Szkoda, że nie ma infografiki, jak tam idę z hubką i krzesiwem. Wolałbym tego nie komentować - stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz w rozmowie z Moniką Olejnik w Radiu ZET. - Niedługo się dowiem, że czarną wołgą porywam dzieci albo wywołałem wojnę ukraińsko-rosyjską - drwił były minister spraw wewnętrznych.

Tygodnik "Do Rzeczy" opisał nagranie rozmowy między szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego a ówczesną wicepremier Elżbietą Bieńkowską. Z publikacji i słów, jakie miały wówczas paść, wynika, że Bartłomiej Sienkiewicz miał wydać polecenie podpalenia budki strażnika przed ambasadą Federacji Rosyjskiej. W czasie zamieszek, jakie wybuchły w czasie Marszu Niepodległości, uczestnicy demonstracji zaatakowali również skłot "Syrena" i spalili tęczę na Placu Zbawiciela.

CZYTAJ TAKŻE: Sienkiewicz stał za podpaleniem budki przed ambasadą? >>>

Zdaniem tygodnika, opisywane nagranie rozmowy powstało w ramach tak zwanej afery taśmowej, a słowa, według których to polskie służby odpowiadają za wywołanie dyplomatycznego skandalu po podpaleniu budki strażniczej, wypowiedział szef CBA Paweł Wojtunik.

Bzdura i absurd - tak Bartłomiej Sienkiewicz skomentował rewelacje "Do Rzeczy".