Łukasz Piebiak, zanim zaczął robić karierę w kręgach rządowych jako członek gabinetu Zbigniewa Ziobry, przez wiele lat orzekał w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy w Warszawie. W tym czasie wielokrotnie starał się o awans do sądu wyższego rzędu. Bezskutecznie. Teraz postanowił spróbować po raz kolejny. Przy czym chce porzucić sądownictwo powszechne, którego reformowaniem zajmował się, pracując w gmachu w Alejach Ujazdowskich, na rzecz administracyjnego. Co więcej, były wiceminister nie zamierza startować do wojewódzkiego sądu administracyjnego, a od razu do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Ucieczka czy nagroda
Fakt zgłoszenia się na aż trzy stanowiska w Naczelnym Sądzie Administracyjnym Łukasza Piebiaka potwierdza w rozmowie z DGP Leszek Mazur, przewodniczący obecnej Krajowej Rady Sądownictwa.
– informuje przewodniczący KRS.
Jak zaznacza, nie dziwi go to, że sędzia specjalizujący się w sprawach gospodarczych aplikuje do NSA, ponieważ przełamywanie branżowości w konkursach do sądów administracyjnych jest obserwowaną od pewnego czasu tendencją. –– tłumaczy.
Jednak praktyka awansowania sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości, a zwłaszcza pełniących w nim wysokie funkcje, była powszechnie krytykowana zarówno przez środowisko sędziowskie, jak i źle widziana przez społeczeństwo.
mówi Leszek Mazur.
Przyznaje, że ma też uczucie pewnego dysonansu związanego z aferą hejterską. tłumaczy dylematy przewodniczący KRS.
Informacja o planach byłego wiceministra wywołała zgorszenie w środowisku sędziowskim.
– przyznaje Bartłomiej Starosta, sędzia Sądu Rejonowego w Sulęcinie, przewodniczący Stałego Prezydium Forum Współpracy Sędziów. Jak podkreśla, od dawna uważa Łukasza Piebiaka za polityka, nie za sędziego.
zauważa sulęciński sędzia.
mówi z kolei Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. I dodaje, że dziwi się, że były wiceminister, który przecież był w resorcie odpowiedzialny za sądownictwo, nie aplikuje do sądu powszechnego.
– kwituje sędzia Markiewicz.
Z kolei sędzia Starosta zwraca uwagę na fakt, że warunki w sądach administracyjnych są o wiele lepsze niż w sądach powszechnych.
Komfort pracy w wojewódzkich sądach administracyjnych jest porównywalny do tego w sądach apelacyjnych, a w przypadku NSA do warunków, jakie panują w Sądzie Najwyższym. Podobne porównanie można uczynić w stosunku do wysokości płacy. – Nie dziwi mnie, że Łukasz Piebiak pragnie otrzymywać znacznie wyższe wynagrodzenie i nie zamierza wrócić do „reformowanego” przez siebie sądownictwa powszechnego, które dziś funkcjonuje znacznie gorzej niż przed 2015 r. – podkreśla sędzia Starosta.
Popularne sądy administracyjne
Łukasz Piebiak nie jest zresztą pierwszym sędzią, który, po zakosztowaniu kariery urzędniczej w Ministerstwie Sprawiedliwości decyduje się nie wracać do macierzystego sądu. Wcześniej taki manewr wykonał chociażby Grzegorz Wałejko, który był wiceministrem sprawiedliwości w latach 2011–2012. W resorcie był odpowiedzialny za szeroko pojęte sądownictwo. Za jego czasów przeforsowano duże zmiany w prawie o ustroju sądów powszechnych, które wywołały kontrowersje w środowisku sędziowskim. Chodzi m.in. o wchodzące w życie w 2013 r. oceny okresowe pracy sędziów oraz menedżerski sposób zarządzania sądami. Wałejko przyszedł do MS z Sądu Okręgowego w Lublinie. Po zakończeniu okresu delegowania do resortu szybko jednak przeskoczył do sądownictwa administracyjnego. Odwołany z funkcji wiceministra został 16 marca 2011 r., a już 30 marca tego samego roku prezydent Bronisław Komorowski wręczył mu akt powołania na sędziego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie.
Nie można zapomnieć także o tym, że do sądownictwa administracyjnego garnie się następczyni Piebiaka na stołku wiceministra, Anna Dalkowska. Ona również zamierza przeskoczyć bezpośrednio z sądu rejonowego do Najwyższego Sądu Administracyjnego. To jednak najwyraźniej nie przeszkadza członkom obecnej KRS, którzy poparli już kandydaturę Dalkowskiej do NSA i przedstawili ją prezydentowi. W tym samym konkursie, który miał miejsce w czerwcu br., poparcie obecnej rady zyskała także Gabriela Zalewska-Radzik, a więc żona starającego się dziś o stanowisko w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie (obecna orzeka w rejonowym) Przemysława Radzika, zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów. Nazwisko Radzika również pojawiało się w kontekście afery hejterskiej. Jego kandydatura ma być rozpatrzona przez KRS na trwającym właśnie posiedzeniu.
– kwituje prezes Iustitii.
Wstydu nie przyniesie
W rozmowie z DGP Łukasz Piebiak, obecnie sędzia delegowany do Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, zaznacza, że aplikowanie na sędziego sądu administracyjnego, a nie powszechnego, nie wynika z obaw przed niechęcią części środowiska sędziowskiego, bo on sam nie należy do osób bojaźliwych. Jak mówi, zdaje sobie sprawę z niedoborów kadrowych np. w SO w Warszawie, ale ma prawo do własnych wyborów i decydowania o ścieżce kariery, a jeśli znajdzie uznanie w oczach KRS i prezydenta, to wstydu nie przyniesie.
Były wiceminister tłumaczy, że zdecydował się wziąć udział w konkursach na wolne stanowiska w izbach: ogólnoadministracyjnej oraz gospodarczej, bo jego kwalifikacje mogą go predestynować do każdej z nich. Orzekanie w Sądzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów dało mu bowiem podstawy do tego, by myśleć o izbie gospodarczej, natomiast praktyka w administracji państwowej wysokiego szczebla może przemawiać za jego kandydaturą do izby ogólnoadministracyjnej.
Piebiak podkreśla też, że dobrzy sędziowie, z dużym dorobkiem orzeczniczym, delegowani do MS, Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury czy Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, nie powinni stać na straconej pozycji, a prawo milczy na temat maksymalnej dopuszczalnej przerwy w orzekaniu. On sam nie widzi też powodu, by nie podejmować nowych wyzwań zawodowych w związku z tzw. aferą hejterską, którą uważa za wydumaną i sztuczną. I ze spokojem czeka na decyzję kompetentnych organów, ponieważ nie ma sobie nic do zarzucenia.