Powieść "Lalka", którą napisał Bolesław Prus doczekała się dwóch nowych ekranizacji. Jedna to film, którego uroczysta premiera odbyła się w poniedziałek, 28 września w Teatrze Wielkim, druga to serial wyprodukowany przez platformę Netflix.
Spór o "Lalkę" Netflixa
To właśnie ta druga adaptacja od dnia premiery wywołuje skrajne emocje. Wielu widzów grzmi, że serial nie ma zbyt wiele wspólnego z oryginałem. Nie podoba im się m.in. wulgarny język używany przez aktorów a także zmiany w fabule, jakie wprowadzili twórcy.
Leszek Miller zabrał głos na temat "Lalki" Netflixa
Do sporu wokół "Lalki" dołączył również były premier, czyli Leszek Miller. W sieci zamieścił post, w którym wyraził swoją opinię. Ledwie zdążyła ukazać się "Lalka" Netfliksa, już rozpoczęło się narodowe czuwanie przy trumnie Bolesława Prusa - napisał na Facebooku.
Najpoważniejszy zarzut brzmi: to nie jest "Lalka" Prusa. Oczywiście, że nie. "Lalka" Prusa leży w księgarni i ma prawie tysiąc stron. Serial powstał prawie półtora wieku później. Adaptacja nie jest przysięgą wierności każdemu przecinkowi autora. Gdyby nią była, zamiast reżysera wystarczyłby bibliotekarz, który przez kilka godzin przewracałby przed kamerą kolejne kartki książki - napisał Leszek Miller.
Leszek Miller ocenił aktorów "Lalki"
Były premier skomplementował twórców serialu. Jego zdaniem Tomasz Schuchardt świetnie wcielił się w Wokulskiego, który potrafi pomnażać majątek, ale nie umie zapanować nad uczuciami. Leszek Miller uznał również, że Sandra Drzymalska w roli Łęckiej wypadła tak, że trudno wobec niej pozostać obojętnym. Można jej nie znosić. Można być nią zafascynowanym. Jest żywa i właśnie dlatego tak przekonująca - napisał Miller.
W swoim wpisie były premier odniósł się również do politycznego podwórka. Wspomniał o relacjach między ludźmi, którzy mają pieniądze a tymi, którzy posiadają status społeczny, ale pieniądze tracą. Jedni kupują pozycję, drudzy sprzedają prestiż - napisał. W latach spędzonych w polityce widziałem takich scen mnóstwo. Niektóre śmieszyły. Częściej żenowały i smuciły - dodał.
"Klasyki nie zabija ten, kto..."
Na koniec stwierdził, że jego polonistka ceniłaby sobie tę wersję "Lalki". Tak czy inaczej, serial jest dużym sukcesem i zaprzeczeniem wielu produkcji, które zapomina się po pięciu minutach. Jestem pewien, że moja polonistka, która ceniła sobie odwagę myślenia twórcom nowej "Lalki" wystawiłaby najwyższe noty - napisał.
Klasyki nie zabija ten, kto ma odwagę się z nią spierać. Zabija ją ten, kto stawia ją na piedestale, odgradza sznurem i każe podziwiać w ciszy - dodał.
Marta Kawczyńska – dziennikarka Dziennik.pl. Ukończyła Filologię Polską na Uniwersytecie Warszawskim ze specjalizacją animacja kultury, jest też psychoterapeutką tańcem i ruchem (DMT). Pracowała m.in. w Gazecie Stołecznej, Super Expressie, TVP. Jest autorką książki "Alopecjanki. Historie łysych kobiet" oraz współautorką poradników "Nastolatka". Specjalizuje się w tematyce show-biznesowej oraz społecznej. W Dziennik.pl zajmuje się działem życie gwiazd, nostalgia, kultura. Prowadzi podcasty "Kawka z…" i "Dziennik Kryminalny" emitowane na kanale DGP Infor na Youtubie.
