Są takie kwestie, które sprawiają, że nowy rząd nie będzie mógł myśleć wyłącznie o realizacji programu wyborczego. Niektóre z nich zadecydują o losach Polski na dziesięciolecia.

Demografia

Współczynnik dzietności spadł do rekordowo niskiego poziomu 1,29 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. Polska znalazła się w gronie krajów o najniższym poza Hiszpanią i Portugalią takim wskaźniku w Europie. To bardzo zła zmiana, bo – jak podkreśla demograf Zofia Szweda-Lewandowska z Uniwersytetu Łódzkiego – historyczne przykłady pokazują, że trudno podnieść go z tak niskiego poziomu. – O tym decydują nie tylko czynniki ekonomiczne, ale i kulturowe. Nastąpiła zmiana modelu rodziny, zaczęliśmy się przyzwyczajać do wzoru 2 + 1 lub najwyżej 2 + 2. Potrzebne jest odczarowanie wizerunku rodzin z co najmniej trójką dzieci, to on powinien być powszechniejszy – podkreśla demograf.

To nie koniec złych wiadomości, bo na zauważalną zmianę sytuacji mamy czas, dopóki matkami mogą być kobiety urodzone w wyżu lat 80. Wówczas rodziło się 700 tys. dzieci rocznie, podczas gdy w latach 90. już o połowę mniej. To oznacza, że o ile dziś rocznie przychodzi na świat ponad 300 tys. młodych Polaków, o tyle w kolejnej dekadzie będzie ich już o połowę mniej. To pokazuje, że zmiany muszą nastąpić w ciągu kilku lat. Tym bardziej że równocześnie przyspieszy proces starzenia się społeczeństwa. Na emeryturę odchodzą roczniki z powojennego wyżu.

Pieniądze z UE

W latach 2004–2006 Polska dostała wsparcie w wysokości 13 mld euro. W okresie 2007–2013 było to już 68 mld euro, a w obecnej perspektywie są zaplanowane 82 mld euro. Wcześniej energia decydentów skupiała się na tym, by te pieniądze po prostu wydać. Teraz powinno im zależeć na wydaniu ich z sensem. Gdy w 2021 r. tego dopalacza zabraknie, polska gospodarka może się znaleźć w kłopocie. Z jednej strony zostaniemy z nowo wybudowaną infrastrukturą, którą trzeba będzie utrzymać, z drugiej zaczną się wyczerpywać proste rezerwy przewagi konkurencyjnej wynikające z niskich kosztów pracy.

Nic dziwnego, że ekonomiści – a za nimi politycy – przez wszystkie przypadki odmieniają słowo „innowacje”. Innowacje w gospodarce to zwiększenie produktywności i wydajności, ważne przy pogarszającej się sytuacji demograficznej. Choć dziś polskie firmy nie muszą być innowacyjne (ich produkt jest tańszy dzięki taniej pracy), już teraz trzeba je zachęcać do takich inwestycji, angażując w to środki unijne.

Utrzymanie dyscypliny finansowej

To kluczowe zadanie dla postrzegania Polski przez zagranicznych inwestorów. Od wejścia do UE pracujemy na opinię kraju, który poważnie traktuje finanse publiczne, a kolejne rządy, bez względu na polityczne barwy, trzymają jeden kurs w polityce fiskalnej: racjonalizacji wydatków. Skutek: stały spadek kosztów obsługi zadłużenia i zero problemów z finansowaniem potrzeb pożyczkowych państwa, stabilność kursu złotego i – ostatnio – zdjęcie przez UE procedury nadmiernego deficytu. Owoce? Ciągły napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Na koniec 2014 r. ich wartość przekroczyła 730 mld zł.

