Dziennik.pl logo

Politolog przewiduje: Rosja może zagrać naprawdę mocną kartą

Władimir Putin
Władimir Putin/East News
Rosja może w nadchodzących miesiącach "zagrać naprawdę mocną kartą", zwiększając skalę prowokacji, ataków dronowych i rakietowych, sabotażu oraz prób zamachów – ocenia w rozmowie z PAP ekspert ds. terroryzmu Kacper Rękawek. Zdaniem politologa działania te mogą być wymierzone także w państwa wschodniej flanki NATO.

PAP: Rosja uderza na samej granicy z Polską. Jak to interpretować?

Terroryzm państwowy Rosji

Kacper Rękawek: Dla nas jest to coś niepokojącego, bo dzieje się bardzo blisko Polski. Nie jest to jednak nic nowego. International Centre for Counter-Terrorism (ICCT) trzy lata temu opublikowało mój tekst o tym, jak Rosjanie stosują terroryzm państwowy przeciw Ukrainie na wielu płaszczyznach i na masową skalę. Tekst wychodzi od tego, że Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze oskarżył o terroryzowanie ludności cywilnej dowódcę wojsk Bośniackich Serbów oblegających Sarajewo. I Rosjanie robią to samo co Bośniaccy Serbowie - atakują cele cywilne w Ukrainie, chcąc zastraszyć ludność cywilną, ale nikt ich o terroryzm nie oskarża. To, co na Zachodzie wciąż jeszcze powszechnie określa się mianem wojny hybrydowej, ja i ICCT od kilku lat nazywamy terroryzmem państwowym.

Rosja prowadzi kampanię terrorystyczną każdej zimy z jasnym przesłaniem: wyłączymy wam prąd, ogrzewanie, pozbawimy was bieżącej wody itd. Coraz częściej celem rosyjskich ataków dronowych czy rakietowych stają się zwyczajne osiedla mieszkalne jak chociażby w Dnieprze (w czerwcowym ataku zginęło tam 15 osób - PAP). Znam mieszkańców jednego z tych zaatakowanych osiedli - ci ludzie nie mają nic wspólnego z wojną. Ataki na bloki-falowce mają na celu sterroryzowanie zwyczajnych ludzi, którzy mimo wszystko zdecydowali się zostać w kraju. Chodzi o to, by Ukraińcy zaczęli się bać, żeby doszli do wniosku, że skoro coś takiego spotkało osiedla w Dnieprze, to im też może się to przydarzyć. Może więc lepiej spakować się i wyjechać? Celem jest więc wymuszenie masowej ucieczki ludności cywilnej, by populacja Ukrainy jeszcze bardziej się skurczyła - np. z 25 do 15 mln ludzi, co de facto „wyłączyłoby" ten kraj.

Wracając do pytania - rzeczywiście fizyczna bliskość rosyjskiego terroru państwowego sprawia, że opinia publiczna w Polsce zaczyna zwracać na to większą uwagę. Przypomnę jednak, że niedługo po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę Rosjanie zaatakowali bazę wojskową w Jaworowie tuż przy granicy z Polską. Gromadzili się w niej ochotnicy międzynarodowego legionu, który miał walczyć po stronie ukraińskiej (w ataku w marcu 2022 zginęło kilkadziesiąt osób, w tym trzech byłych żołnierzy brytyjskich - PAP). To nie jest więc tak, że dopiero teraz zaczęli uderzać przy naszej granicy, choć ataków na pociągi nie było dotąd rzeczywiście dużo.

Nowością jest na pewno to, że celem ataku z 13 września br. mógł być pociąg z VIP-ami wracającymi z konferencji Yalta European Strategy (YES) w Kijowie. Ukraińskie koleje państwowe utrzymują, że pociąg z b. premierami Wlk. Brytanii i Szwecji Borisem Johnsonem i Carlem Bildtem ze względów bezpieczeństwa odjechał ze stacji wcześniej niż planowano. Dron uderzył w lokomotywę innego pociągu pasażerskiego Kijów-Warszawa), który znalazł się w tym miejscu chwilę później.

PAP: W strefie zagrożenia, czyli na stacji, wciąż przebywał też pociąg z byłym szefem CIA Dawidem Petraeusem…

K.R: Z Kijowa do Polski wyjeżdża codziennie określona liczba pociągów, więc nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby domyślić się, że ważni goście będą jechali w jednym czy w dwóch spośród składów. Ten atak miał na celu również zastraszenie, tym razem cudzoziemców, którzy wciąż jeszcze jeżdżą do Kijowa. Proszę zwrócić uwagę na rosyjską perfidię - niby atak był przypadkowy, bo pociągów jest „dużo", ale tak naprawdę należałoby to interpretować jako próbę politycznego zabójstwa na zamówienie Kremla. Atak przecież mógł się udać.

