Jesień 1938 r. przyniosła ogromny wzrost napięcia w stosunkach międzynarodowych. Wydawało się jednak, że zajęcie Sudetów na pewien czas uspokoi ambicje Adolfa Hitlera. Szybko okazało się, że nadzieje zachodnich przywódców na pokój w Europie rozmijają się z imperialnymi planami Niemiec.

Jeszcze w trakcie kryzysu monachijskiego Joachim von Ribbentrop przedstawił ambasadorowi RP w Berlinie Józefowi Lipskiemu zaskakującą w tych okolicznościach propozycję przystąpienia do wymierzonego w ZSRS paktu antykominternowskiego. Wymijająca odpowiedź Lipskiego była dla szefa niemieckiego MSZ sporym rozczarowaniem. Bez wątpienia przystąpienie Polski do tego układu byłoby dla III Rzeszy ogromnym sukcesem dyplomatycznym. Dla Warszawy byłoby to jednak zerwanie z obowiązującą doktryną równego dystansu wobec Moskwy i Berlina.

Polska dyplomacja zamierzała jednak wykorzystać niemieckie propozycje do zagwarantowania nienaruszalności granicy zachodniej. Wzorem do takiego porozumienia miały być traktaty reńskie zawarte przez Francję i Niemcy. Próby rozmów mimo to nie napawały do optymizmu, szczególnie że niemieccy politycy po raz pierwszy wysunęli postulat budowy eksterytorialnej autostrady łączącej Prusy Wschodnie z resztą Rzeszy. Sugerowano również, że ewentualna pomoc Niemiec w wojnie z Sowietami będzie uzależniona od spełnienia niemieckich warunków.

Niemiecka oferty „całościowego uregulowania stosunków” została przedstawiona 24 października 1938 r. w rozmowie Ribbentropa z ambasadorem Lipskim w Berchtesgaden. Kilka dni później na odprawie kierownictwa MSZ w Warszawie minister Beck stwierdził, że „w ostatnich dwóch miesiącach skompromitowały się różne systemy i metody, w których wartość znacznie silniej wierzono, niż na to zasługiwały”. Jednocześnie szef dyplomacji dodał, że pozycja polityczna w nowej sytuacji jest wciąż dobra m.in. za sprawą „wypchnięcia” Sowietów z polityki europejskiej. Swego rodzaju potwierdzeniem tego stanu rzeczy miała być późniejsza o miesiąc rozmowa ambasadora RP w Moskwie Wacława Grzybowskiego z komisarzem spraw zagranicznych Maksimem Litwinowem. W komunikacie po jej zakończeniu zapowiedziano, że oba kraje wciąż będą kierować się zapisami paktu o nieagresji oraz rozszerzą wymianę handlową.

Wypowiedzi Becka z odprawy z kierownictwem MSZ wskazują, że minister nie traktował niemieckich propozycji poważnie. Uważał je za działania lub wręcz intrygi samego von Ribbentropa, których niemiecki minister nie konsultował z Hitlerem. W instrukcjach dla ambasadora Lipskiego nakazał jednak udzielenie eleganckiej odmowy.

Należy jednak zauważyć, że nie wszyscy czołowi polscy dyplomaci podzielali optymizm Józefa Becka. Wiceminister spraw zagranicznych Jan Szembek w grudniu 1938 r. w rozmowie z przybyłym z Moskwy ambasadorem Wacławem Grzybowskim powiedział, że położenie Polski „stało się bardzo skomplikowane” i „utrzymanie równowagi między Rosją a Niemcami jest bardzo trudne”. Szembek zauważał również, że głównym założeniem całej polityki niemieckiej wobec Polski jest doprowadzenie do sytuacji, w której Warszawa stanie się „naturalnym sojusznikiem” Berlina w przyszłej wojnie ze Związkiem Sowieckim.

22 grudnia 1938 r. Szembek odbył rozmowę z ambasadorem Rzeszy w Warszawie Hansem Adolfem von Moltke. Jej głównym celem było zaproszenie do Polski Joachima von Ribbentropa. Szembek argumentował, że przed podjęciem dalszych rozmów konieczne jest „rozmówienie się” obu ministrów. Moltke stwierdził, że taka wizyta byłaby możliwa dopiero w połowie marca następnego roku. Należy zakładać, że jego faktycznym celem było odwleczenie przyjazdu Ribbentropa, tak aby wcześniej doprowadzić do przyjazdu Becka do Niemiec na nieoficjalne spotkanie z Ribbentropem lub samym Hitlerem. W tym samym czasie wieści o problemach w stosunkach polsko-niemieckich docierały do zachodniej opinii publicznej. Proniemiecki paryski dziennik „Le Matin” 14 grudnia napisał: Niech Polska radzi sobie sama.

Na święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok minister Beck udał się na Riwierę Francuską. Podczas urlopu nie doczekał się zaproszenia do Paryża. Towarzyszył mu nowy ambasador RP w Rzymie Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Zaledwie dwa dni przed wyruszeniem w podróż powrotną ambasador Józef Lipski poinformował Becka, że istnieje możliwość nieoficjalnego spotkania z Hitlerem oraz z Ribbentropem. Beck przystał na tę propozycję i 5 stycznia 1939 r. przybył do górskiej rezydencji Hitlera Berghof koło Berchtesgaden w Bawarii. Jak zauważył minister Beck w zapiskach sporządzanych podczas internowania w Rumunii, „spotkanie było nacechowane szczególnym aparatem uprzejmości i dbałości ze strony niemieckiej” mimo zachowania nieformalnej formuły rozmów. Becka zaskoczył też elastyczny ton wypowiedzi Hitlera, który w ten sposób wydawał się nie wykluczać jakiegokolwiek rozwiązania politycznego.

