Zwiększenie obecności amerykańskiej w Polsce nie jest związane z dyslokacją wojsk USA w innych krajach NATO – komentował wczoraj w TVP Info szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch doniesienia zagranicznej prasy o przenosinach żołnierzy z Niemiec.

Reklama

To czytelny sygnał, że nie chcemy, by wzmacnianie wschodniej flanki Sojuszu było bezpośrednio powiązane z poważnymi redukcjami w RFN. – Cały czas prowadzimy rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi, ale to nie jest tak, że nagle coś się zmieniło – mówi nam źródło w BBN. W tej sprawie wypowiedział się wczoraj też minister obrony Mariusz Błaszczak. Nawiązując do porozumienia prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa z 2019 r., mówił o "rozszerzeniu gamy zdolności" amerykańskich oraz "utworzeniu dowództwa dywizji w Polsce".

Według ubiegłorocznej deklaracji w naszym kraju powinno pojawić się około tysiąca dodatkowych żołnierzy USA. Czyli tylu, o ilu pisały "Der Spiegel" i "The Wall Street Journal". Do dziś jednak nie zadziało się w tej sprawie zbyt wiele. Jak przekonuje nasze źródło w Pałacu Prezydenckim, w dużej mierze za sprawą powolnego przekuwania decyzji politycznej Trumpa przez biurokrację Pentagonu. Opóźnienia dotyczą też budowy bazy tarczy antyrakietowej w Redzikowie. Wciąż nie jest ona gotowa. Obecnie mówi się, że zostanie otwarta w 2022 r., czyli cztery lata po terminie.

Sprawdziliśmy, jak wyglądają możliwości dostosowania polskiej infrastruktury do przyjęcia na jesieni tysiąca dodatkowych żołnierzy USA. – Podchodziłbym do tego z dużą rezerwą – komentuje Mariusz Cielma, redaktor naczelny "Nowej Techniki Wojskowej". – Myślę, że z deklarowanej liczby wycofywanych prawie 10 tys. żołnierzy więcej opuści Europę niż tu zostanie – dodaje. To nie jest dobra wiadomość dla Polski, bo łączne siły USA w Europie będą mniejsze.

Mieszkania w magazynach

Ewentualną dużą operację logistyczną utrudnia pandemia. O tym, ile czasu potrzeba, by przygotować przerzut znacznej ilości wojsk, przekonaliśmy się przy okazji trwających właśnie ćwiczeń DEFENDER. Zajęło to kilka miesięcy. Przerzut na dłużej jest bardziej wymagający. – Gdyby to miała być brygada bojowa, to nie ma problemu. Oni się po prostu rozstawią gdziekolwiek i będą ćwiczyć na poligonach. Ale jeśli ma to być zgrupowanie na stałe, jedyną opcją ich rozlokowania na dziś są budowane magazyny w Powidzu – mówi jeden z wysokich rangą oficerów, który współpracuje z Amerykanami.

Wycofanie wojsk z Niemiec osłabi całe NATO

Jeszcze bardziej skomplikowane niż przenosiny ludzi jest składowanie sprzętu wojskowego. Choćby baterii pocisków Patriot. Do tego potrzebne są magazyny, które regulują m.in. temperaturę i wilgotność powietrza. Polska nie ma jeszcze takich obiektów do dwóch naszych baterii, które mamy odebrać w 2022 r. Przyjęcie czegokolwiek na szybko nie wchodzi zatem w grę.

Garnizon Bawaria

Dziś Amerykanie największą bazę poza terenem USA mają właśnie w Niemczech. To Garnizon Bawaria, który liczy w sumie nawet do 40 tys. żołnierzy i cywilów. Rozmieszczeni są w czterech miastach: Garmisch-Partenkirchen, Grafenwöhr, Hohenfels i Vilseck. Garnizon wspiera 7 Dowództwo Szkolenia, które również należy do jednych z największych poza terenem Stanów Zjednoczonych. Z kolei w Vilseck stacjonuje legendarny 2 Pułk Kawalerii, który zasłynął udziałem w walkach z Armią Mahdiego w bagdadzkim Madinat as-Sadr w 2004 r. i pacyfikowaniem rebelii talibskiej w Kandaharze, jednej z najtrudniejszych prowincji afgańskich.

Grafenwöhr to z kolei zajmujący 232 km kw. największy poligon NATO w Europie. To właśnie z tego rejonu przeniesiono żołnierzy z 1 Dywizji Kawalerii na wschodnią flankę NATO tuż po aneksji Krymu w 2014 r. W ramach misji Atlantic Resolve rotacyjnie przebywali oni w Polsce i krajach bałtyckich. Garnizon Bawaria jest kluczem, bez którego niemożliwe byłoby przeprowadzenie żadnej poważniejszej operacji w Europie. W tym sensie zmniejszanie go nie służy Sojuszowi. Bez zaplecza logistycznego z południa Niemiec nie ma mowy o skutecznym poprowadzeniu odsieczy w wypadku ataku Rosji na kraje bałtyckie lub Polskę. Trudno też zakładać, by dało się stworzyć w ciągu kilku miesięcy choćby część infrastruktury, która od lat istnieje w Bawarii. To nie tylko wojsko, lecz także przedszkola i szkoły dla dzieci wojskowych czy niezależna służba zdrowia z własną kliniką.

W 2007 r. Amerykanie stworzyli też w RFN dowództwo do prowadzenia operacji w Afryce z kwaterą główną w Stuttgarcie. To stamtąd prowadzono operacje przeciw somalijskim islamistom z Asz-Szabab czy powołanemu w Nigerii fundamentalistycznemu Boko Haram. Odpowiada ono również za Libię, w której trwa ofensywa popieranych przez ONZ sił rządowych przeciw wspieranemu przez Rosję generałowi Chalifie Haftarowi. W Niemczech znajduje się również dowództwo sił powietrznych i lądowych USA w Europie oraz słynna baza sił powietrznych i wielki szpital w Ramstein, który obsługuje każdą większą operację amerykańską po II wojnie światowej.

Polska z kolei musi borykać się z ograniczeniami w finansowaniu rozbudowy obiektów, które miałyby służyć Amerykanom. Jesienią 2019 r. o 3,6 mld dol. obcięto wydatki na planowane na ten rok inwestycje wojskowe USA za granicą. Najdroższym skasowanym projektem była budowa magazynów w Ramstein za 119 mln dol., ale wstrzymano też pięć projektów w Polsce: budowę torów kolejowych i stacji, składów amunicji czy koszar, które miały powstać do września. Jednym z zablokowanych planów była budowa zbiorników paliwa w bazie lotniczej w Powidzu za 21 mln dol., które miały być gotowe w listopadzie. W sumie z wydatków na rozbudowę infrastruktury w Polsce obcięto 130,4 mln dol. Zaoszczędzone pieniądze Trump przeznaczy na budowę muru na granicy USA i Meksyku.

Reklama