego są nowoczesne technologie - ogromne znaczenie ma upowszechnianie już istniejących, a także badania nad nowymi rozwiązaniami, które nie szkodzą środowisku.

Ale czy jesteśmy w stanie zaoferować im coś więcej? Chiny i Indie mówią wprost: konieczne są wasze pieniądze.
Japonia udziela pomocy krajom rozwijającym się, które dokładają starań, aby pogodzić ograniczanie emisji gazów cieplarnianych z rozwojem gospodarczym. I będziemy wspierać kraje rozwijające się poprzez takie inicjatywy, jak ogłoszony w styczniu tego roku program Cool Earth Partnership, na który przeznaczyliśmy 10 mld dol., czy też fundusz międzynarodowy, który utworzymy pod auspicjami Banku Światowego we współpracy m.in. ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią.

*Masahiko Koumura, minister spraw zagranicznych Japonii