Podczas spotkania z dziennikarzami w Kijowie Zełenski oświadczył, że najpierw konieczne jest zakończenie wojny, a dopiero później można rozważyć rosyjskie postulaty dotyczące bezpieczeństwa. Jak zauważył "Financial Times", stanowisko to oznacza zmianę dotychczasowego podejścia Kijowa, który wraz z zachodnimi sojusznikami odrzucał żądania Moskwy, uznając je za próbę odbudowy rosyjskiej strefy wpływów.
Rosja poważnie traktuje planowane negocjacje
Na początku listopada w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Abu Zabi, mają spotkać się delegacje Ukrainy, Rosji i USA. Według Zełenskiego rozmowy będą miały charakter techniczny i dotyczyć m.in. możliwego zawieszenia broni w sektorze energetycznym i na morzu oraz gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Prezydent podkreślił, że w negocjacjach dotyczących powojennego systemu bezpieczeństwa, jeśli będzie on wymagał zaangażowania państw europejskich, konieczny będzie również udział Europy.
Zełenski odniósł się także do rozmowy telefonicznej prezydenta Finlandii Alexandra Stubba i premiera Norwegii Jonasa Gahra Stoerego z przywódcą Rosji Władimirem Putinem. Jak przekazał, obaj politycy odnieśli wrażenie, że Moskwa poważnie traktuje planowane negocjacje w Abu Zabi. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow stwierdził jednak, że podczas rozmowy nie poruszono żadnych nowych kwestii, i ostrzegł przed możliwą eskalacją wojny.
Rosną obawy Ukrainy
Według "FT" wypowiedzi Zełenskiego odzwierciedlają rosnące obawy Kijowa związane ze zbliżeniem Waszyngtonu i Moskwy. USA i Rosja miały rozmawiać o potencjalnych obszarach współpracy gospodarczej, obejmującej m.in. sektor naftowy, transport lotniczy i produkcję tytanu.
Zełenski podtrzymał stanowisko, że kwestie terytorialne powinny być omawiane wyłącznie na szczeblu przywódców. Przyznał zarazem, że Ukraina była gotowa rozmawiać o amerykańskiej propozycji utworzenia strefy zdemilitaryzowanej po obu stronach linii frontu.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