Wszystko to nie jest jednak dane raz na zawsze. Inwestorzy nadal zaliczają nas do rynków wschodzących, gdzie inwestycje są obarczone ryzykiem. Już teraz – mimo stabilnego wzrostu i deficytu poniżej 3 proc. PKB – rentowność naszych obligacji jest wyższa niż np. niemieckich. Odpuszczenie dyscypliny finansowej może wywołać efekt domina: inwestorzy zaczną kalkulować, że rząd będzie więcej pożyczał, zażądają więc wyższych rentowności obligacji, ich wzrost wywoła obawy o koszty obsługi długu i napięcia w tej obsłudze.

To może się przełożyć na osłabienie złotego (co ma znaczenie w obliczu nierozwiązanego problemu kredytów walutowych). Wzrost deficytu i długu zostanie też zapewne źle odebrany przez Komisję Europejską, której nie zachwyca niedotrzymywanie zobowiązań przez kraje członkowskie – a Polska zobowiązała się do utrzymywania deficytu poniżej wartości referencyjnej, czyli 3 proc. PKB.

Uporządkowanie systemu podatkowego

Nie trzeba być ekspertem w tej dziedzinie, żeby przyznać, że usprawnienie poboru podatków to jedno z głównych zadań dla nowego rządu. Największy pożar mamy we wpływach z VAT: skala wyłudzeń zwiększa się z roku na rok, czego efektem są malejące dochody budżetu. PwC wylicza tegoroczną lukę w VAT na 53 mld zł, czyli 3 proc. PKB. Miliardy trafiają do kieszeni przestępców, bo instytucje państwa nie są przygotowane do walki z nimi. Skutek bezpośredni to niższe o prawie 13 mld zł wpływy z VAT w tegorocznym budżecie w stosunku do planu.

Drugi problem to wpływy z podatku dochodowego od firm. W tym roku mają dać 24,5 mld zł, ale większość ekspertów jest zgodna, że to kwota daleka od wpływów potencjalnych. Nikt nie wie, jak bardzo daleka; szacunki tzw. luki w CIT wahają się od 10 mld do 46 mld zł. Ubytki to efekt optymalizacji podatkowej, czyli zgodnego z prawem pomniejszania zysków wykazywanych w kraju, np. dzięki opłatom licencyjnym za używanie znaków towarowych zarejestrowanych na spółki założone za granicą.

Optymalizację mogła utrudnić klauzula obejścia prawa wpisana do ordynacji. Mogła, ale ustępujący rząd pod naciskiem organizacji przedsiębiorców w ostatniej chwili się z niej wycofał.

Polityka klimatyczna i górnictwo

Górnictwo może być jednym z pierwszych wyzwań, z którymi zderzy się rząd. Rok temu, z uwagi na wybory, PO bała się zdecydowanych ruchów, a propozycje zmian, jakie rząd przygotował w styczniu, zostały rozwodnione na skutek oporu związków. Co więcej, plan w złagodzonej wersji został zakwestionowany w Brukseli i na finiszu musiał być korygowany. Dziś jest jasne, że już nie tylko Kompanię Węglową, lecz także całą branżę czeka restrukturyzacja. Powód to utrzymujące się niskie ceny węgla. Mimo że w kopalniach Kompanii Węglowej koszt wydobycia węgla spadł z 300 do 240 zł za tonę, wartość ta jest wciąż większa niż cena węgla w holenderskich portach, która wynosi nieco ponad 50 dol.

– Górnictwo jest wyzwaniem, podobnie jak inne firmy państwowe zatrudniające dużo ludzi. Sektor publiczny jest krańcowo nieefektywny i mało produktywny – ocenia Maciej Bukowski z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych. Jego zdaniem, jeśli rząd nie zdecyduje się na prywatyzację, zmiany powinny polegać na pozostawieniu kopalń, które dają szansę na rentowne wydobycie węgla, wygaszeniu produkcji w pozostałych oraz zmniejszeniu produkcji i ograniczeniu zatrudnienia. Takie działania powinny być podjęte bez względu na to, czy nowy rząd będzie chciał uzdrawiać górnictwo oddzielnie, czy połączy je z energetyką.

