O zgodzie Turcji na użycie baz przez amerykańskie lotnictwo poinformowała doradczyni prezydenta Stanów Zjednoczonych Susan Rice. Ankara miała zgodzić się, by amerykańskie myśliwce mogły startować z bazy Incirlik na południu Turcji.

Tym samym lotnictwo będzie miało ułatwione zadanie przy nalotach na pozycje islamistów w Syrii, bo dotąd samoloty podrywały się z baz w znacznie bardziej odległych Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie i Katarze.

To pierwszy taki krok ze strony Turcji. Władze w Ankarze rozmieściły co prawda czołgi przy granicy z Syrią, ale odmówiły przeprowadzenia ofensywy lądowej w mieście Kobani, gdzie trwa ofensywa fanatyków.

Ataki radykałów z Państwa Islamskiego odpierają mieszkający tam Kurdowie, ale Turcja nie zgodziła się na wpuszczenie przez swoje terytorium do Syrii innych grup kurdyjskich bojowników, które pomogłyby w walce z radykałami.

W ciągu niemal miesiąca walk w samym tylko syryjskim Kobani zginęło ponad 550 osób, a około 200 tysięcy mieszkańców uciekło przez granicę do Turcji. Kurdowie alarmują, że bez ofensywy lądowej miasto może przejść pod całkowitą kontrolę islamistów.

Zarówno w Syrii jak i w Iraku pozycje islamistów od początku lipca bombardują amerykańskie myśliwce. W kolejnych tygodniach do nalotów przyłączyły się też Wielka Brytania, Francja, Holandia i Kanada oraz kilka krajów Zatoki Perskiej. Ocenia się, że do tej pory przeprowadzono ponad 380 nalotów na pozycje Państwa Islamskiego.

CZYTAJ DALEJ: Państwo Islamskie nadaje propagandę z... Europy>>>