Jakub Banaś był niedawno zatrzymany przez CBA w związku ze śledztwem, dotyczącym oświadczeń majątkowych i deklaracji podatkowych jego ojca, szefa NIK Mariana Banasia. W dniu zatrzymania Jakuba Banasia Zbigniew Ziobro wystąpił do Marszałka Sejmu RP o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prezesa NIK. Jakub Banaś podkreślił, że gra toczy się o to, czy ktoś "będzie patrzył PiS-owi na ręce". Jego zdaniem NIK jest "ostatnim bastionem", który jeszcze to robi.

Reklama

Pytany o swoje zatrzymanie, Jakub Banaś podkreślił, że było ono "spektakularne". - Było kilkunastu funkcjonariuszy uzbrojonych na lotnisku, później jechałem w konwoju czterech samochodów, trzech cywilnych i karetki, z pełną obstawą - opowiedział. - Podkreślam to bardzo mocno, bo to w mediach nie wybrzmiało: nie przyznaliśmy się do stawianych zarzutów razem z żoną. Wszystkie dotacje wykonywaliśmy zawsze zgodnie z umowami, one są wykonane i ich wykonanie można sprawdzić - powiedział.

"Nieprawdopodobnie mocny kontekst polityczny"

- Na pewno sposób zatrzymania, ta forma spektakularna połączona z wnioskiem o uchylenie immunitetu (Marianowi Banasiowi) ma nieprawdopodobnie mocny kontekst polityczny, tak należy rozpatrywać to zatrzymanie - mówił. Jak przekonywał, chodziło o to, żeby wywrzeć na opozycję presję "medialną i moralną" tak, by zagłosowała za uchyleniem immunitetu. - Żeby pokazać, że Banasie to przestępcy, wyciągnęli jakieś miliony, nie wiadomo co - mówił.

Podkreślił, że wierzy w niezależne sądy i w związku tym "nie boi się tej sprawy". - Z jednej strony będzie prokuratura ze swoimi twierdzeniami, a z drugiej strony ja czy moja żona z naszym obrońcą i będziemy dochodzić do tego, jak wyglądała rzeczywistość - mówił. Podkreślił, że dotacje dostawał nie dlatego, że był synem Mariana Banasia, a dlatego, że kamienica - na której renowację miał według prokuratury wyłudzić 120 tys. zł - była wpisana do rejestru zabytków.

O tym, że Marian Banaś jest "uczciwy" i "kryształowy" politycy PiS zapewniali nawet po reportażu "Superwizjera", w którym podniesiono wątpliwości co do oświadczeń majątkowych prezesa NIK. Dopiero po kilku tygodniach zmienili narrację. Około dwa miesiące po emisji reportażu doszło do spotkania Banasia z szefem PiS Jarosławem Kaczyńskim oraz szefem MSWiA Mariuszem Kamińskim. - To był pierwszy etap. Etap, kiedy była jakakolwiek nić porozumienia z Jarosławem Kaczyńskim, bo to ten człowiek jest kluczowy w całej układance - mówił Banaś.

Reklama

"Kilka ważnych etapów"

Zapytany o zmianę stosunku PiS do Mariana Banasia, Jakub Banaś ocenił, że w tym przypadku "było kilka ważnych etapów i wydarzeń". - Pierwszy polegał na wymyśleniu Mariana Banasia jako prezesa NIK. Czyj to był pomysł? To nie był pomysł Mariana Banasia. Marian Banaś to był pomysł Jarosława Kaczyńskiego - powiedział. Następnie - jak ocenił - "pojawia się Mariusz Kamiński, który ma zupełnie inne pomysły, razem prawdopodobnie ze Zbigniewem Ziobrą".

O roli Kamińskiego mówił w rozmowie z Magdaleną Rigamonti również szef NIK Marian Banaś.

Jarosław Kaczyński jest dobrym strategiem. On chciał zbudować taki system "check and balance", taki, powiedzmy, swój - ocenił syn szefa NIK.

Zdaniem Banasia Najwyższa Izba Kontroli jest obecnie "ostatnim bastionem patrzenia władzy na ręce". Jak poinformował, Izba jest na końcowym etapie kontroli w Funduszu Sprawiedliwości. - Wkrótce będą prezentowane wyniki - zapowiedział. - Wiem, z przekazów medialnych i ze swoich źródeł, że Fundusz Sprawiedliwości to, można powiedzieć, skarbonka dla Solidarnej Polski i przypuszczam, że NIK - nie Marian Banaś, a konkretnie kontrolerzy - wykonali dobrze swoją robotę - dodał.

Jego zdaniem dziś Kaczyński "potrzebuje zneutralizować NIK, żeby mieć wyczyszczone pole do wyborów, ponieważ wie doskonale, że dobre kontrole NIK-u, dobrze sprzedawane, są dla niego zagrożeniem w kilku procentach, które mogą być decydujące".

Podkreślił, że jego ojciec nie zrezygnuje z piastowanej przez siebie funkcji. - Mam nadzieję, że posłowie opozycji rozumieją, co jest grane. Gra jest o to, czy ktoś będzie patrzył PiS-owi na ręce, jeśli chodzi o pieniądze - powiedział w TVN24 Jakub Banaś.