Wszystko to spina się w zakrojoną na szeroką skalę kampanię państwowego terroru przeciwko Ukrainie. Jej częścią są też zamachy terrorystyczne w głąb kraju. Rosjanie najpierw wyszukują Ukraińców, emerytów, młodzież i dzieci, których następnie szantażują, głównie w sieci, bądź przekupują, by nosili ładunki wybuchowe na komisariaty policji, wojskowe komendy uzupełnień, itp. Dzieje się to według określonego scenariusza - oto starsza pani przychodzi do „wojenkomatu" z paczką dla dajmy na to pułkownika Pawłowa. Zanim dyżurnemu uda się sprawdzić, że nikogo o takim nazwisku nie ma, ładunek jest odpalany zdalnie ze smartfonu. SBU informowała też o próbach podkładania bomb w kawiarniach w centrum Kijowa. Wojna przeciwko Ukrainie prowadzona jest więc nie tylko na linii frontu, ale i głęboko na tyłach.

Te szeroko rozumiane tyły mogą znajdować się na terytorium państw wschodniej flanki NATO, jeśli celem jest infrastruktura, która służy do przewożenia zaopatrzenia dla armii ukraińskiej albo prominentni ludzie wspierający Ukrainę tacy jak Boris Johnson czy była premierka Finlandii Sanna Marin.

PAP: Rozumiem, że to wszystko to domena kampanii terroru państwowego?

K.R: Właśnie tym zajmuje się haskie Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu. To coś więcej niż dezinformacja czy działania prowadzone w sieci. Używamy na to angielskiego określenia „kampania kinetyczna", bo w grę wchodzi konkretne działanie - od narysowania swastyki na domach zamieszkałych przez Żydów w Paryżu, by destabilizować Francję, po akty sabotażu, podpalenia czy zabójstwa i zamachy terrorystyczne. Wachlarz aktywności jest bardzo szeroki. Jak to w Rosji bywa, wszystkie te akty nie układają się w spójną strategię, ale w którymś momencie ze sobą się zazębią i efekt może być potężny.

Gdyby wybuch na torach pod Garwolinem w listopadzie 2025 roku doprowadził do wykolejenia się pociągu i katastrofy kolejowej, w której zginęliby ludzie, nie musiałbym dziś nikogo przekonywać, że rosyjskie akty sabotażu to terroryzm państwowy. Niestety wciąż muszę to robić, bo „przecież nic wielkiego jeszcze się nie stało". Takich akcji było więcej. Na lotnisku w Lipsku znaleziono drona z materiałem wybuchowym, który mógł eksplodować. Z Litwy wysyłano przy użyciu kurierów paczki z materiałami wybuchowymi. Kiedy bowiem próbuję przekonać kolegów z Zachodu do tego, że Rosja stosuje metody terrorystyczne, mówią mi: „OK, no to wskaż nam rosyjski zamach w stylu ataku na Bataclan» (zamachy islamistów z listopada 2015 na trzy cele w Paryżu, w tym teatr Bataclan, w których zginęło 130 osób - PAP).

Jak dotąd nie doszło do jakieś wielkiej tragedii, ale wcale nie dlatego, że Rosjanie są ostrożni. Powód jest dużo bardziej banalny: te ataki się im nie udały. Mamy sporo szczęścia, swoje zrobiły służby, udaremniając różne zamachy, ale w końcu Rosji się uda. ABW zastrzega, że nie jest w stanie upilnować każdego metra infrastruktury kolejowej.

Od "pospolitego ruszenia" do centralizacji

PAP: Czy ktoś w Rosji kieruje tą kampanią czy mamy do czynienia z „pospolitym ruszeniem"?

K.R: Wszystko to zaczęło się jako „pospolite ruszenie" i improwizacja. Rosjanie nie sądzili, że będą musieli sięgnąć po tego typu środku. Zakładali bowiem, że pokonają Ukrainę w trzy dni. Już wiosną 2022 r. rządzący na Kremlu doszli do wniosku, że trzeba jakoś „ukarać" ludzi, państwa, struktury, organizacje czy firmy, które utrudniają im pokonanie Ukrainy, ale rozkręcenie tej kampanii zajęło im czas, ona nabrała rumieńców dopiero w 2024 i potem została scentralizowana.

Oprócz obiektów infrastruktury krytycznej celem ataków są określone kategorie ludzi. Po pierwsze są to rosyjscy dysydenci albo przeciwnicy reżimu tacy jak Simon Skarpecki zabity w Białej Podlaskiej krytyk Putina. Nie był on żadnym ważnym opozycjonistą typu Nawalny, ale zlecając jego zabójstwo, Rosjanie chcieli wysłać sygnał podobnym mu aktywistom: „Wiemy, co robicie, dopadniemy was!".

