Według relacji świadków, rozpędzony autobus jechał wąską uliczką i zamiast skręcić, pojechał prosto. Kierowca stracił panowanie nad pojazdem, uderzył w zaparkowany samochód osobowy i zmiażdżył go, przyciskając do ściany budynku, w którym była apteka.
"W samochodzie na szczęście nikogo nie było" - podali strażacy. Ranni trafili do szpitali w czterech miastach - dziewięć osób do Tychów, dwie do Katowic, jedna osoba do Sosnowca i dziewięć do Mikołowa. Cztery osoby przewiezione do Mikołowa zostały po przebadaniu zwolnione do domu. Pięć osób przyjęto na oddział urazowy, ale ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Nie wiadomo jeszcze, w jakim stanie są pozostali poszkodowani, trwają badania. Wśród rannych jest również kierowca. Policyjni psycholodzy otoczyli opieką rodziny osób, które
zginęły.
Nie wiadomo na razie, co było przyczyną wypadku. Świadkowie mówili, że słyszeli huk i widzieli dym w kabinie kierowcy. Jedna z hipotez, jakie policja bierze pod uwagę, to eksplozja gaśnicy,
ale będzie też sprawdzany stan techniczny pojazdu. Kierowca przeszedł badanie stanu trzeźwości w szpitalu, ale wyniki nie są jeszcze znane.
