Dziennik.pl logo

Psycholog o atakach w szkołach. "Obraz rówieśnika, o którym mówi cały kraj, może brzmieć jak obietnica" [ROZMOWA]

szkoła
W piątek 9 października mazowieckie szkoły i przedszkola zostały objęte dodatkowym monitoringiem przez policję wspieraną przez straże miejskie/PAP
W piątek 24 tys. policjantów wspieranych przez straże miejskie monitorowało szkoły i ich otoczenie. Z kolei CBZC we współpracy z ABW monitorowało sytuację w internecie. W ostatnich dniach na Mazowszu doszło do dwóch aktów przemocy w szkołach - nastolatkowie zaatakowali z nożami. "Przyczyny tych konkretnych ataków ustalą śledczy i biegli. Psychologia może wskazać czynniki ryzyka, które się powtarzają, z zastrzeżeniem, że żaden z nich sam niczego nie przesądza" - powiedział dziennik.pl dr. Mateusz Grzesiak, psycholog i wykładowca akademii WSB.

Trzeba brać pod uwagę możliwość naśladownictwa

To co się teraz dzieje, to nie jest jednorazowy incydent, to już bardzo niepokojące zjawisko. Jak Pan, jak psycholog by to nazwał?

Nazwałbym to serią poważnych aktów przemocy, w której trzeba brać pod uwagę możliwość naśladownictwa. Na dziś nie wiadomo, co kierowało sprawcami, więc każde gotowe wyjaśnienie byłoby przedwczesne. Badania amerykańskie nad strzelaninami, także szkolnymi, wykazały w modelu statystycznym przejściowy wzrost prawdopodobieństwa podobnych zdarzeń po głośnym ataku, utrzymujący się średnio około 13 dni. Jednym z możliwych wyjaśnień jest naśladownictwo, znane wcześniej z badań nad samobójstwami młodych ludzi. Takie analizy opisują jednak wzorzec statystyczny i nie mówią, dlaczego konkretna osoba zaatakowała w Ostrołęce czy pod Wyszkowem. Ostrożnie podchodziłbym też do tezy, że młodzi ludzie jako grupa "coraz częściej wybuchają". Ogromna większość nastolatków, również tych w głębokim kryzysie psychicznym, nikogo nie krzywdzi. Kilka ataków w ciągu kilku dni, choć wstrząsających, nie jest miarą kondycji całego pokolenia.

Doświadczenie przemocy rówieśniczej i problemy psychiczne

Gdybyśmy pokusili się o analizę powodów, dla których tak się dzieje, to jakie by Pan znalazł?

Przyczyny tych konkretnych ataków ustalą śledczy i biegli. Psychologia może wskazać czynniki ryzyka, które się powtarzają, z zastrzeżeniem, że żaden z nich sam niczego nie przesądza. Amerykańskie służby zajmujące się oceną zagrożeń przeanalizowały kilkadziesiąt ataków na szkoły, także z użyciem noży. U sprawców zwykle współwystępowało kilka czynników naraz, a często powtarzały się doświadczenie przemocy rówieśniczej i problemy psychiczne, w tym objawy depresyjne. Motywy bywały jednak różne: zemsta za realne lub wyobrażone krzywdy, konflikty, fascynacja przemocą i wcześniejszymi sprawcami, poszukiwanie rozgłosu. Jednego profilu ani jednego mechanizmu nie da się z tego zbudować.

Rola środowiska cyfrowego

Do tego dochodzi środowisko cyfrowe. Systemy rekomendacji mogą wzmacniać kontakt z podobnymi treściami. W niektórych społecznościach internetowych przemoc bywa normalizowana, sprawcy dawnych ataków zaś uchodzą tam za idoli. Policja informuje o forach, także zamkniętych, na których młodzi wymieniali się informacjami o przygotowaniu podobnych zdarzeń. Samo oglądanie przemocy nie prowadzi automatycznie do jej naśladowania. U osoby, która już nosi w sobie złość i poczucie krzywdy, takie środowisko może jednak sprzyjać normalizacji agresji i osłabiać zahamowania wobec przemocy. Osobną sprawą jest to, jak rzadko w wielu domach rozmawia się z nastolatkami o emocjach. Dziecko może codziennie jeść kolację z rodzicami i przez pół roku nie usłyszeć pytania, jak naprawdę się czuje. To nie wyjaśnia przemocy, ale może sprawiać, że kryzys młodego człowieka długo pozostaje niezauważony.

Sygnały zagrożenia

Mówiono, że to co się dzieje, to efekt jednego z internetowych challenge'ów. Ostatecznie hipoteza ta została oficjalnie odrzucona. Jak się zachować, kiedy pojawi się niebezpieczny challenge, na co zwracać uwagę?

Na dziś policja sprawdza, czy za atakami stoi internetowe wyzwanie, ale tego nie potwierdziła. Z psychologicznego punktu widzenia ryzyko mogą tworzyć same nagrania i opisy krążące w sieci i omawiane jak droga do rozgłosu, niezależnie od tego, czy formalny "challenge" istnieje. Rodzice mogą zapytać wprost, czy dziecko widziało takie treści i co o nich myśli. Pytanie zadane spokojnie, bez przesłuchania, daje szansę usłyszeć coś, czego inaczej nikt by nie usłyszał. Dorośli powinni też odróżniać dwa rodzaje sygnałów. Wycofanie, smutek, drażliwość czy spadek ocen mogą sygnalizować kryzys i wymagają zainteresowania oraz wsparcia, najlepiej z udziałem specjalisty. Sygnałem zagrożenia są konkretne groźby albo plan ataku, zwłaszcza gdy towarzyszy im gromadzenie niebezpiecznych przedmiotów. Do tej grupy należą też zapowiedzi w rodzaju "zrobię coś w szkole" albo "jeszcze będzie o mnie głośno", jeśli padają w kontekście wypowiedzi o przemocy lub zemście. Takie sytuacje wymagają pilnej reakcji: powiadomienia szkoły, a przy bezpośrednim niebezpieczeństwie telefonu pod 112. Słowa tego rodzaju traktuje się poważnie, nawet gdy brzmią jak żart.Dzieci powinny usłyszeć jasno, że mówiąc dorosłemu o takich słowach kolegi, chronią potencjalne ofiary i jego samego. Nagrań z ataków nie udostępnia się dalej, także z oburzeniem, bo każde udostępnienie zwiększa ich zasięg. Młodzi ludzie mogą bezpłatnie porozmawiać pod numerem 116 111, a rodzice i nauczyciele szukający porady pod 800 100 100.

Dr Mateusz Grzesiak
Dr Mateusz Grzesiak/ Bernard Hołdys / DasAgency Style Hartwig

Czy przemoc wyzwala przemoc?

Czy przemoc wyzwala przemoc? Czy to bardziej zachowaniem kieruje funkcja naśladownicza - oni byli sławni, to ja też będę?

Może, choć nie w prosty, automatyczny sposób. Psychologia uczenia się społecznego od dekad pokazuje, że ludzie, szczególnie młodzi, przejmują zachowania, które widzą nagradzane, a nagrodą bywa sama uwaga. Dla nastolatka, który od lat czuje się nikim, obraz rówieśnika, o którym mówi cały kraj, może brzmieć jak obietnica, że wreszcie ktoś go zobaczy. Ten mechanizm może działać u części osób, ale nie tłumaczy każdego ataku. Badacze radykalizacji opisują potrzebę znaczenia. Człowiek, który traci poczucie, że się liczy, bywa gotów zapłacić za jego odzyskanie bardzo wysoką cenę. W analizach ataków na szkoły poszukiwanie rozgłosu pojawia się wśród motywów, zwykle obok innych, takich jak zemsta czy konflikt z rówieśnikami. Doniesienia, że jeden z napastników miał na głowie kamerę, każą rozważyć, czy nagranie i potencjalna publiczność mogły mieć znaczenie dla jego motywacji. Tę hipotezę zweryfikuje śledztwo. Niezależnie od motywów konkretnych sprawców wynika z tego odpowiedzialność mediów i użytkowników sieci. Im mniej nazwisk, twarzy, nagrań i szczegółów dotyczących sprawców, a im więcej uwagi dla poszkodowanych i ludzi, którzy zareagowali, tym mniej pożywki dla ewentualnych naśladowców.

Czy współczesny nastolatek potrafi jeszcze powiedzieć "nie daję rady", czy raczej pokazuje kryzys zachowaniem? Kiedy bunt jest buntem, a kiedy wołaniem o pomoc?

Często nie potrafi, choć nie ze złej woli. Żeby powiedzieć "nie daję rady", trzeba umieć nazwać własny stan i mieć obok kogoś, przy kim przyznanie się do słabości nie kończy się wykładem albo kpiną. Wielu nastolatkom brakuje jednego lub drugiego, więc kryzys wychodzi przez zachowanie. U młodych ludzi depresja może objawiać się również drażliwością, nie tylko obniżonym nastrojem, co kryteria diagnostyczne wprost uwzględniają. Ostrej granicy między buntem a wołaniem o pomoc nie ma. Nastolatek w depresji może nadal spotykać się ze znajomymi, a zdrowy, zbuntowany nastolatek może zamknąć się przed rodziną. Bardziej niż rodzaj zachowania liczy się zmiana w porównaniu z tym, jaki był wcześniej. Ważne jest też, jak długo ta zmiana trwa, jak jest nasilona i czy utrudnia codzienne życie w domu i w szkole. Kilka gorszych dni po kłótni może mieścić się w normie rozwojowej, jeśli nie towarzyszą im poważne sygnały zagrożenia. Gdy przez kolejne tygodnie znikają dawne zainteresowania, zmienia się sen, nagle spadają oceny, a nastolatek wycofuje się z kontaktów, to sygnał, żeby poszukać pomocy specjalisty. Zdań w rodzaju"„beze mnie byłoby łatwiej" nie zbywa się jako buntu nigdy, bez względu na to, jak długo trwa zły nastrój.

