W oświadczeniu opublikowanym m.in. na platformie X, Carr oznajmił, że w obecnej kampanii wyborczej nastąpił "znaczny wzrost liczby całkowicie fałszywych sondaży" i badań, których celem jest "zakłócenie normalnego funkcjonowania procesu wyborczego i zmiana normalnych wzorców frekwencji wyborczej i entuzjazmu".
Wielu dziennikarzy i nadawców nagłaśniało lub transmitowało te sondaże bez poszanowania podstawowej etyki dziennikarskiej i bez informowania opinii publicznej, że sondaże te nie mają naukowych, rzetelnych, a nawet wiarygodnych podstaw - dodał. Oświadczył przy tym, że stacje telewizyjne nadające w paśmie publicznym mają zakaz "zniekształcania wiadomości" i publikacji oszustw i że publikacja fałszywych sondaży stanowi pogwałcenie warunków licencji na nadawanie.
Firma sondażowa przyznała się do fabrykowania danych
Carr nie wymienił żadnego przykładu sfabrykowanych sondaży, lecz jego oświadczenie pojawiło się po tym, jak nowa na rynku firma sondażowa Wedgewood Polling przyznała się do fabrykowania danych, twierdząc - już po udowodnieniu jej winy - że był to „eksperyment społeczny” mający sprawdzić jak łatwo przebić się z fikcyjnymi badaniami do mediów. Demokraci oskarżali firmę, że promowała kandydatów skrajnej lewicy, na niekorzyść bardziej centrowych kandydatów partii.
Wcześniej, w sierpniu, bardzo podobny przypadek sondażowych oszustw ujawniono w przypadku badań firmy Median Strategies, która podobnie twierdziła już po fakcie, że był to eksperyment społeczny. W obydwu przypadkach dane podawane przez fałszywe sondażownie były brane pod uwagę w zestawieniach i średnich sondażowych największych mediów i ośrodków, w tym "New York Timesa".
Trump podważał wiarygodność sondaży
Oświadczenie Carra - bliskiego sojusznika prezydenta Trumpa - pojawiło się jednak na tle rekordowo niskich notowań sondażowych głowy państwa ze strony renomowanych firm badawczych. Większość z największych ośrodków prognozuje też wygraną opozycji w nadchodzących wyborach połówkowych 3 listopada. Sam prezydent Trump wielokrotnie twierdził, że jego notowania - w ostatnim sondażu Ipsos dla Reutersa było to 31 proc. - są wynikiem oszukańczych sondaży.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
