Przez Rodos przeszły nawałnice. Alerty pogodowe wzbudziły niepokój Rusin. Dziennikarka w mediach społecznościowych opisała co przeżyła w trakcie wypoczynku na greckiej wyspie. Jak sama przyznała była przygotowana na najgorszy scenariusz.
Cisza przed burzą, a właściwie przed… armagedonem! Jeszcze przedwczoraj nic nie zapowiadało jakiegoś wielkiego dramatu (w prognozie na następny dzień był zaledwie deszcz). Dziś Rodos liczy straty po przejściu nawałnic, powodzi błyskawicznych, a nawet trąby powietrznej przez jedno z miasteczek - zaczęła swój wpis na Instagramie Rusin.
Rusin z partnerem zostaje na Rodos
Dalej robi się bardziej dramatycznie. Rusin wraz ze swoim partnerem przeżyli chwile grozy. Mimo tego para na razie nie planuje wracać do Polski, ale przyznaje, że byli przygotowani na najgorsze.
Rano dostaliśmy na telefony alerty. Nie doczytawszy do końca wybiegliśmy z domu myśląc, że może ostrzegają przed trzęsieniem ziemi (częste zjawisko na Rodos). Alert dotyczył jednak „silnego wiatru, dużych opadów i lokalnych podtopień”. Kontrast zapowiadanego niebezpieczeństwa z błękitnym niebem nad naszymi głowami był lekko szokujący…
Aż nieprawdopodobne, że dantejskie sceny opisywane dziś nie tylko w lokalnych ale też w światowych serwisach miały miejsce zaledwie kilkanaście kilometrów na północ od nas. I to dokładnie wtedy, kiedy piliśmy, jak gdyby nigdy nic, kawę z widokiem na wyjątkowo wzburzone morze.
Na filmiku (w galerii) uwieczniłam malownicze czarne chmury na tle turkusowej wody. Kiedy u nas było słońce dosłownie obok, tam gdzie widać te chmury, wiatr zrywał dachy, a woda porwała samochody.
Znajomy pokazał nam filmy live ze środka Archangelos, przez które przeszła trąba powietrzna. Tam przez kilka minut było przerażająco. U nas kilka godzin później spadł tylko deszcz. Byliśmy przygotowani na najgorsze...
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