Druga kategoria celów to rosyjscy defektorzy tacy jak pilot śmigłowca Maksim Kuzminow, który po przejściu na stronę Ukrainy osiedlił się w Hiszpanii i tam został zamordowany. Przesłanie? „Uciekłeś z frontu, zdradziłeś, dopadniemy cię!". Trzecia kategoria to przemysłowcy spoza Rosji. Sztandarowy przykład to udaremniona przez niemieckie i amerykańskie służby próba zamachu na Armina Pappergera, szefa niemieckiego koncernu zbrojeniowego Rheinmetall.

Wygląda na to, że rosyjskie służby wzięły też na cel szefów mniejszych europejskich firm w ten czy inny sposób pomagających Ukrainie, głównie z branży dronowej w Czechach, Słowacji, Polsce czy Niemczech. To najczęściej niewielkie start-upy, które nie mają ochrony i nawyków bezpieczeństwa, więc są potencjalnie dużo łatwiejszym celem niż prezes Rheinmetallu.

Kolejna grupa to politycy, poczynając od Zełenskiego. Prezydent Ukrainy nie jest łatwym celem, ale często podróżuje po świecie i zwykle zaczyna lot z Polski, więc do zamachu może dojść na naszym terytorium. W tej grupie ryzyka są także mniej ważni politycy albo przedstawiciele ukraińskich elit, którzy w opinii Kremla szkodzą Rosji, bo np. prowadzą kampanie fundraisingowe na rzecz swego kraju. I tak np. w lipcu br. polskie służby udaremniły w Warszawie zamach na ukraińskiego rapera i wideoblogera Alberta Wasiliewa.

Możliwe scenariusze

PAP: Porozmawiajmy o możliwych scenariuszach. Szef polskiego rządu ostrzega, że jesień i zima będą kluczowe dla przebiegu wojny w Ukrainie. Czego możemy się spodziewać, jeśli chodzi o rosyjski terroryzm państwowy? Na co powinniśmy się przygotować?

K.R: Donald Tusk wie znacznie więcej niż ktoś taki jak ja, więc te ostrzeżenia należy traktować bardzo poważnie. To wszystko układa się w większą całość. Ukraińcy od kilku miesięcy mówią, że zima 2026/27 będzie wyjątkowo ciężka. Przygotowują zarówno siebie, jak i nas do tego, że Rosja zagra naprawdę mocną kartą, eskalując to wszystko, co robi od 2024 roku.

Trudno przewidzieć, czy Kreml zdecyduje się na coś nowego i spektakularnego - jakąś wojskową prowokację w Estonii, w Mołdawii czy Naddniestrzu. Wydaje mi się, że raczej będzie to więcej tego, co już doświadczamy - jeszcze więcej prowokacji, wysyłania dronów czy rakiet na terytorium krajów wschodniej flanki, aktów sabotażu, prób zamachów, ale nie mogę wykluczyć punktowego powrotu, na małą skalę, do koncepcji „zielonych ludzików" rodem z Donbasu w 2014 r.

Środki i metody zostaną dostosowane do specyfiki kraju. Weźmy np. niedawny przykład z Holandii. 15 września 2026 roku, w dużej części tego kraju doszło do paraliżu ruchu kolejowego w wyniku sabotażu infrastruktury w ponad 30 lokalizacjach. W Niderlandach pociągi są tak ważne dla funkcjonowania kraju, jak w Polsce blik i paczkomaty. Połowa Holendrów dojeżdża codziennie do pracy koleją. Akcja z połowy września dotknęła ich więc do żywego. W dodatku do akcji na kolei doszło w symbolicznym terminie - w holenderski dzień budżetowy (Dzień Księcia), kiedy król odczytuje mowę tronową, a rząd przedstawia plany finansowe państwa na przyszły rok.

Podsumowując, spodziewałbym się czegoś takiego jak sabotaż kolejowy w Holandii - jakieś skoordynowanej akcji na większą skalę dostosowanej do polskiej, niemieckiej, francuskiej, czeskiej czy litewskiej specyfiki. Zamiast 20 dronów - 200. Nie jeden ładunek na torach, tylko kilkadziesiąt. Nie oczekujmy desantu rosyjskich komandosów na Półwyspie Helskim, bo do czegoś takiego nie dojdzie.

Rozmawiał Jacek Pawlicki

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
oprac. Piotr Kozłowski

Dziennikarz, redaktor i korektor z wieloletnim doświadczeniem. Przez lata publikował teksty, głównie kulturalne, w rozmaitych mediach, takich jak Gazeta Wyborcza, Wprost, Wirtualna Polska. W Dziennik.pl od 2017 roku, obecnie jako wydawca i redaktor newsroomu.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraNapaść i kradzież tajemniczej saszetki w centrum Płocka. Miały paść strzały »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj