Polskie pary rozchodzą się na potęgę. W ciągu ostatnich dwóch lat liczba rozwodów wzrosła o 22 proc., a separacji było trzy razy więcej niż w 2004 r. Wiele par decyduje się na fikcyjne rozstanie, by dostać dodatkową pomoc socjalną - pisze DZIENNIK.
Anna i Grzegorz W. z niewielkiej miejscowości pod Toruniem mają czwórkę dzieci. Najmłodsza Oliwia ma pięć miesięcy, najstarszy Damian - osiem lat. Anna opiekuje
się dziećmi. Grzegorz pracuje na czarno jako magazynier, stracił prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Do domu przynosi 650 zł. Rodzina dostaje dodatkowo 224 zł zasiłku na dzieci. "Jak z
tego wyżyć, jak kupić ubranie, przybory szkolne? Po opłaceniu wszystkich rachunków i czynszu zostaje mi 400 zł na sześć osób" - skarży się Anna.
Rodzina wprawdzie dostaje jeszcze czasami niewielką pomoc społeczną, ale to nadal za mało, aby przetrwać z dnia na dzień. "Tego, jak boli serce matki, która widzi, że jej dziecko męczy się w za małych butach, bo woli, aby nie chodziło głodne, nie zrozumie nikt, kto tego nie przeżył" - mówi gorzko Anna.
Dlatego państwo W. zdecydowali się na desperacki krok - separację i w końcu rozwód. Bo w gminie, w której mieszkają, rodzic samotnie wychowujący dzieci, z prawomocnym orzeczeniem sądowym o rozwodzie, dostaje 400 zł dodatku.
"To dla nas majątek. Takie być albo nie być dla naszej rodziny" - tłumaczy ojciec. Rozwód przebiegł wyjątkowo szybko. "Mąż wziął na siebie winę, ja powiedziałam, że pije, bije i nie szanuje, ma inną kobietę i w ogóle" - relacjonuje Anna. Potem zaczęła się mistyfikacja. "Udajemy, że się rozstaliśmy, mąż nocuje głównie u brata, do domu przychodzi ukradkiem. Na szczęście mieszkamy na uboczu. Powiedziałam starszym dzieciom, aby nie wygadały się w szkole. Ale i tak ciągle się boję, że <dobrzy> ludzie doniosą komu trzeba" - Anna co chwilę spogląda przez okno, jakby wypatrywała zagrożenia. Czy można tak żyć na dłuższą metę? "A jakie mam wyjście? Będziemy to ciągnęli tak długo, jak tylko się da. Dla naszych dzieci" - mówi zdesperowana kobieta.
Rodzina wprawdzie dostaje jeszcze czasami niewielką pomoc społeczną, ale to nadal za mało, aby przetrwać z dnia na dzień. "Tego, jak boli serce matki, która widzi, że jej dziecko męczy się w za małych butach, bo woli, aby nie chodziło głodne, nie zrozumie nikt, kto tego nie przeżył" - mówi gorzko Anna.
Dlatego państwo W. zdecydowali się na desperacki krok - separację i w końcu rozwód. Bo w gminie, w której mieszkają, rodzic samotnie wychowujący dzieci, z prawomocnym orzeczeniem sądowym o rozwodzie, dostaje 400 zł dodatku.
"To dla nas majątek. Takie być albo nie być dla naszej rodziny" - tłumaczy ojciec. Rozwód przebiegł wyjątkowo szybko. "Mąż wziął na siebie winę, ja powiedziałam, że pije, bije i nie szanuje, ma inną kobietę i w ogóle" - relacjonuje Anna. Potem zaczęła się mistyfikacja. "Udajemy, że się rozstaliśmy, mąż nocuje głównie u brata, do domu przychodzi ukradkiem. Na szczęście mieszkamy na uboczu. Powiedziałam starszym dzieciom, aby nie wygadały się w szkole. Ale i tak ciągle się boję, że <dobrzy> ludzie doniosą komu trzeba" - Anna co chwilę spogląda przez okno, jakby wypatrywała zagrożenia. Czy można tak żyć na dłuższą metę? "A jakie mam wyjście? Będziemy to ciągnęli tak długo, jak tylko się da. Dla naszych dzieci" - mówi zdesperowana kobieta.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|
