Dziennik Gazeta Prawana logo

Czym grożą pomysły z referendum prezydenta? Sprawdzamy!

14 maja 2015, 07:45
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Bronisław Komorowski
Bronisław Komorowski/PAP
W plebiscycie planowanym przez Bronisława Komorowskiego na 6 września padną pytania w kwestii trzech rozwiązań. Pokazujemy ich wady i zalety.

Prezydent chce referendum w sprawie wprowadzenia wyborów do Sejmu w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW-ach). W plebiscycie ma się też znaleźć pytanie o finansowanie partii politycznych z budżetu. Trzecie pytanie będzie dotyczyć wprowadzenia zasady interpretowania wątpliwości prawnych na korzyść podatnika. Ta ostatnia sprawa nie budzi kontrowersji. Jakie są argumenty za i przeciw w dwóch pierwszych?

Najbardziej kontrowersyjną kwestią są jednomandatowe okręgi wyborcze. Przeciwko nim jest większość sceny politycznej, w tym PiS.

– mówił wczoraj w RMF Joachim Brudziński z PiS.

Za

JOW-y zwiększają zaangażowanie wyborców. Wybory większościowe mają charakter personalny, więc ludzie biorą w nich udział chętniej niż w przypadku głosowania na listy partyjne. W pośredni sposób dowodzą tego wybory samorządowe w Polsce w większości oparte o model większościowy – frekwencja w nich rośnie. Równocześnie tam, gdzie głosowanie odbywa się w sposób większościowy, liczba głosów nieważnych jest niższa. Na krótką metę wprowadzenie JOW-ów może zwiększyć chęć do chodzenia na wybory.

Wzmacniają pozycję posłów wybranych w JOW-ach wobec szefa partii. To główny argument Pawła Kukiza. Obecnie decydujący wpływ na układanie list wyborczych ma centrala partii, a zwłaszcza jej lider. Kryterium częściej może być lojalność wobec niego niż popularność wśród wyborców. JOW-y mogą wymóc na szefach partii szukanie kandydatów cieszących się uznaniem w lokalnych okręgach wyborczych. To może oznaczać koniec tzw. spadochroniarzy na listach.

Przeciw

Eliminują mniejsze ugrupowania i preferują bogatszych kandydatów. Docelowo prowadzą do układu dwupartyjnego, mniejsze ugrupowania mają w nich małe szanse. – – podkreśla Jarosław Flis, politolog. W przypadku Polski głosy nawet jednej trzeciej wyborców (czyli osób, które nie głosują na PiS ani na PO) nie miałyby szans się przebić. W skrajnych przypadkach prowadzi to do sytuacji, w której partia może dostać mniejsze poparcie w skali kraju, ale zdobyć więcej mandatów – tak było w Wielkiej Brytanii czy Nowej Zelandii. Dlatego też zdaniem politologów na dłuższą metę JOW-y mogą zmniejszyć frekwencję wyborczą. Według Rafała Chwedoruka na taki efekt wskazuje porównanie frekwencji w krajach z ordynacją proporcjonalną i JOW-ami.

JOW-y tworzą wyborcze twierdze. Wybory w JOW-ach cementują na wiele lat wyborczy układ. Tam, gdzie systematycznie wygrywa jedna partia, wystawianie kontrkandydatów traci sens. Tak jest w Anglii. – Bycie wyborcą torysów w robotniczej dzielnicy Manchesteru oznacza, że brak szans na wybór swojego kandydata. Podobnie w przypadku sympatyka laburzystów mieszkającego na wsi. To może trwać pokolenia. Najlepsze, co można zrobić, to się przeprowadzić – podkreśla politolog Rafał Chwedoruk.

Pytanie o sens finansowania partii politycznych z budżetu to kolejny dylemat, jaki chce w referendum rozstrzygnąć prezydent. Od 2001 r. polskie partie dostają zwrot kosztów za kampanię parlamentarną oraz coroczną subwencję. Głównie z tych pieniędzy finansują swoją działalność.

Za

Budżetowe pieniądze separują partie od biznesu. Głównym celem wprowadzanych ponad 10 lat temu zmian było zmniejszenie apetytu na polityczną korupcję. Nie ma mowy o zupełnym wyeliminowaniu ryzyka zjawiska korupcji, ale jest ono znacząco mniejsze niż w przypadku sytuacji, gdy partie muszą liczyć wyłącznie na samodzielnie zdobywane finanse. – – podkreśla Rafał Chwedoruk.

Stabilizują system polityczny. Od momentu, gdy weszło w życie finansowanie partii politycznych z budżetu, scena polityczna stała się bardziej stabilna. Z partii, które istniały w momencie wejścia w życie tego systemu, zniknęły dwie: Samoobrona i LPR. Zmienność na scenie politycznej jest dużo niższa niż w latach 90.

Przeciw

Wyborcy są przeciw. W zasadzie każdy sondaż pokazuje, że większość ankietowanych jest przeciwna finansowaniu partii z budżetu. Z tego punktu widzenia istniejący system działa wbrew większości wyborców.

System zabetonowuje scenę polityczną. Wprowadzenie finansowania partii politycznych z budżetu z jednej strony ustabilizowało scenę polityczną, z drugiej sprawiło, że trudniej na nią wejść nowym ugrupowaniom, które nie mają budżetowych środków na kampanię wyborczą. A dodatkowo wielkość subwencji powoduje, że przewagę zyskują te największe partie, a wewnątrz partii ich liderzy, którzy decydują o budżecie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Autor bez zdjęcia
Grzegorz Osiecki

Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej od 2009 r. specjalizujący się w tematyce politycznej, ekonomicznej, w tym finansów publicznych, ubezpieczeń społecznych i polityki społecznej. Laureat Grand Press Economy w 2019 roku. Nominowany do Grand Press w kategorii news w 2018. Wcześniej dziennikarz radiowej „Trójki”, Informacyjnej Agencji Radiowej, telewizyjnej Panoramy w TVP 2 i „Dziennika".

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj