Urodził się w Stanach Zjednoczonych, ale jako młody człowiek na stałe osiadł w Anglii, porzucając amerykańskie obywatelstwo. Na życie zarabiał m.in. jako nauczyciel, pracownik jednego z londyńskich banków i redaktor w wydawnictwie Faber and Faber, którego w końcu został dyrektorem. Ukoronowaniem jego literackiej kariery była Nagroda Nobla, którą otrzymał w 1948 roku. W poezji zaczynał - jak wielu innych w jego pokoleniu - od fascynacji francuskimi poetes maudits i Dantem. Ich wpływy widać w jego najważniejszym bodaj utworze poetyckim „Ziemia jałowa” (1922) uważanym niekiedy za manifest rozczarowanego zachodnią cywilizacją pokolenia I wojny światowej. Począwszy od poematu „Wydrążeni ludzie” (1925), który dziś prezentujemy, twórczość poetycką Eliota można zaliczyć do poezji religijnej - choć w samym utworze nie widać jeszcze pewności wiary, jaką emanują „Środa popielcowa” z 1930 roku czy „Cztery kwartety” z lat 1936 - 1942. Jest on raczej pieśnią rozpaczy i wątpliwości. Inne ważne dzieła Eliota to „Pieśń miłosna J. Alfreda Prufrocka” (1917), „Podróż Trzech Króli” oraz dramaty „Mord w katedrze” (1935) i „The Cocktail Party” (1950). Wśród opublikowanych przez niego niezliczonych esejów najważniejsze są prawdopodobnie teksty „Kto to jest klasyk” oraz „Tradycja i talent indywidualny”. Najpełniej opisują one Eliotowski ideał poety: tkwiącego w nurcie tradycji tak głęboko, że staje się jej żywym medium. I wykorzystującego wszystkie jej możliwości, by tworzyć dzieła prawdziwie „klasyczne”.

p

Wydrążeni ludzie

Pan Kurtz - on umarły
Grosik dla Starego Guya

I

My jesteśmy wydrążeni ludzie
My jesteśmy wypchani ludzie
Wspólnie się wahając
Głowy nasze napchane słomą. Ach źle!
Nasze wyschnięte głosy
Kiedy wspólnie szepczemy
Są ciche i bez znaczenia
Jak wiatr wśród suchych traw
Jak łapki szczurów na rozbitym szkle
W naszej suchej piwnicy

Kształty bez formy, cienie bez barwy,
Paraliż siły i gest zamarły;

Ci który przeszli,
Patrząc wprost, do innego Królestwa śmierci
Wspomną nas - jeśli wspomną - nie jako stracone
Gwałtowne dusze, lecz tylko jako
Wydrążonych ludzi
Wypchanych ludzi.

II

Oczy których w snach się śmiem spotkać
W sennym królestwie śmierci
Nie pojawiają się:
Tam oczyma jest
Blask słońca na pękniętej kolumnie
Tam jest powiewem drżenie drzewa
I słychać głosy
W wiatru śpiewach
Bardziej odległe i uroczyste
Niż gasnąca gwiazda.

Obym nie był ich bliżej
W sennym królestwie śmierci
Obym mógł także nosić
Takie rozmyślne przebrania:
Skórę szczura, krucze pióra
Strach na wróble - dwa badyle, martwe gile
Chyląc się jak wiatr wieje
Tylko tyle -

Nie to ostateczne spotkanie
W królestwie półmroku

III

Oto martwa kraina
Oto kaktusów kraina
Tutaj kamienne bałwany
Wzniesiono, łaski ich wzywa
Dłoń umarłego w błagalnym geście
Pod drżeniem gasnącej gwiazdy.

I czy tak samo jest
W innym królestwie śmierci:
Budzimy się samotni
W godzinę kiedy cali
Drżymy czułością
I wargi pragnące całować
Do rozpękłego modlą się głazu.

IV

Oczy nie są tu
Tu nie ma oczu
W tej dolinie gwiazd umierających
W tej pustej dolinie
Szczęce złamanej naszych utraconych królestw

Na tym ostatnim placu spotkań
Po omacku szukamy
I słów unikamy
Stłoczeni na brzegu obrzmiałej rzeki

Niewidomi, póki
Oczy nie pojawią się znowu
Jako gwiazda stale świecąca
Róża wielolistna
Mrocznego królestwa śmierci
Nadzieja, tylko nadzieja
Pustych ludzi.

V

Krążymy tutaj wokół kaktusa
Wokół kolczastych gruszek kaktusa
Koło graniaste czworokanciaste
O piątej godzinie nad ranem.

Między ideę
I rzeczywistość
Między ruch
I czyn
Pada Cień
Bo Twoje jest Królestwo
Między poczęcie
I narodzenie
Między doznanie
I odpowiedź
Pada Cień
Życie jest bardzo długie
Między pragnienie
I miłosny spazm
Między potencję
I istnienie
Między esencję
I dziedziczenie
Pada Cień
Bo Twoje jest Królestwo
Bo Twoje jest
Życie jest
Twoje jest…

Tak oto kończy się świat
Tak oto kończy się świat
Tak oto kończy się świat
Nie hukiem ale skomleniem

Przełożył Krzysztof Boczkowski