Novum dla mnie była lekkość, z jaką traktował te myśli i doktryny, które w swych poprzednich operacjach on sam i cała propaganda niemiecka podnosiły prawie do miary religii – pisał Józef Beck. W jego opinii Hitler potrafił uzasadnić każdy niemiecki interes w Europie, stosując różne kryteria, np. ekonomiczne, etnograficzne lub prestiżowe. Widać już było skutki jego zbyt łatwych powodzeń – podsumowywał szef MSZ.

Na początku trzygodzinnego spotkania minister Beck uzasadnił polską odmowę w sprawie Gdańska. Po jej wysłuchaniu Hitler nie zadawał w tej sprawie kolejnych pytań. Z rozmowy zachowała się jeszcze jedna, dość szczegółowa relacja, którą sporządził dyrektor gabinetu Ribbentropa Erich Kordt. Niemiecki urzędnik zdawkowo streścił poruszane tematy. Dla obu stron jednym z najważniejszych zagadnień była przyszłość Czechosłowacji. W polskim interesie nie było zagwarantowanie nowych granic uszczuplonej federacyjnej Czecho-Słowacji, ponieważ wykluczałoby to uzyskanie wspólnej granicy z Węgrami. Ponadto słabe państwo Czecho-Słowackie nie było w stanie kontrolować sytuacji na Zakarpaciu, które stawało się „ukraińskim Piemontem” – przyczółkiem narodowościowym do wywalczenia niepodległego państwa ukraińskiego złożonego z ziem należących do Polski i ZSRS. Zdaniem Kordta Hitler mówił, że sprawa korzystnych dla Polski rozstrzygnięć będzie możliwa po zawarciu porozumienia w sprawie Gdańska. Podobnie zareagował na poruszoną przez Becka kwestię zagwarantowania nienaruszalności polskich granic.

Kolejne spotkanie ministra Becka odbyło się w znacznie chłodniejszej atmosferze. Do spotkania z Ribbentropem doszło 6 stycznia 1939 r. w Monachium. Polski minister spraw zagranicznych opisywał, że jego rozmówca, dużo natarczywiej niż Hitler, dążył do ponownego omówienia kwestii Pomorza i Gdańska. Można by było mniemać, że Hitler jeszcze się waha; było jednak jasne, że Ribbentrop dąży konsekwentnie do zaostrzenia sporu – podsumowywał Beck.

Sam Ribbentrop o rozmowie z Beckiem pisał podczas uwięzienia poprzedzającego wydanie wyroku śmierci w procesie norymberskim. Rezultaty rozmów nie były zachęcające. Ale Beck nie zajął w nich również całkowicie negatywnego stanowiska. Oświadczył mi, że problem jest bardzo trudny i że będzie wpływał na swych kolegów z rządu w kierunku znalezienia jakiegoś rozwiązania. Nici nie były więc zerwane i zostałem zaproszony przez Becka do Warszawy – zanotował były szef niemieckiego MSZ.

Już 25 stycznia 1939 r. Ribbentrop przybył do Warszawy. Data ta nie była przypadkowa. Następnego dnia przypadała piąta rocznica zawarcia polsko-niemieckiego układu o nieagresji.

Niemal natychmiast po powrocie Becka do Warszawy, 7 stycznia 1939 r., na Zamku Królewskim w Warszawie zorganizowano poufne spotkanie z udziałem prezydenta Ignacego Mościckiego, marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego i ministra Józefa Becka. Przedstawiona tego dnia konkluzja szefa dyplomacji stała się faktyczną podstawą polskiej polityki zagranicznej na kolejne miesiące: Jeśli Niemcy będą podtrzymywać nacisk w sprawach dla nich drugorzędnych, [takich jak] Gdańsk i autostrada, to nie można mieć złudzeń, że grozi nam konflikt w wielkim stylu, a te obiekty są tylko pretekstem. […] Chwiejne stanowisko z naszej strony prowadziłoby nas w sposób nieunikniony na równię pochyłą, kończącą się utratą niepodległości i rolą wasala Niemiec. […] Jako podstawa naszej polityki przyjęta została stanowczość przy zachowaniu spokoju i wyraźnym określeniu, w każdej poszczególnej sprawie granicy między prowokacją a naszym non possumus.

W dniu narady na Zamku Królewskim w porannym wydaniu „Kuriera Warszawskiego” pojawił się półstronicowy artykuł „Echa wizyty ministra Becka u kanclerza Hitlera”. Nie było w nim żadnych konkretów poza wzmiankami na temat „nadzwyczaj serdecznej atmosfery” rozmów oraz stwierdzeniem, że dotyczyły najważniejszych spraw w stosunkach Polski i Niemiec. Przywołano także cytaty z prasy francuskiej i angielskiej. Redaktorzy z obu krajów próbowali zgadywać tematy rozmów i wyrażali obawy przed zacieśnieniem współpracy Berlina i Warszawy. Również dla polskiej opinii publicznej rzeczywiste intencje Niemiec oraz postawa polskiej dyplomacji staną się w pełni jasne dopiero kilka tygodni później.