Zdaniem politologa, wykładowcy Uniwersytetu Śląskiego i byłego eurodeputowanego PiS, kwestia uchodźców ma posłużyć Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego partii jako narzędzie do wygrania wyborów w 2019 i 2020 roku. Migalski uważa, że gdyby tylko w szeregach rządzącej partii była wola do rozwiązania tej sprawy, można byłoby z twarzą wyjść z konfliktu. Scenariusz, jaki kreśli, to przyjęcie uchodźców zgodnie z deklaracją rządu Ewy Kopacz, ale przy założeniu, że będą oni mieli swobodę podróżowania po Unii Europejskiej. Zdaniem komentatora, do Polski w efekcie dotarłoby nie 7 tys., a 2-2,5 tys. osób, z czego większość zapewne wyjechałaby w poszukiwaniu lepszego socjalu.

Jarosław Kaczyński wybrał jednak - jego zdaniem - drogę zaostrzania kursu, która ma utwierdzić w wyborcach przekonanie, że to dzięki PiS nie ma w Polsce uchodźców z Bliskiego Wschodu.

- Powiedzmy to sobie otwarcie, obóz władzy, zarówno rząd, jak i głowa państwa, w podsycaniu lęku Polaków przed imigrantami widzą gwarancję przedłużenia swej władzy w 2019 i 2020 roku. Dlatego idą na otwarte starcie z Komisją - to przyspawa na stałe większość rodaków do PiS i Dudy oraz - co zapowiadał otwartym tekstem min. Waszczykowski - drastycznie obniży zaufanie Polaków do UE - argumentuje Migalski w "Rzeczpospolitej".

Dodaje, że "Kaczyński byłby idiotą", gdyby nie wykorzystał lęku Polaków przed uchodźcami.

- Setki tysięcy rodaków ginie rocznie z powodu złego odżywiania, braku ruchu i palenia papierosów; 40 tysięcy Polaków umiera rocznie z powodu smogu, czyli problemu określonego przez ministra jako „teoretyczny"; 3500 ginie w wypadkach drogowych, 500 jest zabijanych przez innych Polaków, 200 kobiet dziennie (sic!) jest obecnie gwałconych w naszym kraju - ale Polacy najbardziej boją się, że zginą z ręki islamskiego terrorysty - podsumowuje Migalski.