Dlaczego rodzice tak często interpretują wycofanie, agresję czy izolację jako "trudny charakter"?

Psychologia społeczna od dawna opisuje skłonność do tłumaczenia cudzych zachowań cechami osoby, przy pomijaniu sytuacji, w której ta osoba się znajduje. Rodzice nie są tu wyjątkiem. Dochodzi do tego specyfika wieku: dojrzewanie rzeczywiście przynosi wahania nastroju i dystans wobec dorosłych, więc część niepokojących sygnałów łatwo położyć na karb wieku. Sporo zależy też od wiedzy. Wielu dorosłych spodziewa się, że kryzys psychiczny wygląda jak smutek i płacz, a widzi złość i trzaskanie drzwiami. Rodzic, który sam jest przeciążony, ma siłę reagować na zachowanie, ale często brakuje mu przestrzeni, żeby szukać jego źródła. Część rodziców wyniosła też z własnego domu przekonanie, że trudne emocje się przeczekuje, a nastolatki „z tego wyrastają”. Czasem wyrastają. Czasem przez ten czas zostają z problemem zupełnie same.

Czy szkoła jest bezpiecznym miejscem?

Czy szkoła jest dzisiaj miejscem, w którym młody człowiek może bezpiecznie powiedzieć: "mam problem"?

Formalnie tak, w praktyce bardzo różnie. Sama obecność psychologa w budynku nie wystarcza, jeśli uczeń boi się, że rozmowa skończy się wezwaniem rodziców przy całej klasie albo plotką w pokoju nauczycielskim. Nastolatek waży to ryzyko bardzo dokładnie, a najgorszym scenariuszem bywa dla niego ośmieszenie przed rówieśnikami. Zaufanie buduje przejrzystość. Psycholog nie może obiecać pełnej poufności, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo ucznia lub innych osób. Uczeń powinien znać te zasady z góry: wiedzieć, co zostaje w gabinecie, a w jakich sytuacjach w sprawę zostaną włączeni inni dorośli. Liczy się też kultura szkoły. Tam, gdzie najważniejsze są oceny i wyniki, przyznanie się do kryzysu wygląda jak przyznanie się do porażki, więc uczeń szybko uczy się nie sprawiać kłopotu. Relacja z dorosłym, który zna ucznia na tyle, by zauważyć zmianę w jego zachowaniu, jest podstawą, ale sama empatia nauczycieli nie wystarczy. Analizy ataków na szkoły prowadzą do wniosku, że szkoły potrzebują zespołu oceniającego zgłoszone zagrożenia oraz poufnego kanału, którym można je przekazać. Próg reagowania powinien być niski, tak żeby szkoła zajmowała się uczniem, który cierpi, na długo zanim ktokolwiek zacznie się go bać. Szkoła powinna też maksymalnie chronić poufność ucznia, który zgłasza niepokojące słowa kolegi, nie obiecując mu anonimowości, której nie zawsze może zagwarantować. Jeśli jego nazwisko wypłynie bez potrzeby, następnym razem nikt nic nie powie.

Samotność jako czynnik ryzyka?

Czy samotność jest jednym z największych, niedocenianych czynników ryzyka?

Jako czynnik ryzyka kryzysu psychicznego tak, i to niedoceniany. Samotność wiąże się u młodych ludzi z wyższym ryzykiem depresji, lęku, samookaleczeń i myśli samobójczych. Trudno ją przy tym zobaczyć: nastolatek może mieć setki kontaktów w telefonie i nie mieć nikogo, komu powiedziałby prawdę o sobie, a z zewnątrz wszystko wygląda normalnie. Z przemocą wobec innych sprawa wygląda inaczej. Samotność sama w sobie nie czyni nikogo napastnikiem i nazywanie jej jednym z największych czynników ryzyka ataku byłoby nadużyciem. Ogromna większość samotnych nastolatków cierpi po cichu i nikomu nie zagraża. Niepokój o możliwość przemocy jest szczególnie uzasadniony wtedy, gdy na izolację nakładają się inne czynniki, na przykład silne poczucie krzywdy szukające odwetu albo środowisko gloryfikujące przemoc. Te dwie sprawy trzeba trzymać osobno, bo samotne dziecko potrzebuje kontaktu i wsparcia, a podejrzliwość tylko pogłębia jego izolację. Pytanie nie brzmi, jak rozpoznać przyszłego napastnika. Brzmi, kto w otoczeniu nastolatka zauważy, że od miesięcy nikt go naprawdę nie widzi.

dr Mateusz Grzesiak — psycholog, wykładowca akademicki, doradca strategiczny

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Beata Zatońska
Beata Zatońska

Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraTrump przeprowadził "bardzo udaną rozmowę" z Putinem. Takie są ustalenia »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj