Zdaniem eksperta think tanku Foreign Policy Research Institute (FPRI) przemówienie Grynkewicha było zbyt ostrożne, a przedstawione konsekwencje potencjalnego ataku - zbyt łagodne. Wasielewski przyznał, że zaniepokoiła go przedstawiona przez amerykańskiego generała wizja reakcji NATO na potencjalną agresję Rosji.
Grynkewicz mówił "zbyt ostrożnie"
Przemawiając na konferencji Warsaw Security Forum, Grynkewich powiedział, że w pierwszej fazie wojska lądowe NATO mają zdominować natarcie w punkcie styku, związać formacje przeciwnika manewrem i uniemożliwić mu zajęcie terytorium Sojuszu. Potem miałyby "stępić" atak napastnika oraz wszystko to, co wspiera jego siły, zaopatruje je i nimi dowodzi. "W razie potrzeby rozbijemy wojska wroga i system operacyjny walki, który jest przeciwko nam skierowany – zapowiedział. - Formacje wroga zostaną pozbawione uzupełnień. Dowódcy wroga nie będą w stanie kontrolować swoich sił. Jednostki wroga i ich potencjał wsparcia zostaną zredukowane i zniszczone - dodał.
Grynkiewicz "krępowany" przez Biały Dom i RP NATO
Jak zauważył Wasielewski, Grynkewich nie przedstawił wystarczająco wyraźnie potencjalnych konsekwencji dla Rosji. Przypomniał, że generał wprost powiedział, że celem NATO nie byłoby doprowadzenie do "strategicznej porażki" wroga, a jedynie odparcie inwazji. "To oznaczałoby, że wojna toczyłaby się głównie na terytorium NATO" - podkreślił emerytowany oficer marines. Zastrzegł przy tym, że jego krytyka nie jest wymierzona w samego Grynkewicha. Krępują go dwie biurokracje: Biały Dom i Rada Północnoatlantycka NATO, które muszą zatwierdzić każde jego wystąpienie - zauważył Wasielewski.
Ekspert: nie powiedziano nic o cenie, którą zapłaci Rosja
Jego zdaniem przemówienie Grynkewicha przypomina tekst "napisany przez ostrożny komitet", a nie dowódcę. Skupia się ono na zablokowaniu, a następnie wyhamowaniu rosyjskiego ataku, ale nie mówi o tym, by sprawić, że Moskwa zapłaci za agresję cenę we własnym kraju - podkreślił. Analityk przyznał, że w wystąpieniu generała pojawiła się zapowiedź atakowania sił i zdolności, które wspierają, zaopatrują lub kontrolują atakujące wojska. Uznał jednak, że to najważniejsze sformułowanie nie zostało wyeksponowane. Według niego dotyczy ono wyłącznie celów wojskowych, bez odniesienia do rosyjskiego potencjału przemysłu zbrojeniowego czy celów politycznych. "Co najwyżej w najlżejszy sposób sugeruje to uderzenia w głębi Rosji" - dodał.
"W praktyce mówimy Rosjanom: okej, tak, możecie najechać połowę państw bałtyckich. Gdyby poszli tak daleko, jak na początku na Ukrainie, dotarliby prawie do Morza Bałtyckiego. Ale nawet bez tego mogliby zniszczyć znaczną część tych krajów" - ocenił. Ekspert FPRI ostrzegł, że przy takiej strategii Rosja mogłaby najechać państwa bałtyckie i część Polski, zniszczyć je, a następnie wycofać się, by odbudować siły. "Poza stratami żołnierzy, na których Putinowi nie zależy, nie poniosłaby żadnej ceny. Byłoby to jak współczesny najazd mongolski, który niszczy kraj – powiedział. Zwrócił uwagę, że po takim scenariuszu państwa regionu mogłyby zadać sobie pytanie, co dało im członkostwo w Sojuszu, a nie - jak sugeruje przemówienie" - związać się z nim ściślej.
"Rosjanie obawiają się naszej broni precyzyjnej"
"Rosjanie od czasów Reagana obawiają się naszej broni precyzyjnej. Nic nie stoi na przeszkodzie, by powiedzieć: to, co Ukraina robi z waszym kompleksem wojskowo-przemysłowym i naftowym, zrobimy dziesięć razy skuteczniej" - uważa Wasielewski. Dodał, że Sojusz powinien odwrócić słowa szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa i zapowiedzieć, że w przypadku ataku zajmie się "źródłowymi przyczynami" rosyjskiej agresji. Ekspert ocenił, że rosyjskie groźby, potrząsanie "nuklearną szabelką” i sabotaż - których, jego zdaniem, nie należy nazywać wojną hybrydową, lecz "państwowym terroryzmem" - mają zniechęcić Europę do wspierania Ukrainy. "Bez tego wsparcia Ukraina traci głębię strategiczną i dlatego jest to dla Rosji tak ważne" - podkreślił.
Były oficer CIA o wojnie Rosji z Ukrainą
Pytany o wydźwięk przemówienia Grynkewicha w obliczu możliwego ograniczenia obecności wojsk USA w Europie, Wasielewski powiedział, że nie wierzy w szybkie decyzje w tej sprawie. "Poczekałbym, aż zobaczę ciężarówki z przeprowadzkami pod amerykańskimi bazami. Kongres zakazał takich kroków, a po listopadowych wyborach jego skład może się znacząco zmienić" - zaznaczył. Według niego administracja jest skupiona na wyborach śródokresowych, a jedynymi osiągnięciami polityki zagranicznej, które mogłyby jej pomóc w głosowaniu, byłyby przełom w sprawie Iranu lub wojny Rosji z Ukrainą. "Poziom sił w Europie nikogo teraz nie interesuje" - ocenił. Przyznał też, że wątpi w to, by administracja chciała toczyć z Kongresem kolejną walkę i zdążyła zrealizować wycofanie dziesiątek tysięcy żołnierzy w ciągu dwóch lat.
Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.