Ta druga droga może się okazać dużo bardziej ryzykowna, bo obciąży jeszcze dodatkowo energetykę. A ta musi mieć pieniądze na inwestycje mające obniżyć emisję CO2, co wynika z naszych zobowiązań klimatycznych. Wprawdzie podczas kampanii PiS ostro krytykowało rząd za zgodę na zmiany w polityce klimatycznej, ale jeśli będzie rządziło, to zapewne będzie musiało je wdrażać, bo nie będzie zgody na ich rewizję.

Migracja

Temat uchodźców był jednym z głównych punktów sporu podczas kampanii. Nowy rząd będzie musiał się na nowo do niego ustosunkować. Fala uchodźców zapewne osłabnie jesienią i zimą, ale wiosną może się znów nasilić. Zdaniem prof. Macieja Duszczyka z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego choć ten problem nie dotyczy nas bezpośrednio, powinniśmy aktywnie uczestniczyć w wypracowaniu jego rozwiązania na forum UE.

– Konieczna jest gwarancja, że nie powtórzy się tegoroczna sytuacja, że kilkaset tysięcy ludzi bez żadnej kontroli przemierza UE. To grozi spójności Wspólnoty, a to z punktu widzenia Polski najgorszy scenariusz. Solidarność jest potrzebna, ale nie może się ona opierać na zasadzie prostej realokacji, bo to nie solidarność – podkreśla demograf. Jego zdaniem rozwiązanie powinno polegać na wsparciu z funduszy unijnych państw granicznych UE, do których przybywają uchodźcy. Polska musi się też przygotować na realizację porozumienia zakładającego, że przyjmiemy 7 tys. uchodźców z Syrii. Mimo że nie ma pewności, czy faktycznie do nas przyjadą, skoro nie jesteśmy dla nich kuszącym celem.

Przed Polską stoi też konieczność wdrożenia systematycznej polityki migracyjnej. Z jednej strony przyjeżdża do nas rekordowa liczba Ukraińców, z drugiej na naszym rynku pracy sytuacja zmienia się na korzyść pracownika. – Powinniśmy utrzymywać migrację ekonomiczną na zasadzie wypełniania imigrantami luk w naszym rynku pracy, a nie tworzenia przez nich konkurencji. Dziś ta polityka charakteryzuje się wahnięciami. Nowy rząd powinien ją unormować – podkreśla demograf.

Dla kogo ile mandatów
PiS jako pierwsza partia w historii III RP zdobyło większość bezwzględną w Sejmie. Według wyników badań exit polls, podanych przez IPSOS, partia Jarosława Kaczyńskiego zdobyła 242 mandaty – o 85 więcej niż przed czterema laty. Nie wystarczy to jednak do zmiany konstytucji, nawet gdyby taką reformę poparli posłowie świeżo upieczonej trzeciej siły, czyli ruchu Kukiz’15.
Klęskę poniosły za to partie dotychczas rządzącej koalicji. PO w porównaniu z 2011 r. straciła 74 mandaty, zaś PSL – 10. Z kolei Zjednoczona Lewica zapłaciła za decyzję o utworzeniu koalicji. Gdyby wobec ugrupowań skupionych wokół Barbary Nowickiej zastosować 5-proc. próg wyborczy, miałyby one ok. 20 miejsc w parlamencie. Na pokonanie bariery 8 proc. głosów zabrakło. Do Sejmu wejdzie także Nowoczesna, ugrupowanie Ryszarda Petru. Jego 22-osobowy klub będzie czwartym co do wielkości.
Te dane mogą się jeszcze zmienić, jeśli próg wyborczy przekroczy KORWiN. Według pierwszych wyników exit polls partii Janusza Korwin-Mikkego brakowało 0,1 pkt proc. Jeśli tę barierę uda się pokonać, zmniejszy to liczbę mandatów przypadających pozostałym komitetom wyborczym. O małym sukcesie może mówić również Partia Razem. Nowi lewicowcy przekroczyli barierę 3 proc., a więc będą mogli korzystać z dofinansowania z budżetu państwa.