Chociaż polska wersja książki wydana przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia ukazała się jako pierwsza, to od początku w rozmowach z wydawcą planowana była publikacja rosyjskiego oryginału - wyjaśnia autor. Rosyjski tytuł to "Nagrodzeni za egzekucję. 1940", a wydawcą rosyjskim jest Międzynarodowa Fundacja "Demokracja".

Na podstawie dokumentów archiwalnych Pietrow sporządził dokładne informacje biograficzne funkcjonariuszy NKWD, którzy byli bezpośrednimi wykonawcami zbrodni katyńskiej. Rosyjskie wydanie zachowuje ten sam układ, co "Poczet katów katyńskich". W tekście są jednak pewne uściślenia. - Udało się znaleźć pewne dodatkowe informacje, choćby minimalne, o kilku uczestnikach egzekucji katyńskich, o których wcześniej nie było danych. Jednym słowem, zmniejszyła się liczba tych, o których nie mamy żadnych informacji. Jeśli wcześniej było to, powiedzmy 10 osób, to w tej książce zostało ich niewiele, 3-4 osoby - powiedział Pietrow.

Postaci, które opisuje Pietrow, to funkcjonariusze NKWD różnego szczebla, którzy w 1940 roku nagrodzeni zostali decyzją komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Ławrentija Berii "za pomyślne wykonanie zadania specjalnego". Zadaniem tym były egzekucje Polaków. Funkcjonariuszom przyznano nagrody pieniężne w wysokości miesięcznego uposażenia. Dziesięciu ludzi nagrodzonych przez Berię to członkowie "grupy specjalnej" głównego kata Łubianki Wasilija Błochina, w tym jego najbliżsi pomocnicy, jak bracia Wasilij i Iwan Szygalewowie, Aleksandr Jemieljanow, Iwan Feldman.

Fragment książki opublikowała piątkowa "Nowaja Gazieta". Pietrow opisuje, jak w marcu 1940 r. zaczęto formować w zarządach NKWD w Kalininie (ówczesna nazwa Tweru), Smoleńsku i Charkowie oddziały egzekucyjne. W ich skład weszli lokalni funkcjonariusze, którzy wcześniej przeprowadzali egzekucje, jednak było jasne, że potrzebne są większe siły. W aparacie centralnym NKWD w Moskwie debatowano o tym, że do Kalinina, Smoleńska i Charkowa pojedzie grupa Błochina.

Pietrow charakteryzuje ludzi z grupy Błochina; opisuje, że również w życiu prywatnym trzymali się razem. Zauważa, że do czasu wstąpienia do NKWD ludzi ci niczym specjalnym się nie wyróżniali. Do gmachu na Łubiance zaprowadziło ich zapewne - jak pisze autor - nie pragnienie silnych doznań, ale dobrych zarobków i solidnej pozycji.

Zdaniem Pietrowa dla czytelnika rosyjskiego książka o wykonawcach zbrodni katyńskiej jest nie mniej ważna, niż dla polskiego.

Polakom ta historia jest dobrze znana, zbrodnia katyńska zawsze budzi uwagę historyków, jest wielu krewnych, rodzin ofiar katyńskich. W Rosji niestety do dziś prowadzone są jakieś spory na temat zbrodni katyńskiej i niestety znajdują się ludzie, którzy wciąż mówią o niemieckiej winie. Ważne było pokazanie właśnie rosyjskiemu czytelnikowi, że mamy nie tylko fakt zbrodni, ale są i konkretni ludzie, którzy ją popełnili. To są ludzie, którzy mają nazwiska, biografie; są ich zdjęcia. (...) Prawda (na ten temat) jest jak najbardziej konkretna - są wykonawcy i my ich znamy. A kiedy znamy wykonawców, to zbrodnia jest całkowicie dowiedziona - powiedział Pietrow.