Jeszcze tylko dwa tygodnie potrwają konsultacje strategii regulacyjnej na lata 2017–2022, które Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji prowadzi z przedstawicielami branży. To pierwszy publiczny dokument, który zawiera konkretne propozycje dotyczące ograniczenia możliwości nadmiernej koncentracji wpływów na którymś z rynków medialnych przez jeden podmiot.

KRRiT ma nadzieję, że Ministerstwo Kultury, pracujące nad stosownymi przepisami, weźmie tę strategię pod uwagę. I ma na to duże szanse, ponieważ eksperci rady biorą udział w pracach nad nowymi regulacjami. „W większości krajów europejskich obowiązują szczególne przepisy ograniczające możliwość uzyskania przez jeden podmiot (grupę kapitałową) pozycji, która może się przyczynić do ograniczenia pluralizmu w mediach. Zdaniem KRRiT polskie prawo również powinno zawierać rozwiązania umożliwiające skuteczne działania regulatora, służące przeciwdziałaniu osiąganiu takiej pozycji” – tłumaczy KRRiT.

Najważniejszy postulat dotyczy określenia „pozycji znaczącej w mediach”. Ta – jak postuluje KRRiT – może zostać osiągnięta przez podmiot (grupę kapitałową), który zdobędzie 30 proc. udziałów na jednym z wymienionych rynków: przychodów reklamowych, przychodów z opłat z płatnej telewizji, widowni telewizyjnej, audytorium radiowego lub użytkowników usług audiowizualnych online. Do tej pory w polskim prawie była mowa jedynie o podmiocie dominującym, czyli takim, który uzyskał ponad 40 proc. udziałów w danym rynku. Po przekroczeniu tego progu UOKiK mógł mu zablokować kolejne transakcje. Nie wiadomo na razie, czy osiągnięcie takiej „pozycji znaczącej” miałoby podobne skutki.

KRRiT na rynek medialny patrzy znacznie szerzej niż posłowie z komisji kultury i środków przekazu, którzy na posiedzeniu poświęconym dekoncentracji mediów skupiali się głównie na rynku prasy regionalnej, gdzie dominuje Polska Press, wydawca „Polski The Times”. KRRiT skupia się na całym sektorze audiowizualnym i krytykuje także ograniczanie mniejszych podmiotów w dostępie do budżetów reklamowych poprzez „dominującą rolę nadawców pełniących również funkcję brokerów reklamy”. Chodzi w głównej mierze o TVN i Polsat, których biura reklamy obsługują nie tylko kanały tematyczne obu stacji, lecz także wielu pozostałych graczy.

„KRRiT uznaje, że ten obszar działalności także powinien podlegać regulacjom przeciwdziałającym nadmiernej koncentracji” – czytamy w dokumencie.

Co więcej, ze strategii wynika, że to KRRiT, a nie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów jak do tej pory, powinna dokonywać „systematycznych przeglądów rynku mediów w celu ustalenia stopnia koncentracji”. Przewodniczący rady Witold Kołodziejski nie odpowiada na pytanie, czy KRRiT ma chrapkę na odebranie części kompetencji UOKiK. – Prace nad projektem zapisów w zakresie koncentracji kapitału w mediach w Polsce są prowadzone w MKiDN. Tam powstał zespół roboczy, a w jego skład wchodzą przedstawiciele KRRiT i UOKiK – odsyła nas rzeczniczka KRRiT Teresa Brykczyńska. Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że ministerstwo na razie skupia się na przepisach uszczelniających abonament.

Jak pisaliśmy w DGP, prezes PiS Jarosław Kaczyński skłania się do dostosowania do polskich warunków niezwykle restrykcyjnych przepisów francuskich. Przy ocenie konkretnej transakcji na rynku medialnym bierze się tam pod uwagę kilka czynników. Ograniczenia dla koncentracji w telewizji są oparte na kryteriach określających wielkość udziałów, maksymalną liczbę koncesji, zasięg ludnościowy oraz udział w oglądalności danego programu. Nikt nie może posiadać powyżej 49 proc. kapitału lub prawa głosu w spółce dysponującej koncesją na ogólnokrajowy naziemny kanał telewizyjny, którego oglądalność przekracza 8 proc. całkowitej oglądalności.

Co więcej, właściciel takiej koncesji nie może posiadać więcej niż 33 proc. kapitału lub prawa głosu w stacji lokalnej lub ponadregionalnej. Francuskie przepisy zakładają też, że udział kapitału zagranicznego w spółce mającej naziemną koncesję radiową lub telewizyjną nie może przekroczyć 20 proc. Żadnej koncesji nie dostanie nadawca, jeśli zasięg jego medium przekracza 4 mln mieszkańców (w przypadku posiadania telewizji), 30 mln mieszkańców (w przypadku radia) lub 20 proc. udziału w ogólnokrajowym nakładzie (w przypadku gazet drukowanych).

Jednak posłowie PiS wspominają też o przepisach obowiązujących w innych krajach, choćby w Niemczech. Tam poziom 30-procentowego udziału w widowni został zapisany w ustawie o radiofonii i telewizji. – W myśl tych regulacji nie można dopuścić do objęcia przez nadawcę telewizyjnego dominującej pozycji opiniotwórczej na rynku, tzn. do sytuacji, w której ma on 30-procentowy udział w widowni – tłumaczy prof. Ewa Stasiak-Jazukiewicz z UW. – To bezpieczna granica. Żaden z działających w Niemczech nadawców jej nie przekracza – dodaje medioznawca.

W ustawie medialnej u naszych czeskich sąsiadów zapisano, że jedna osoba prawna lub fizyczna nie może posiadać więcej niż jednej koncesji radiowej lub telewizyjnej o zasięgu ogólnokrajowym (nie dotyczy to nadawania cyfrowego rozprowadzanego kablowo i satelitarnie). W Wielkiej Brytanii właścicielem koncesji nie mogą być politycy, organy i spółki z nimi powiązane, ale też agencje reklamowe (wraz z ich kierownictwem, pracownikami, małżonkami, partnerami i krewnymi). Ponadto koncesji nie uzyska osoba fizyczna lub prawna, która poprzez swoją działalność – np. udzielanie pomocy finansowej – może uzyskać znaczący wpływ na interes publiczny. Podmiot kontrolujący bezpośrednio lub pośrednio ponad 20 proc. krajowej sprzedaży prasy nie może mieć więcej niż 20 proc. udziałów w sieci telewizji komercyjnej. Z kolei na Węgrzech nowej telewizji nie otworzy właściciel żadnego kanału, który ma 35 proc. udziałów w widowni.